kidawa1.png

Chcę doprowadzić do tego, by polski parlament zyskiwał zaufanie ludzi, bo dzisiaj jego postrzeganie jest dalekie od ideału. W naszym parlamencie etap legislacji przeniesiono do komisji, a sala plenarna zrobiła się spektaklem politycznym, wypełnionym głównie emocjami - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska w rozmowie z Renatą Grochal.

"RENATA GROCHAL: Kto był lepszym marszałkiem Sejmu – Sikorski, Kopacz czy Schetyna?

MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA: Ówczesną marszałek Ewę Kopacz obserwowałam nie tylko na sali plenarnej, kiedy prowadziła posiedzenia Sejmu, ale także podczas konwentów seniorów, bo byłam wtedy we władzach klubu PO. A Grzegorza Schetynę i Radosława Sikorskiego – tylko jako prowadzących posiedzenia Sejmu. Sikorski panował nad salą i z dużym poczuciem humoru prowadził obrady. Ewa Kopacz bardzo dobrze prowadziła konwenty i potrafiła skutecznie doprowadzić do porozumienia, co w Sejmie jest czasem bardzo trudne. Uporządkowała informacje bieżące, każdy klub wie, kiedy ma informację bieżącą, i nie musi o nią walczyć. To usprawniło prace Sejmu.

To na kim się pani będzie wzorować, jeśli zostanie pani marszałkiem Sejmu?

Na pewno to, co wprowadzała marszałek Kopacz, bardzo mi się podobało. Chciałabym umieć prowadzić głosowania tak sprawnie jak moi poprzednicy, bo posłowie bardzo cenią tę umiejętność.

A co chce pani zmienić?

Chcę doprowadzić do tego, by polski parlament zyskiwał zaufanie ludzi, bo dzisiaj jego postrzeganie jest dalekie od ideału. Polki i Polacy, idąc na wybory, głosują na posłów, dając im mandat zaufania, ale po jakimś czasie często mówią, że ten Sejm jest przypadkowy. To duży problem, że obywatele nie darzą go zaufaniem. Przyczynia się do tego także częsty obraz parlamentu jako pustej sali plenarnej. Ten obraz jest nieprawdziwy, bo każdy, kto zna pracę w Sejmie, wie, że w tym samym czasie zdecydowana większość posłów pracuje w komisjach. Rzeczywistość wygląda inaczej, niż widzą to obywatele.

Ale kiedyś debaty gromadziły więcej posłów niż dziś.

Żeby była debata, strony muszą wymieniać poglądy. Każdy parlament to są emocje, różnice polityczne, rywalizacja. Jak obserwujemy parlament brytyjski, to tam też nie jest spokojnie i cicho, ale jest więcej pracy merytorycznej. U nas ten etap legislacji przeniesiono do komisji, a sala plenarna zrobiła się spektaklem politycznym, wypełnionym głównie emocjami. W parlamencie brytyjskim są brutalne dyskusje, ale bez chamstwa.

Zapanuje pani nad Stefanem Niesiołowskim, posłem PO, pokrzykującym na opozycję?

On się w ostatnich latach bardzo zmienił, a to, że posłowie coś wykrzykują z sali, zdarza się wszędzie na świecie. Ważne, by posłowie częściej odnosili się do meritum i jednocześnie nie obrażali oponentów. Jeżeli Sejm chce odzyskać zaufanie, to posłowie muszą być wzorem. Musimy się na nowo zastanowić, jak rozliczać pracę posłów i finanse ich biur. W ich interesie jest, by to nie budziło wątpliwości.

Ale zapanuje pani nad tym Niesiołowskim?

(Śmiech) Nie ma takiej potrzeby. Marszałek Niesiołowski prowadził obrady wiele razy i wie, że nie jest to łatwa sprawa. Liczę na jego wyrozumiałość.

Co pani zdoła zrobić przez cztery miesiące?

To prawda, czasu jest mało. Prace nad uproszczeniem rozliczeń wydatków posłów, m.in. na podróże, trwają. Chciałabym jeszcze w tej kadencji wprowadzić nowe zasady łatwych i przejrzystych rozliczeń. Obywatele powinni mieć możliwość kontrolowania swoich przedstawicieli.

Czy Sejm uchwali ustawę o in vitro?

Sądzę, że już w ten czwartek. To dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję, że mimo wszystkich różnic uda nam się tę ustawę doprowadzić do końca.

Podpisze ją jeszcze prezydent Komorowski czy już Andrzej Duda, który w sprawie in vitro jest zmienny?

Mam nadzieję, że prezydent Komorowski. Słuchając ostatnich wypowiedzi Andrzeja Dudy, nie jestem przekonana, czy by ją podpisał. Wprowadzając program leczenia niepłodności i przygotowując ustawę o in vitro, kierowaliśmy się dobrem osób, które chcą, ale nie mogą mieć dzieci. Im szybciej tę sprawę uporządkujemy, tym lepiej. (...)"

Cała rozmowa: "Gazeta Wyborcza" nr 145.8478, str. 6 - 7


bg Image