siemoniak_pap.png

Bliska perspektywa wyborów nie przestrasza nikogo przed wejściem do rządu. Sam wszedłem do rządu jako minister na trzy miesiące przed wyborami, w 2011 roku, kiedy Platforma nie prowadziła w sondażach, więc wiem, że nawet przez kilka miesięcy można zrobić bardzo wiele dobrego - mówi wicepremier i minister obrony narodowej na temat nowych ministrów w rządzie premier Ewy Kopacz.

Konrad Piasecki, RMF FM: Którego z nowych ministrów najtrudniej było namówić na przyjęcie nominacji?

Tomasz Siemoniak: Trzeba by o to zapytać panią premier Ewę Kopacz, ale...

Ale pan jakoś uczestniczył w tych rozmowach, więc rozumiem - że pan przekonywał.

Powiem tak: zgodzili się wszyscy bardzo szybko i myślę, że to było też taki dowód na to, jakim zaufaniem cieszy się Ewa Kopacz w rządzie i w Platformie. Jakość tych nominacji: profesor Zembala, inne osoby, pokazuje, że tutaj rzeczywiście ta bliska perspektywa wyborów nie przestrasza nikogo przed wejściem do rządu.

Ale tak zdroworozsądkowo - nie mówili: na cztery miesiące, po co mi to? Zwłaszcza profesor Zembala - tu kardiochirurg, leczy, a tu nagle do rządu, na cztery miesiące bez specjalnej perspektywy przedłużenia tego mandatu.

Sam wszedłem do rządu jako minister na trzy miesiące przed wyborami, w 2011 r., kiedy Platforma nie prowadziła w sondażach, więc wiem, że nawet przez kilka miesięcy można zrobić bardzo wiele dobrego.

Ale profesor Zembala to będzie już trwała postać platformy obywatelskiej, czy on tylko ten kontrakt rządowy wypełni i wraca do siebie?

Jest to wielka postać polskiej medycyny, wielki społecznik z ogromną kartą i jeśli on dzisiaj chce wejść do rządu, to myślę, że bardzo wyraźnie pokazuje, że mamy bardzo ważny moment i jego ręce też na pokładzie są potrzebne.

I rozumiem, że ma propozycje wejście na listę Platformy otwartą?

Nie chcę przesądzać, chcę tylko zwrócić uwagę, że też jest wybitnym polskim transplantologiem i sądzę, że jeżeli polscy transplantolodzy i ci, którzy żyją dzięki przeszczepom widzą na przykład Zbigniewa Ziobrę w telewizji, mogą się poważnie obawiać co się wydarzy jesienią, więc wydaje mi się, że profesor Zembala uznał, że jego ręce na tym pokładzie są bardzo potrzebne. Bardzo się cieszę, bo to jest bardzo, bardzo ważny moment.

Panie premierze, czy nad tym wszystkim jest jakaś koncepcja? Jakiś pomysł, jakaś idea, czy to są tylko nerwowe ruchy wykonywane pod presją wydarzeń, sondaży, emocji i napięć?

Nie widzę tutaj nerwów. Myślę, że kto dobrze zna, a pan redaktor na pewno dobrze zna, historię polityczną ostatnich lat, to pamięta sierpień 2007 r. i rząd Jarosława Kaczyńskiego: dymisje, gonitwy, aresztowania. Czy ktoś wtedy...

Ja pamiętam końcówki wszystkich rządów, i one wszystkie wyglądają podobnie.

Ale wtedy jeszcze nie było końcówki. Dopiero potem nastąpiły wybory, więc bez przesady. Dymisja trzech ministrów na 18 to nie jest jakaś katastrofa. Jestem bardzo blisko tych spraw, pani premier działa spokojnie, z namysłem i planem na najbliższe miesiące.

Że się robi szefa komisji ministrem w rządzie - to łatwo zrozumieć. Ale że się robi rzecznika rządu marszałkiem? To już trudniej. Taką macie krótką ławkę kadrową?

Te nominacje rządowe pokazały, że ta ławka jest bardzo dobra. Prof. Zembala to tak, jakby Messi wchodził w 75. minucie na murawę. Natomiast jeśli chodzi o Małgorzatę Kidawę-Błońską - spójrzmy na całą jej karierę, na autorytet jakim się cieszy, także w Platformie, sympatię. Rzecznikowanie rządu to był epizod w tej karierze, w której zbudowała sobie mocną decyzję w parlamencie.

Tyle, że marszałek Sejmu z natury rzeczy jest trochę ponadpartyjny i obokrządowy. Rzecznik rządu jest solą prorządowości i partyjności.

Będąc rzecznikiem rządu łagodziła też różne kanty. Jest osobą, która słynie z koncyliacyjności, szanowaną też w innych ugrupowaniach. Myślę, że jest to bardzo dobra kandydatura.

Piją, klną, są cyniczni. To są pańskie słowa na temat obrazu polityków, wyłaniającego się z nagrań. Czy naprawdę PO potrzeba było roku, żeby się zorientować, że Polacy tak to postrzegają?

Dzisiaj łatwo jest oceniać. Ja sądzę, że dobrze, iż te zmiany nastąpiły. Myślę, że to to, iż znowu zaczęły nie wiadomo skąd pojawiać się nagrania czy te stenogramy, było mocnym sygnałem...

Wiadomo skąd, od pana Stonogi.

On tu raczej jest jakimś pośrednikiem czy narzędziem. To był mocny sygnał co do tego, że trzeba raz na zawsze to odciąć. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl

foto: pap


bg Image