kidawa1.png

To był podsłuch na wielką skalę i zaczęto to wykorzystywać na inny sposób - powiedziała marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska w programie "Polityka przy kawie" w TVP 1.

„Chciałabym, żeby wyjaśniła to prokuratura” 

Małgorzata Kidawa-Błońska stwierdziła, że doniesienia prasowe pokazują, że istnieje poważny problem, a całą sprawę powinna wyjaśnić prokuratura. – Jeżeli to jest prawda, chciałabym, żeby prokuratura to wyjaśniła, zbadała to bardzo dokładnie – mówiła. Dodała, że takiego przypadku nagrywania nie było do tej pory nie tylko w Polsce, ale i w Europie. 

Jak pisze „Wyborcza”, we wrześniu prokuratura zakończy śledztwo w sprawie podsłuchiwania VIP-ów w warszawskich restauracjach. Oskarżone mają zostać cztery osoby: dwaj kelnerzy, którzy zakładali mikrofony i dyktafony w stołecznych lokalach oraz Marek Falenta i jeden z jego współpracowników, którzy zlecali podsłuchy. Jak mówił gazecie jeden z prokuratorów, biznesmen wykorzystywał zdobyte w ten sposób informacje do prowadzenia działalności gospodarczej. 

– Mogło być tak, że najpierw chodziło o interesy gospodarcze, a potem okazało się, że są podsłuchiwane inne osoby. To był podsłuch na wielką skalę i zaczęto to wykorzystywać na inny sposób. To jest sprawa dla prokuratury, a ja jako obywatel chciałabym, żeby ta sprawa szybko została wyjaśniona – powiedziała marszałek Sejmu.

„Chcemy, by te listy były mocne” 

Małgorzata Kidawa-Błońska podkreśliła, że ona sama nie wyznaje żadnej teorii na ten temat, tylko chciałaby poznać prawdę. Jej zdaniem zastanawiające jest, czemu na przykład taśma, a właściwie fragment nagrania rozmów Elżbiety Bieńkowskiej, ujawniony został w trakcie kampanii prezydenckiej, gdy nie było jej już w kraju. 

Zapytana o to, czy osoby, które zostały nagrane, powinny pojawić się na listach do parlamentu z ramienia PO odpowiedziała, że karanie osób za to, co powiedziały, byłoby nadużyciem. – To, że ktoś był nagrany na tych taśmach, nie znaczy, że ma być wyłączony z naszego życia – stwierdziła. Marszałek zaznaczyła przy tym, że decyzję o tym, czy te osoby znajdą się na listach, czy nie, podejmą struktury regionalne, a o ewentualnym skreśleniu z nich zadecyduje szefowa partii, czyli Ewa Kopacz. – Chcemy, by te listy były mocne – powiedziała. 

Małgorzata Kidawa-Błońska zwróciła również uwagę na to, że nawet jeżeli ktoś nie był nagrany, a pojawia się w rozmowach, również postrzegany jest jako osoba podejrzana. Według niej, takie zachowanie może być zbyt pochopne. – Należy zachować spokój – zaapelowała.

Źródło: tvp.info


bg Image