Kidawa2.png

Jeśli spojrzymy na ostatnie lata, to widać, że kobiet na wysokich stanowiskach politycznych jest coraz więcej. W Platformie Obywatelskiej nie ma problemu z frekwencją kobiet na listach. Ale nie można dzielić polityki na "kobiecą" i "męską". Te czasy podziału na szczęście bezpowrotnie minęły - mówi w rozmowie z "Polską The Times" marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska.

"+Polska The Times+: 6 sierpnia po raz pierwszy w dziejach Polski przysięgę głowy państwa przyjmowała kobieta...

To prawda. Było to wyjątkowe przeżycie. Mieliśmy już kobietę na stanowisku marszałka - przez trzy lata zajmowała je pani premier Ewa Kopacz. Ale nie każdy marszałek ma szansę przyjmować przysięgę prezydenta, choćby ze względu na układ kadencji.

A jednak fakt ten przeszedł bez echa. Czy jest to miarą +zwyczajności+, jaką przykładamy dziś do obecności kobiet wżyciu politycznym?

Rzeczywiście, nikt nie podniósł tego tematu i uważam to za dobry znak. Świadczy to o tym, że kobiety są traktowane w polityce tak samo jak mężczyźni. Zresztą jeśli spojrzymy na ostatnie lata, to widać, że kobiet na wysokich stanowiskach politycznych jest coraz więcej. Z przyjemnością rozmawiam o tym z przedstawicielami innych parlamentów. Muszę przyznać, że patrzą na nasze osiągnięcia z podziwem.

W takich warunkach potrzebne są jeszcze parytety płci na listach? Może to przeżytek?

Gdybym ja układała listy i miała wybór spośród dwóch kandydatów, to dla mnie płeć z pewnością byłaby ostatnim czynnikiem, który brałabym pod uwagę. Patrzyłabym raczej na potencjał kandydata, ile mógłby zebrać głosów, na jego umiejętności pracy zespołowej. W Platformie Obywatelskiej nie ma problemu z frekwencją kobiet na listach. Mimo to uważam, że parytety są nam jeszcze potrzebne. Dla wielu ugrupowań konieczność zapewnienia kobietom 35 procent miejsc na listach jest wciąż dużym wyzwaniem.

Z tymi listami wyborczymi PO to też różnie bywa. Daleko nie szukając, w okręgu gdańskim w ostatniej dziesiątce region umieścił niedawno sześć pań, tylko trzy znalazły się w pierwszej piątce.

Listy nie zostały jeszcze zatwierdzone. W najbliższym czasie czeka nas posiedzenie Rady Krajowej PO. To układanie jest trudnym zadaniem, wymaga długich dyskusji i konsensusu. W dużej mierze jest to wynikiem demokratycznego, oddolnego procesu wyłaniania kandydatów, który obowiązuje w Platformie. Na naszych listach zawsze znajdowało się wiele kobiet. Panie są na jedynkach, dwójkach i na dalszych miejscach. Jeżeli spojrzymy na nasz klub sejmowy, to zawsze był tym, w którym kobiet jest najwięcej. Ale nie można dzielić polityki na +kobiecą+ i +męską+. Te czasy podziału na szczęście bezpowrotnie minęły.

Urząd prezydenta także jest w Polsce otwarty dla pań?

Oczywiście że tak. Skoro mieliśmy i mamy obecnie kobietę premier, skoro dwukrotnie wybrano kobietę na marszałka Sejmu, to niczym nadzwyczajnym byłoby objęcie urzędu prezydenta przez kobietę.

Przejdźmy, proszę, do bieżących spraw Sejmu. Sporo zamieszania wywołało ostatnio głosowanie senackich poprawek do ustawy o kuratorach sądowych. Okazało się, że inaczej głosowali posłowie niż wynikałoby to z sejmowych dokumentów. Choć ręce podnieśli +za+, to wpisano, że są +przeciw+.

Proszę zauważyć, że tego dnia głosowaliśmy nad około 150 różnymi ustawami oraz poprawkami. To prawda, przejęzyczyłam się, zadając pytanie posłom. Jeżeli prowadzi się tak dużą liczbę głosowań, to czasami nieświadomie przekręci się jedno słowo. Na sali jest 460 posłów, któryś powinien zwrócić uwagę w takim momencie.

Wiemy dziś, że na posiedzeniu nikt na to nie zwrócił uwagi, prawnicy mają teraz ból głowy - bo czy Sejm może się pomylić? - a obywatele co najmniej niesmak.

Prawnicy z pewnością znajdą rozwiązanie. Posłowie doskonale wiedzą, na czym polega głosowanie senackich poprawek. Marszałek Sejmu za każdym razem przed rozpoczęciem głosowań przypomina tę procedurę. Przy dużej liczbie punktów może się zdarzyć chwila nieuwagi, ważne jednak, aby tę sytuację naprawić. (...)"

Cała rozmowa: "Polska The Times" nr 67(1429) str. 18 - 19


bg Image