sztolcman.png

Zorganizowana przestępczość zazwyczaj jest o krok przed ustawodawcą i często będziemy musieli ich gonić - powiedział w rozmowie z "Super Expressem" poseł Grzegorz Sztolcman.

"Super Express": - Jakim cudem "najlepsza ustawa antydopalaczowa w Europie", jak nazwała ją Ewa Kopacz, wręcz pogorszyła sytuację? Przeprosicie za bubel prawny?

Grzegorz Sztolcman: - Nie mamy za co przepraszać. Nie zgadzam się z tym, że sytuacja się pogorszyła. Z dopalaczami było jednak przez lata spokojniej. Zorganizowana przestępczość zazwyczaj jest o krok przed ustawodawcą i często będziemy musieli ich gonić. Możemy to jednak ograniczać.

Mniejsi i więksi "królowie dopalaczy" wychodzą na wolność. Handlują w końcu czymś, na czym jest napisane "nieprzeznaczone do spożycia".

Jestem zdziwiony takim podejściem prokuratury i sędziów. Cieszy mnie jednak, że prokuratura uznała, że można te osoby ścigać w związku z wprowadzaniem do obrotu trucizny. Szkoda, że tak późno.

A cóż to zmieni? Handlujący dopalaczami dopiszą na opakowaniu, że to "trucizna". I znów będą w zgodzie z waszą ustawą.

No nie, gdyż wszyscy wiedzą, że to nieprawda. Skoro można ścigać za dystrybucję środków zagrażających życiu i zdrowiu, to sami sobie zaprzeczają, wypuszczając tych ludzi. Nasza ustawa tego nie sugerowała.

Był pan kiedyś w supermarkecie? Każdy z nich sprzedaje noże, które ewidentnie zagrażają życiu i zdrowiu. Trudno ścigać sklepy za to, jak kto nóż wykorzystuje. Problem z waszą ustawą jest taki, że ona chce ścigać skutki...

Oprócz chłodnego zapisu prawa jest coś takiego, jak duch prawa i jego interpretacja. Dlatego to porównanie jest nieuprawnione.

Polemizowałbym. Pojawił się jednak sensowny pomysł europosła Piechy, by zmienić ustawę tak, by każdy produkt przed wprowadzeniem na rynek musiał uzyskać zgodę czy coś podobnego. Ściganie dopalaczy odbyłoby się przed, a nie po pojawieniu w sklepach.

To jest dobry pomysł, warty rozważenia. (...)

Cała rozmowa: se.pl


bg Image