rostowski2.png

Ta zmiana twarzy w Platformie była słuszna i mam nadzieję, że będzie skuteczna. Mam parę rzeczy do powiedzenia w polskiej polityce, więc jeżeli PO będzie chciała, to myślę, że będę pożyteczny także w przyszłej kadencji - mówił w "Kontrwywiadzie" RMF FM Jacek Rostowski.

Konrad Piasecki: Panie premierze, czuje się pan jak ktoś, z kogo złożono taką oczyszczającą ofiarę?

Jacek Rostowski:To ciekawe porównanie. Ja bym powiedział tak: uważam, że była konieczna bardzo jasna zmiana twarzy w Platformie Obywatelskiej na tym poziomie rządowym, na tym najwyższym poziomie. Osoby, które były nagrane, były w sytuacji, w której cokolwiek by nie powiedziały w kampanii wyborczej, można było kwestionować ich wypowiedzi, skupiając się na tych nagraniach. Cały wysiłek polityczny Platformy w kierunku przedstawiania swojego programu, swoich osiągnięć przez te ostatnie lata - uważam: wielkich osiągnięć - zawsze zderzałby się z różnymi anegdotami z tych nagrań. To trzeba było przeciąć.

Ale to rzeczywiście było tak, że pan sam chciał zostać ścięty na tym ołtarzu odzyskiwania zaufania wyborców czy raczej pana skłoniono do tego?

Nie będę wchodził w te rozmowy, ale mogę powiedzieć, że uważam, że ta operacja była słuszna, ta zmiana była słuszna - mam nadzieję, że będzie skuteczna.

Słuszna i nie spóźniona o rok?

Nie, bo tak naprawdę, jeśli chodzi o niektóre z tych osób, to dopiero teraz dowiedzieliśmy się, że w ogóle były nagrywane.

Ale to wygląda tak, że przez rok uważaliście, że wszystko jest w porządku, że możecie pełnić różne funkcje - ministerialne, doradcze - i oto nagle wszyscy uznali, że "musimy odejść, to koniec, tak się nie da dalej funkcjonować". Trochę to wygląda na zabieg sztuczny.

Nie, ja myślę, że on nie jest sztuczny. Oczywiście różne osoby były w różnych sytuacjach. Na pewno ogólne wrażenie, że ministrowie nagminnie chodzą do restauracji na kolacje na koszt państwa, jest po prostu zupełnie nieprawdą. Sam sprawdziłem, ile było takich okazji w ostatnich latach w moim przypadku. Mogę powiedzieć, że w 2013 roku, czyli ostatnim roku mojego urzędowania, to zaprosiłem poza ministerstwo delegację zagraniczną jeden raz, znaczy: był jeden przypadek, kiedy zapłaciłem za kolację poza ministerstwem.

I nigdy pan nie płacił służbową kartą za kolacje, obiady czy lunche z politykami polskimi albo z jakimiś postaciami polskiego życia publicznego?

W 2012 roku był jeden przykład - i tutaj nie mam jeszcze, bo patrzyłem na własne notatki, pewności, czy zapłaciłem ja, czy ministerstwo - to była kolacja z prezesem Narodowego Banku Polskiego. To był jeden przypadek w '12 roku, jeden przypadek w '13 - komisarz Ren z Komisji Europejskiej z jego współpracownikami, a w 2011 roku poszalałem. Był to rok prezydencji polskiej i trzy razy zaprosiłem gości do restauracji: delegację Parlamentu Europejskiego do Amber Room, ministra finansów Holandii i ministra finansów Norwegii. W ciągu trzech lat 4 albo 5, bo jeszcze nie wiem, czy w tym jednym przypadku z prezesem banku narodowego to było na koszt ministerstwa, czy na własny, i w poprzednich trzech lata nie udało mi się dokładnie sprawdzić, ale według mojej pamięci takich kolacji poza ministerstwem na koszt państwa było mniej niż w drugiej połowie mojego urzędowania.

Ale zgodzimy się dzisiaj, że ten lunch fundowany przez Radosława Sikorskiego z panem, te foie gras i niezłe wina, to jedna było grzeszne?

To jest naprawdę pytanie do marszałka Sikorskiego. Ja byłem gościem. Nie będę komentował zachowania mojego gospodarza.

Uważa pan, że on słusznie zrobił, że odszedł z funkcji marszałka? To też był niezbędne i konieczne?

Tak, uważam, że jeżeli mieli odchodzić ministrowie - nie będą mówił o marszałku Sikorskim - to też uważam, że słusznie odszedłem ja, jako główny doradca, ale o marszałku Sikorskim nie chce się wypowiadać.

A teraz pytanie, co ma się dziać z Wami dalej? Czy to jest koniec Jacka Rostowskiego i Radosława Sikorskiego w polskiej polityce?

Ja panu powiem, że to co jest najbardziej uderzające w tym wszystkim, że to co się najbardziej ludziom nie podoba, wydaje mi się dzisiaj, z dzisiejszej perspektywy, w tych wydarzeniach, które były nagrane, to jest to wrażenie, że ministrowie chodzą i chodzili nagminnie na koszt państwa do restauracji.

Pan chodzi rzadko?

W ciągu trzech lat byłem 6 razy, 5 razy, z czego 4 były delegacje zagraniczne. Ja mówię, wcześniej wydaje mi się zgodnie z moją pamięcią jeszcze rzadziej, więc to jest po prostu nieprawda i myślę, że bardzo często takie mocne obrazy, które człowiek sobie wyobraża, mogą przyćmić taką szarą, codzienną rzeczywistość, która jest zupełnie inna. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image