siemoniak1.png

Kluczowe jest dla nas, by przygotować ofertę dla tych Polaków, którzy mają poczucie, że 25 lat transformacji niekoniecznie przekłada się na ich życie: ludzi, którzy mało zarabiają, młodych na umowach śmieciowych. Oni powinni otrzymać nowe propozycje, by zobaczyli dla siebie perspektywy w Polsce - mówi wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w rozmowie z Renatą Grochal.

RENATA GROCHAL: Jaki był klucz nominacji dla nowych ministrów?

TOMASZ SIEMONIAK: - Pani premier szukała wybitnych fachowców w swoich dziedzinach, którzy chcą ciężko pracować przez najbliższe miesiące. To bardzo dobre nominacje, bo widać, że są poważne nazwiska, które chcą wchodzić do rządu. To, że Marek Biernacki został koordynatorem ds. służb specjalnych czy prof. Zembala, znany kardiochirurg, albo mistrz olimpijski, wioślarz Adam Korol zostają ministrami - świadczy, że wierzą w zwycięstwo PO i będą na nie ciężko pracować.

Co nowi ministrowie zdołają zrobić przez cztery miesiące? To gest czysto wizerunkowy.

Zostałem w 2011 r. ministrem obrony na trzy miesiące przed wyborami, gdy PO nie prowadziła w sondażach. Wiem więc, jak dużo można w takim czasie zrobić. Oni przecież dziś nie wchodzą na spaloną ziemię; są projekty ustaw, które trzeba dokończyć w parlamencie albo wdrożyć. Bycie w rządzie to jest zaszczyt i mobilizacja dla tych ludzi. Na pewno wniosą wiele dobrego.

Dlaczego premier rekomenduje Małgorzatę Kidawę-Błońską na marszałka Sejmu?

Małgorzata Kidawa-Błońska cieszy się dużym autorytetem i sympatią w PO. To doświadczona parlamentarzystka, która przez lata zasiadała w kierownictwie klubu parlamentarnego. Ważną jej cechą jest otwartość na dialog, i legendarna wręcz pracowitość. Podejrzewam od dawna, że w ogóle nie śpi.

Dlaczego nie zdecydowaliście się na wcześniejsze wybory, jak proponuje SLD?

Nie ma powodów do tego. Rząd ma większość parlamentarną, koalicja jest spójna. I przede wszystkim termin wyborów jest bardzo bliski, czyli październik. Pomysł, by wybory robić w sierpniu, w środku wakacji, jest kompletnie bez sensu. Wniosek SLD interpretuję jako desperacki gest małej partii z dużymi problemami, która bardzo chce się pokazać.

Czy nagrani politycy mogą być jedynkami na listach PO w wyborach? Radosław Sikorski już zapowiedział, że będzie jedynką w Bydgoszczy. Chyba wyprzedził decyzje?

Decyzje na temat kształtu list będą w sierpniu lub we wrześniu. Marszałek Sikorski zgłosił taką aspirację, bo był liderem cztery lata temu. Ale jego wypowiedź była przedwczesna, decyzje przed nami.

Za to dymisje są spóźnione o rok.

Rok temu premierem był Donald Tusk, który uznał, że jeśli co chwilę pojawiają się nowe nagrania, to on nie może ulegać presji tego, kto je ujawnia. Wtedy uważaliśmy, że prokuratura szybko wszystko wyjaśni i do końca roku sprawa będzie zamknięta. Być może w lipcu 2014 r., gdy fala nagrań się zakończyła, Tusk powinien był przeprowadzić dymisje.

Może premier Ewa Kopacz powinna od tego zacząć? Dziś wygląda, jakby Stonoga wymieniał rząd.

Gdy Ewa Kopacz obejmowała stanowisko premiera, o niektórych osobach w ogóle nie było wiadomo, że zostały nagrane, np. ministrowie Biernat i Arłukowicz. Wydawało się, że sprawa jest wyjaśniana przez prokuraturę i ważniejsze jest ustalenie, kto dokonał tych nagrań, czy ktoś jeszcze za tym stał, a nie losy poszczególnych nagranych. Dzisiaj widać, że prokuratura niewiele wyjaśniła i pani premier musiała się od tego odciąć. Jeśli gdzieś popełniliśmy błąd, to w zapowiedzi, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz przedstawi do końca września informację o aferze podsłuchowej. To zbudowało wysoki poziom oczekiwań. A szybko było wiadomo, że nie jest w stanie tego zrobić, bo prokuratura prowadzi śledztwo, ma wszystkie materiały.

Jak PO może odbudować wiarygodność?

Kluczowe jest, by przygotować ofertę dla tych Polaków, którzy mają poczucie, że 25 lat transformacji niekoniecznie przekłada się na ich życie: ludzi, którzy mało zarabiają, młodych na umowach śmieciowych. Oni powinni otrzymać nowe propozycje, by zobaczyli dla siebie perspektywy w Polsce. Musimy znowu być blisko ludzi. Żeby ten umowny marszałek województwa z PO wolał pojechać na spotkanie z ludźmi zamiast z innym marszałkiem czy burmistrzem zjeść kolację w restauracji, oczywiście za własne pieniądze. Gdy się jest przy władzy, trzeba za wszelką cenę jak najwięcej rozmawiać z ludźmi. To była wielka umiejętność Tuska, bo on ładował swoją energię takimi spotkaniami, nawet jeśli były trudne, jak z "Paprykarzem" czy kibicami. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl

foto: pap


bg Image