kozdron.png

Od nowego roku powstaną 1524 punkty nieodpłatnej pomocy prawnej w całej Polsce. Najsłabiej pomoc prawna jest dostępna na prowincji. Uznaliśmy, że w każdym powiecie powinny być minimum dwa punkty, ale nie więcej niż 35 - mówi wiceminister sprawiedliwości Jerzy Kozdroń.

Rz: Panie ministrze, czy to nie wstyd, że trzeba było aż dziesięciu lat, by w końcu uchwalić przepisy niezbędne do powstania państwowej pozasądowej pomocy prawnej?

Jerzy Kozdroń: Trzeba wyraźnie powiedzieć, że przez ostatnie 25 lat żaden z rządów nie wypracował spójnego systemu nieodpłatnej pomocy prawnej. W ostatnich dziesięciu latach powstało wiele projektów, które miały na celu stworzenie systemu nieodpłatnej pomocy prawnej. Niestety, z różnych przyczyn – ale przede wszystkim dlatego, że były zbyt skomplikowane i za drogie – próby rozwiązania tego problemu kończyły się niepowodzeniem. Dopiero pani premier Ewa Kopacz w swoim exposé stwierdziła, że problem bezpłatnego poradnictwa trzeba rozwiązać.

Czyli pieniądze były, tylko trzeba było ich lepiej poszukać?

Przede wszystkim trzeba było stworzyć projekt kompleksowego systemu z rzetelnie wyliczonymi kosztami. Oparliśmy go na istniejących już instytucjach, w tym w dużej mierze na potencjale organizacji pozarządowych. Dzięki temu od nowego roku powstaną 1524 punkty nieodpłatnej pomocy prawnej w całej Polsce. Przyjęliśmy przy tym zasadę, że musi być co najmniej jeden punkt na każde 25 tys. mieszkańców. Ale są też powiaty, które mają po 30 tys. Dlatego uznaliśmy, że w każdym powiecie powinny być minimum dwa punkty, ale nie więcej niż 35.

35 punktów?

Po zastosowanym przeliczniku 25 tys. mieszkańców metropolie, a w szczególności Warszawa, miałyby dużo więcej punktów aniżeli 35, a to nie byłoby uzasadnione.

Dlaczego?

W dużych aglomeracjach funkcjonuje wiele różnych instytucji udzielających porad. Najsłabiej pomoc prawna jest dostępna na prowincji. Chcieliśmy więc przede wszystkim tam zapewnić tego typu wsparcie i wyrównać dysproporcje w dostępie do pomocy prawnej.

Kiedy prace nad ustawą, uchwaloną 
przez Sejm, ruszały, projekt cieszył się olbrzymim wsparciem korporacji prawniczych, potem raptem ono znikło. Chyba nie bez powodu?

W pierwszej wersji projektu nieodpłatnej pomocy mieli udzielać tylko adwokaci 
i radcowie prawni. W trakcie szerokich konsultacji projektu przychyliliśmy się do argumentów płynących m.in. z organizacji pozarządowych. Chcąc wykorzystać ich dorobek i doświadczenie, prowadzenie połowy punktów powierzyliśmy tym organizacjom. A to się samorządom radcowskiemu i adwokackiemu nie spodobało. Jednak dzięki tym zmianom osoby potrzebujące pomocy prawnej będą mogły zwrócić się do doświadczonych i fachowych prawników oraz organizacji, które zapewnią pomoc z zachowaniem najwyższych standardów.

Dziwi się pan organizacjom? To one przecież pierwsze wprowadziły w Polsce bezpłatne poradnictwo prawne i to one od tych dziesięciu lat zabiegały o stworzenie systemu państwowej pozasądowej pomocy prawnej, 
a gdy w końcu coś w tym zakresie drgnęło 
i taki system w końcu powstanie, to je pominięto.

Nie, nie dziwię się. Ale wychodziliśmy z założenia, że nieodpłatna pomoc ma być pomocą profesjonalną. A to oznacza, że nie może być żadnej różnicy między nią a płatną poradą udzieloną w kancelarii prawnej.

Ale przecież w połowie tych punktów będą przyjmowali absolwenci prawa, a nie radcowie i adwokaci. Myśli pan, że osoba po studiach zdoła przygotować profesjonalne pismo procesowe?

Taka osoba musi mieć minimum trzyletnią praktykę i będzie udzielać pomocy prawnej tylko w punkcie prowadzonym przez organizację pozarządową. O taką zmianę zabiegały organizacje, które obawiały się, 
że nie uda im się pozyskać wystarczającej liczby adwokatów i radców prawnych do świadczenia porad. Staraliśmy się być elastyczni, choć niektórzy mają wobec tego rozwiązania obawy. Podkreślają, że udzielona porada może spowodować szkodę, a to oznacza, że poszkodowany będzie mógł dochodzić roszczenia odszkodowawczego z tego tytułu. Adwokaci i radcowie są ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej. Gdyby więc udzielili złej porady, jest z czego wypłacić odszkodowanie. Gdyby zaś organizacje pozarządowe miały się ubezpieczać, byłoby to drogie przedsięwzięcie i większość pieniędzy przeznaczonych na udzielanie porad musiałaby pójść na opłacenie ubezpieczenia.

Chce mi pan powiedzieć, że organizacje pozarządowe prowadzące punkty nie będą musiały być ubezpieczone 
od odpowiedzialności cywilnej?

Nie będą musiały.

A co z ryzykiem związanym ze złą poradą?

Osoba, która będzie korzystała z pomocy w punkcie prowadzonym przez organizację, będzie uprzedzona o tym, kto udziela jej porady. Poza tym w tych punktach będą mogli też przyjmować adwokaci, radcowie prawni oraz doradcy podatkowi. Ci ostatni też muszą posiadać ubezpieczenie OC. Poza tym będzie można zawsze wybrać, do którego punktu się udać – czy do tego prowadzonego przez organizację, czy też tego, gdzie porad udzielają tylko adwokaci i radcowie prawni. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image