schetyna.png

Dzisiaj jest temat, jak PO wyprowadzić po tych turbulencjach na spokojniejsze wody takim bardziej sprawnym, twardym kursem - powiedział minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna w "Kontrwywiadzie RMF FM".

Konrad Piasecki: To kim pan teraz będzie, panie ministrze?

Grzegorz Schetyna: Grzegorzem Schetyną.

Marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną?

Grzegorzem Schetyną - coś ważnego stało się wczoraj, takie polityczne trzęsienie ziemi i twarde decyzje. To jest koniec pewnego etapu i początek następnego, więc jest pytanie, co dalej. Ale pytanie tutaj do pani premier Ewy Kopacz, bo ona realizuje swoją wizję przemeblowania. Nie tylko rządu, jak widzieliśmy wczoraj.

Tylko że jest tak, że jeśli odwołują, to będą musieli powoływać. I pana podobno na marszałka Sejmu typują.

Tu będzie wiele informacji, pół informacji, spekulacji.

Przymiarek.

Jesteśmy zakładnikami takiej rzeczywistości medialno-politycznej i tak będzie przez te najbliższe dni. Poczekajmy.

Tylko jest pytanie, czy w panu jest gotowość do porzucenia MSZ-u i do powrotu do Sejmu i objęcia stanowiska marszałka?

Mam tutaj rzeczywiście wiele projektów, które prowadzę i za które jestem odpowiedzialny. Dzisiaj nie ma tego tematu. Dzisiaj jest temat, jak PO wyprowadzić po tych turbulencjach na spokojniejsze wody takim bardziej sprawnym, twardym kursem.

To żeby zamknąć ten temat, którego nie ma - jeśli Ewa Kopacz poprosi, partia zaproponuje, pan nie powie "nie".

Ale nie ma tego tematu.

Nie no jest temat.

Ale wie pan, zawsze się umawiamy na to, że nie będziemy tutaj robić na siłę newsów z naszej rozmowy. Na razie nie ma tego tematu. Kropka. Ważne jest dzisiaj, żeby PO przeżyła te turbulencje i żeby rząd w lepszej formie prowadził sprawy polskie do wyborów.

A przeżyje? Pan doradzał Ewie Kopacz tak szerokie cięcia personalne, tak szerokie czystki?

Trudno było sobie wyobrazić taką skalę zmiany, ale trzeba to docenić. Przez ostatnie kilkanaście lat nieczęsto byliśmy świadkami takich rewolucji w rządzie. Ta ostatnia, o której pamiętamy, jeśli chodzi o taką skalę, była w 2009 roku...

Wtedy, kiedy pan położył głowę na ołtarzu afery hazardowej.

...Także z moim udziałem. Wtedy dla PO, dla rządu, personalnie dla premiera Tuska to była polityczna korzyść. Wyprowadzenie tej sytuacji z kryzysu. Rozumiem i szanuję decyzję pani premier Ewy Kopacz.

Tyle że wtedy to się wszystko działo tuż po, szybko, dynamicznie.

Błyskawicznie, nawet w trakcie bym powiedział.

A tutaj mieliśmy rok afery taśmowej - podczas tego roku przekonywano nas, że właściwie nic takiego się nie stało, że Radosław Sikorski może być marszałkiem Sejmu, Jacek Rostowski może być szefem doradców premiera. I co, i oni nagle wszyscy doszli do wniosku, że nie mogą być tym, kim są?

Proszę zobaczyć, że nie mieliśmy pełnej wiedzy odnośnie tego, co jest - mogliśmy się domyślać, zgoda, ale nie było takiej wiedzy, która została włożona do przestrzeni medialnej, internetu dwa dni temu.

Pan Stonoga rozwalił rząd?

Może nie, ale to przecież wiele czynników. Też dla mnie kompletna niefrasobliwość prokuratury - projektu, który był flagowy dla nas w tych ostatnich latach. To, co stało się w ostatnich dniach pokazuje, że flagowym nie jest, że jest przyczynkiem do problemu, a nie sprawą dobrze załatwioną.

Ale powie pan: Przez ten rok popełnialiśmy personalne błędy? Przez ten rok popełnialiśmy błędy nie dymisjonując albo nawet czasami awansując tych, którzy zostali nagrani?

Każdy mówi w swoim imieniu. Zawsze jest tak, że jest ktoś odpowiedzialny za konkretne rzeczy. Tutaj to przecież premier Tusk miał informację w Sejmie. Opisywał te rzeczy, mówił o następnych krokach w wyjaśnianiu tej sprawy.

Może to premier Tusk popełnił te błędy.

Proszę też zobaczyć, jaka była wtedy sytuacja. Ta afera wybuchła, ale w perspektywie kilku następnych tygodni było rozdanie brukselskie i jego wyjazd do Brukseli. Tutaj hipoteka pani premier Kopacz jest inna. Jej rząd nie wprowadzał Polski w tę aferę i jej rząd nie był ofiarą tej afery.

Panie ministrze, ale nie ma pan naprawdę poczucia, że to jest wszystko o rok spóźnione?

Wie pan - "po czynach ich poznacie". To są twarde decyzje. Wierzę w to - Polacy przyjmą je jako być może długo oczekiwane, ale konieczne i konkretne, więc ja wierzę w to, że to stworzy nową jakość w polskim życiu politycznym i też w formie Platformy Obywatelskiej. Ale od tego, jak to zostanie przyjęte, zależą te nominacje personalne - co będzie dalej, co będzie w drugim kroku.

To jest tak, że ten wyciek akt, to był powód czy tylko pretekst, taki jakiś katalizator do tych zmian, które tak czy inaczej musiały nastąpić?

Raczej uważam, że to wszystko, co się zdarzyło w ostatnich dniach - bo przecież w pierwszym zdaniu premier Kopacz jednak powiedziała o nieprzyjęciu sprawozdania prokuratora - to też wymusi debatę na nas na temat roli prokuratury, jej miejsca w polskim systemie politycznym. To też jest bardzo ważne, bo to są pytania, które zostały postawione w tak dramatyczny sposób i które będą czekały na odpowiedź.

A kiedy pan usłyszał, że premier Kopacz przeprasza wyborców Platformy Obywatelskiej, nie pomyślał pan sobie: Trzeba było może wszystkich wyborców przeprosić? Wszystkich obywateli? Cały naród?

Tak, ale tak rozumiałem to, co powiedziała. To nie jest łatwe, ale było bardzo potrzebne i ważne. Te słowa przeprosin za to wszystko, co się zdarzyło, są symbolem.

W panu jest wiara czy tylko nadzieja, że to wszystko jakoś uratuje Platformę i da jej trochę tlenu?

Jest wiele nadziei.

Ale wiary nie?

To nie kwestia wiary. To kwestia kalkulacji, co my musimy zrobić, bo jest bardzo mało czasu. Jest około czterech miesięcy do wyborów i każdy krok musi być bardzo precyzyjny. Platforma Obywatelska nie ma, nie mamy możliwości popełnienia błędu, więc wszystko musi być nie dość, że trafione w punkt, to jeszcze bardzo szybkie i konsekwentne.

Te kroki wydają się panu precyzyjne? To są te kroki, których społeczeństwo oczekuje od Platformy?

Tak, otwierające nowy etap, który musi być w bardzo sensowny sposób zapisany. To jest początek. Trochę tak, jak u Hitchcocka - najpierw jest coś poważnego, a potem atmosfera gęstnieje i jest jeszcze trudniejsza. Zobaczymy - to jest wielkie wyzwanie. Dla przywódców politycznych to są wielkie sprawdziany i wielkie dni. Jestem przekonany, będę gorąco kibicował premier Kopacz, żeby ten egzamin zdała.

Ciężko też nie mieć wrażenia, że to wszystko trochę wygląda jak "Titanic" i panika na jego mostku kapitańskim.

Proszę zobaczyć, bo będą przywoływane przykłady AWS-u, SLD - w końcówce nie było takich dramatycznych zmian. Ani w jednej, ani w drugiej sytuacji.

Nie, były. Jerzy Buzek też mocno dymisjonował, powoływał Lecha Kaczyńskiego na przykład.

Lecha Kaczyńskiego zdymisjonował.

Ale nie tylko - u Millera też były bardzo intensywne zmiany, żeby stworzyć nową jakość. Nie udało się. 

Była zmiana na premiera Belkę, była zmiana rządu. Zobaczymy, historia się nie powtarza jeden do jednego, więc zobaczymy. Ja wierzę, że jest wielka szansa, żeby ten trend, tę trudną sytuację odwrócić. To ciągle jest możliwe. Proszę pamiętać, że Platforma ciągle w badaniach, sondażach opinii publicznej jest dobrze powyżej 20 proc., to jest wielki kapitał.

Te nowe rozdanie personalne, to będą wyłączne decyzje Ewy Kopacz?

Myślę, że tak, że w tej sytuacji musi być jej inicjatywa, musi być jej pomysł i realizacja wizji. Tutaj musimy być bardzo jednolici, jednorodni.

A ma pan poczucie, że ta wizja już jest? Znaczy, że rozmawiał pan z Ewą Kopacz i zapytał, kto będzie marszałkiem Sejmu teraz?

Nie. My jesteśmy kilka godzin po bardzo twardych, trudnych decyzjach, bo to jest rozstanie się z najbliższymi współpracownikami, nigdy nie jest proste, więc jakiś etap jest zamknięty i otwiera się nowy, poczekajmy.

Prezydencki minister in spe Krzysztof Szczerski, pisze: jedynym ośrodkiem stabilności w państwie jest dziś prezydent elekt. Po jego zaprzysiężeniu Sejm powinien się natychmiast rozwiązać.

Nie czytałem tego, ale to jest niepotrzebne podważanie takiego systemu i demokracji parlamentarnej.

Nie myśli pan, że należałoby podać rząd do dymisji i skrócić kadencję Sejmu?

Ale to musiałby być zgoda w większości.

Gdyby premier się podał do dymisji to nie, bo nie dałoby się powołać nowego rządu w tym Sejmie.

Nie nie uważam. Poczekajmy na ten drugi krok, na ten następny krok i od tego będziemy uzależniać się, też zobaczymy jak to jest ocenianie, jak Polacy uznają taką zmianę. Ja uważam, że przyjmą ją z nadzieją, że zobaczą, że to może być nowa jakość i zobaczą tą nową jakość w ciągu najbliższych dni. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image