trzskowski3.png

Konstytucja jasno mówi, że to rząd odpowiada za prowadzenie polityki zagranicznej. Polsce nie służy zgłaszanie nieprzygotowanych inicjatyw. Apelujemy do prezydenta o lepszą koordynację polityki zagranicznej - mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski.

PAP: Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że będzie rozmawiał w Berlinie o możliwości poszerzenie formatu normandzkiego o UE, USA lub sąsiadów Ukrainy, co wywołało wiele komentarzy w Polsce i nie tylko. Czy Pana zdaniem format normandzki daje jeszcze nadzieję na uregulowanie sytuacji na wschodzie Ukrainy?

Rafał Trzaskowski, wiceminister spraw zagranicznych: Mamy teraz newralgiczny moment - próbę wcielenia w życie postanowień mińskich. Dezawuowanie tego formatu właśnie teraz może być odbierane, jako podważanie wysiłków naszych partnerów, zmierzających do tego, aby skutecznie stawić czoła tej niesłychanie trudnej sytuacji. Prawdą jest, że porozumienia z Mińska nie są doskonałe, a do tego są po prostu łamane. Należy jednak pamiętać, że zatrzymały one rozlew krwi na wielką skalę. Moment próby przyjdzie pod koniec tego roku lub na początku przyszłego. To będzie czas, kiedy kontrola nad granicą ma zostać przekazana w ręce państwa ukraińskiego. Wtedy będzie można się zastanowić, czy ta formuła negocjacji zdała egzamin. Dziś nie jest to dobry moment, bo jeszcze raz powtarzam, może być to odbierane jako podważanie wysiłków negocjacyjne naszych partnerów.

Wypowiedź prezydenta wywołała spore reperkusje, zareagowała premier Ewa Kopacz, szef MSZ Grzegorz Schetyna, posiedzenie rządu opóźniło się z powodu narady Pana z szefową rządu.

Konstytucja jasno mówi, że to rząd odpowiada za prowadzenie polityki zagranicznej. Chodziło więc raczej o to, by jasno zwrócić uwagę panu prezydentowi, że trzeba lepiej koordynować tę politykę, bo Polsce nie służy zgłaszanie inicjatyw, które są nieprzygotowane. Po pierwsze nie są skoordynowane z rządem, po drugie nie są przedyskutowane z naszymi zagranicznymi partnerami, którzy byli zaskoczeni wypowiedzią pana prezydenta. O to tak naprawdę w tej wymianie zdań chodziło - o apel, by lepiej koordynować politykę zagraniczną. Pani premier od wielu dni prosi prezydenta, by zwołał Radę Gabinetową, by porozmawiać o najważniejszych kwestiach dla państwa, dotyczących nie tylko polityki zagranicznej. Polska w tych najważniejszych kwestiach powinna mówić jednym głosem.

Wspomniał Pan, że partnerzy Polski byli zaskoczeni wypowiedzią prezydenta. Rzeczywiście prezydent Poroszenko stwierdził, że nie widzi potrzeby zmiany formatu normandzkiego, jednak już następnego dnia wiceszef jego administracji zapowiedział, że we wrześniu będą jednak polsko-ukraińskie rozmowy na temat dołączenia Warszawy do dialogu dotyczącego uregulowania sytuacji w Donbasie.

To jest sygnał, że Ukrainie bardzo zależy na podtrzymywaniu dobrych stosunków z Polską i nie chce wykorzystywać jakichkolwiek rozdźwięków do tego, żeby te relacje naruszać. Dobrze, że padła taka wypowiedź, bo ona niejako tonuje niezręczność pewnych inicjatyw podejmowanych przez otoczenie prezydenta. Cały czas prowadzimy rozmowy z Ukraińcami, ale sprawa jest tak delikatna, że trzeba się naprawdę zastanowić, co się mówi publicznie.

Jednym z najważniejszych partnerów Polski są Niemcy. Prezydent Duda odwiedzi Berlin już w piątek. Jakie Pana zdaniem kwestie będą dominowały w najbliższym czasie w relacjach między naszymi państwami?

Dbamy o to, by w sprawach kluczowych było między nami i Niemcami porozumienie. Po pierwsze sprawa bezpieczeństwa, sytuacji na Ukrainie i przyszłej roli NATO w regionie. W tych sprawach konsultujemy się z Berlinem bardzo blisko i mamy podobne zdanie, choć czasem pojawiają się również rozbieżności. Obecnie rozmawiamy też o bardzo trudnej kwestii imigracji. Polska wykazała się solidarnością, jeśli chodzi o przyjmowanie uchodźców i wspiera szybsze wykonywanie decyzji, które jako UE podjęliśmy miesiąc temu. Zwłaszcza jeśli chodzi o jasne rozróżnianie pomiędzy imigrantami ekonomicznymi a uchodźcami, bo na przyjmowanie imigrantów ekonomicznych Europy nie stać. Wykazaliśmy solidarność na miarę swoich możliwości, bo sami będziemy jej oczekiwać w przypadku zwiększenia presji migracyjnej na naszą wschodnią granicę. Popieramy walkę z przemytnikami, zabezpieczanie granic i również solidarne postępowanie z uchodźcami, ale na zasadzie dobrowolności. Nie możemy się zgodzić na system, w którym ktoś będzie za nas decydował, ilu uchodźców mamy przyjąć. Musimy to robić w sposób sensowny mierząc siły na zamiary, bo inaczej to będzie fikcja. Jeżeli ktoś nam będzie próbował automatycznie przydzielać uchodźców, to oni na pewno nie będą się dobrze integrowali w polskim społeczeństwie. Tutaj jest ta kość niezgody pomiędzy nami a niektórymi państwami UE. Rząd polski musi w pełni kontrolować ten proces. (...)

Cała rozmowa: Polska Agencja Prasowa


bg Image