walesa.png

Jedne przegrane wybory nie przekreślają bytu partii. Zrobię wszystko, by PO zwyciężyła, ale to Polacy głosują. Jeżeli stracimy władzę, to też musimy pracować, przygotowywać plan alternatywny, by w następnych wyborach przekonać do nas ludzi - mówi europoseł Jarosław Wałęsa w rozmowie z Markiem Górlikowskim.

Marek Górlikowski: Przeżyjecie PiS-owski czyściec czy to koniec Platformy?

Jarosław Wałęsa: Takie pytania pokazują, jak bardzo niedojrzałą jesteśmy jeszcze demokracją, skoro jedne przegrane wybory całkowicie przekreślają rację bytu jakiejś partii. Po to mamy wybory co cztery lata, aby to jednak wyborcy decydowali, kto będzie rządził w naszym kraju. Zrobię wszystko, by PO zwyciężyła, ale to Polacy głosują. Jeżeli stracimy władzę, to też musimy pracować, przygotowywać plan alternatywny, by w następnych wyborach przekonać do nas ludzi. Trudno mówić, że Platformy nie ma, bo jesteśmy i w rządzie, i w samorządach.

A niektórzy na taśmach.

Wiem, że pan mi nie uwierzy, ale naprawdę ja tych materiałów z afery taśmowej nie słuchałem.

Nie wierzę.

Żeby było jasne: nie uciekam od oceny tego, co się stało. Owszem, czytałem wyjęte z kontekstu cytaty. Wiadomo, że człowiek łapie się za głowę, ale żeby być naprawdę uczciwym, trzeba by wysłuchać całej rozmowy i wtedy wysnuwać wnioski. Druga kwestia jest taka, że to były rozmowy prywatne. Zastanawiam się, czy można piętnować, mówić o zdradzie stanu w kontekście towarzyskiej dyskusji. Należy zachować jakiś umiar. Jeśli prawo zostało złamane, to trzeba postawić ministrów przed sądem, niech to się dzieje. Jednak jeżeli nie ma przestępstwa, to dokonujemy w tej chwili linczu na podstawie zagrywki politycznej. Nie do końca wiem, kto to robił, czy to nieczysta gra naszych służb, czy zagranicznych, jednak na pewno dajemy się w tej chwili rozgrywać. Trzeba położyć nacisk na działanie naszych służb, które mają obowiązek chronić obywateli i państwo, ale też dbać o płynną pracę rządu. A w tej chwili z tym zadaniem sobie nie radzą. W Brukseli moi koledzy z innych krajów pytają mnie, kto nas tak rozgrywa, że tylu ministrów zostało nagranych w jednym miejscu.

Donald Tusk zostawił premier Ewie Kopacz ten kłopot i uciekł do Brukseli?

Takie sformułowanie uwłacza pani premier. Gdy przejmowała stery Platformy i rządu, zdawała sobie sprawę, jak wygląda sytuacja. Nastąpiła zmiana przywództwa i pani premier bardzo dobrze się odnalazła w tym miejscu. To też pokazało, że PO nie jest partią wodzowską, co jej zarzucano. Mówiono: znika lider i partia się rozpadnie. Teraz z kolei zarzuca się, że lider uciekł i zostawił partię. Jest to bardziej histeria medialna. Rekonstrukcja rządu została wywołana aferą taśmową, ale przecież taśmy w ogóle nie miały wpływu na to, jak funkcjonował rząd premier Kopacz, jakimi sprawami się zajmował, nad jakimi ustawami pracował. Jednak trzeba było to zrobić, żeby w ogóle móc pracować. Pan Donald Tusk jest obecnie prezydentem Europy i ma swoje obowiązki. Oczekiwanie od niego, że będzie się zajmował sprawami PO czy rządzeniem Polską, jest nie na miejscu.

Dość delikatnie mówi pan teraz o swojej partii. To już kampania wyborcza?

Tylko ten, który nic nie robi, nie popełnia błędów. Ja będę ostatnim, który będzie mówił, że Platforma jest wspaniała i wszystko, co robimy, zamienia się w złoto, bo tak nie jest. Nie wszystko mi się w partii podoba, ale należy znaleźć równowagę.

A co się panu nie podoba?

Wyciągamy wnioski z pierwszej przegranej od ośmiu lat. Cokolwiek by mówić, prawdą jest, że PO przegrała wybory prezydenckie. Jednak nie wolno zapominać o tym, że wiele milionów osób zagłosowało na prezydenta Bronisława Komorowskiego, nie stracił zupełnie zaufania społecznego, przegrał ok. 3 proc. głosów. Trzeba to przeanalizować, ale nie histeryzujmy. To nie jest tak, że PO straciła swoich wyborców.

Przypomnieć pana słowa z marca, początku kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego?

Po aferze zegarkowej ostrzegałem przed pychą i arogancją, która może doprowadzić nas do zguby. Nie pokazywałem na jednego człowieka, tylko na wszystkich, w tym na siebie. Pytałem, czy nie staliśmy się tłustymi kotami, które nie rozumieją, że zostały wybrane w konkretnym celu - by rozwiązywać problemy Polaków. Pytałem, czy poparcie, wtedy ponad 70-procentowe, dla prezydenta nas nie uśpi, bo nam się wydaje, że należy się ta druga kadencja. Apelowałem też o przewietrzenie kadr na stanowiskach szefów regionów, a także w rządzie. Już wtedy chciałem eksponować nasz potencjał. W PO jest wielu młodych ludzi przygotowanych do rządzenia, z których wiedzy się nie korzystało.

Za rok kończy pan 40 lat. Ma pan wrażenie, że stare, tłuste koty z Platformy nie dopuszczają młodych?

Powiedzmy, że my, młodzi, trochę za mało daliśmy od siebie. Osobiście również za mało się angażowałem, ale teraz postanowiłem to zmienić. Jestem do dyspozycji pani premier i zdaję sobie sprawę z tego, że jestem graczem zespołowym. Tworzymy drużynę i ta drużyna ma wygrywać wybory, by pozytywnie zmieniać kraj. Została mi właśnie powierzona funkcja szefa Instytutu Obywatelskiego. Chcę, by był to think tank z prawdziwego zdarzenia, który będzie pozyskiwał granty na konkretne projekty. W rządzie pojawiły się nowe twarze. Odrabiamy nasze lekcje. Pytanie, czy nie za późno. Można było zrobić zmiany w gabinetach rządowych pod koniec ubiegłego roku. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image