Neumann2.png

Największym błędem - co widać z perspektywy czasu - było to, że mówiliśmy o dopalaczach, a nie o narkotykach. Mam wrażenie, że część ludzi po to świństwo sięga, bo myśli, że to nie jest narkotyk - mówi wiceminister zdrowia Sławomir Neumann w rozmowie z Super Expressem.

"Super Express": Ma pan dzieci?

Sławomir Neumann: Mam.

Boi się pan o nie w kontekście dopalaczy? Bo ja mam i się boję.

Ja nie. Jestem pewien, że są już na tyle mądre, iż po takie używki nie sięgną.

Każdy jest mądry, ale ten jeden raz zawsze ktoś może spróbować czegoś, co się wydaje trawką, a jest zwykłym chemicznym świństwem. Ostatnio nazywa się to Mocarz i trafia się po tym do szpitala.

Moje dzieci wiedzą, że nawet trawa jest świństwem. Jeżeli ktoś myśli, że marihuana jest czymś bezpiecznym, popełnia błąd.

Bill Clinton palił, ale się nie zaciągał.

Co zrobić. Ja w życiu niczego nie paliłem.

Wiceminister zdrowia nie brał żadnych narkotyków?

Żadnych.

Nie chcę pana obwiniać, ale problem jest. Oczywiście łatwo byłoby mi powiedzieć, że to przez was. A wie pan dlaczego? Bo w 2010 roku premier Tusk mówił, że poradziliście sobie z dopalaczami.

To zbyt wielki optymizm. Wtedy udało nam się pozamykać sklepy z dopalaczami, które były na każdym rogu. Co oczywiście nie znaczy, że całkowicie udało się ten problem rozwiązać. Największym błędem - co widać z perspektywy czasu - było to, że mówiliśmy o dopalaczach, a nie o narkotykach. Mam wrażenie, że część ludzi po to świństwo sięga, bo myśli, że to nie jest narkotyk, ale coś, co kojarzy się ze środkiem energetyzującym. Że to coś, co po prostu daje kopa. Jest zupełnie odwrotnie - to jeszcze większe gówno niż to, co jest w twardych narkotykach. To naprawdę ryje mózg i nie ma tu żartów. Świadomość społeczna była chyba za niska. Myślano, że jest to bezpieczniejsze niż narkotyk.

O co ma pan do siebie pretensje?

O to, że nie mówiliśmy o tym, że to narkotyki. To jest trucizna, która zabija. Jedyny odlot, który ci gwarantuje, to odlot do najbliższego szpitala. Też chyba nie mieliśmy pełnej wiedzy, z czym mamy do czynienia. To nowe zjawisko, z którym zderzyliśmy się nie tylko my.

Jako przedstawiciel rządu na pewno ma pan pomysł, jak sobie z tym poradzić.

To wojna z narkotykami.

Czyli wieczna wojna.

Wieczna wojna, w którą muszą być zaangażowane wszystkie możliwe służby państwa. I w ramach której trzeba zmieniać świadomość społeczną. To, co się wydarzyło w sądzie, że wypuszczono jednego z tych, którzy to sprzedają...

Sędziowie chyba nie są z wami.

To pokłosie tego, że jeszcze nie traktują tego jako czegoś istotnego. Gdyby to był handlarz złapany na handlu amfetaminą, to siedziałby. Jest zakodowane, że amfetamina to narkotyk.

Czyli konkretnie - co robić? Edukować sędziów?

Edukacja sędziów czy policjantów nie wystarczy. Wszyscy musimy się w to włączyć. Ogromną rolę mają do odegrania rodzice, którzy widząc, że dziecko przynosi do domu jakąś saszetkę z napisem "produkt kolekcjonerski", powinni reagować. Musimy kontynuować edukację, którą już prowadzimy. Być może trzeba zmienić narrację, ale to trzeba robić. (...)

Cała rozmowa: se.pl


bg Image