lewandowski3.png

- W niedzielę Grecy zdecydują, czy chcą być w strefie euro, czy chcą znowu przystąpić do rozmów, czy też zrywają te rozmowy - powiedział w Jedynce deputowany do Parlamentu Europejskiego.

"Krzysztof Grzesiowski: W Brukseli w Parlamencie Europejskim Janusz Lewandowski, deputowany do Parlamentu Europejskiego i przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów. Dzień dobry, panie pośle, witamy.

Janusz Lewandowski: Dzień dobry, witam.

Na pewno zna pan treść tego komunikatu, to komunikat Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który głosi, że Grecja nie spłaciła do północy z wtorku na środę, czyli z wczoraj na dziś, raty pożyczki należnej wobec Funduszu i stała się pierwszym krajem strefy euro nieobsługującym własnego zadłużenia. Jak dodają komentatorzy, w ten sposób Grecja przyłączyła się do Zimbabwe, Sudanu i do Somalii, które też mają niespłacone długi w Funduszu Walutowym. Jakie są konsekwencje tego faktu?

To jest zupełna utrata wiarygodności kraju. Rzeczywiście pierwszego z rozwiniętych krajów świata, który nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań wobec Funduszu Walutowego. Więc jest to porażka tego typu polityki, jaka od stycznia 2015 roku prowadzona jest w oparciu o oszustwo wyborcze, po prostu oszukano Greków, że można podtrzymać pomoc finansową, ale uchylić warunki, czyli dalej żyć ponad stan, nie reformując kraju. Ale to nie jest formalne bankructwo. To jest komunikat Funduszu Walutowego poświadczający coś, co wiemy, co jest powszechnie znanym faktem, mianowicie że 1,6 miliarda euro, które powinny być wypłacone do Funduszu, nie zostało do wtorku wypłacone, natomiast to nie jest jeszcze formalne bankructwo Grecji.

A jaka jest droga od tego komunikatu Funduszu do tego, co pan nazwał formalnym bankructwem? Co musiałoby się na tej drodze wydarzyć?

Nie jest to długa droga, dla rynków finansowych stan gospodarki greckiej czy zdolność lub niezdolność obsługiwania zobowiązań jest oczywiście czymś bardzo dobrze rozpoznanym, natomiast w niedzielę Grecy wypowiedzą się, czy szanują reguły, bo tak należy odczytać treść tego referendum, czy szanują reguły bycia we wspólnocie europejskiej, czyli są za programem wynegocjowanym wcześniej z różnymi instytucjami europejskimi, czy też nie szanują tych reguł i są przeciw, do czego nawołuje rząd pana premiera Ciprasa. Jeżeli nie będzie.... Jeżeli to będzie głos na nie, tak jak nawołuje do tego rząd, no to następny krok należy do Europejskiego Banku Centralnego, który wciąż zasila banki greckie, przestanie zasilać i wtedy to będzie w okolicach 20 lipca, kiedy potrzebny jest zwrot w kierunku Europejskiego Banku Centralnego. Przy braku zasilania Grecja po prostu jest bankrutem i musi wprowadzać drugą walutę, żeby po prostu mieć pieniądze, czyli drachmę, żeby wypłacać emerytury, renty, czy cokolwiek.

Ale tak mi się wydaje, panie pośle, że od 2010 roku, przypomnijmy, Grecja otrzymała od Funduszu Walutowego i od instytucji unijnych prawie 240 miliardów euro. To jest, no, mniej więcej bilion złotych. Mniej więcej mówię. Pożyczając te pieniądze, chyba te instytucje miały świadomość, że będzie problem ze zwrotem.

No, stawiały warunki, które umożliwiają wejście Grecji ponownie na ścieżkę wzrostu, co się stało pod rządami poprzedniego rządu, mojego przyjaciela Antonisa Samarasa, że Grecja będzie miała tzw. pierwotną nadwyżkę budżetową, czyli odliczając koszty obsługi długu, ma po prostu plus, a nie minus, a nie dziurę budżetową, co też się stało. Czyli była rachuba na to, że Grecy, tak jak wcześniej stało się to na Łotwie czy równolegle w Irlandii, Portugalii, są w stanie zreformować gospodarkę na tyle, że będzie ona o własnych siłach stała na rynkach finansowych, bez pomocy. I wtedy jest możliwa również spłata długu, uchylenie części długu, co zresztą się stało, bo przecież Samaras, poprzedni premier Grecji, który nie obiecywał gruszek na wierzbie, tylko właśnie prowadził reformy we własnym państwie, wynegocjował cięcie długu z wierzycielami prywatnymi o prawie... o ponad 50%.

Czy my mamy jakieś zobowiązania w Grecji? A właściwie odwrotnie – czy mamy jakieś pieniądze, które Grecy powinni nam oddać? Jak pan się orientuje?

Polska nie jest narażona wprost, czyli bezpośrednio na konsekwencje tej niewypłacalności czy domniemanego rychło bankructwa Grecji. Nasze obroty handlowe są niewielkie, Polska jest zaangażowana w Grecji jako kraj turystyki, oczywiście, i to jest pewien problem dla wszystkich, którzy chcieliby kierować się latem w stronę Grecji, bo wyjąć pieniądze z bankomatu będzie bardzo trudno, zwłaszcza euro. Natomiast skutki są pośrednie dla polskiej gospodarki, dlatego że zwiększa się niepewność w Europie. Jeżeli jest niepewność, jeżeli jest destabilizacja, część tej destabilizacji również za wschodnią granicą, mamy nieszczególne otoczenie po prostu. Dzisiaj w roku 2015 wokół naszej zdrowej bardzo gospodarki i mającej bardzo dobre perspektywy rozwojowe rykoszetem zostaliśmy trafieni poprzez osłabienie złotówki, poprzez zwiększenie kosztów obsługi naszego długu, ale to jest rykoszet grecki. (...)"

Cała rozmowa: polskieradio.pl

 


bg Image