Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/kppo3/wmediach/budka.png'
There was a problem loading image 'images/kppo3/wmediach/budka.png'
budka.png

Po raz pierwszy mamy do czynienia z udostępnieniem materiałów z śledztwa na tak ogromną skalę. Żyjemy w czasach, kiedy tak naprawdę w Internecie może zaistnieć wszystko. Rozwój technologii pozwala na to, żeby tego typu czyny były popełniane poza granicami naszego kraju - mówił w "Sygnałach dnia" w radiowej Jedynce minister sprawiedliwości Borys Budka.

Zuzanna Dąbrowska: Naszym gościem jest minister sprawiedliwości Borys Budka. Dzień dobry, panie ministrze.

Borys Budka: Dzień dobry, witam serdecznie.

Wczoraj wieczorem Zbigniew S., bo tak chyba trzeba nazywać sprawcę kolejnej odsłony afery taśmowej, został zatrzymany w sprawie publicznego rozpowszechnienia wiadomości ze śledztwa dotyczącego podsłuchów. Cytuję dokładnie tę formułę, bo ważne jest to, co się zarzuca Zbigniewowi S., szczególnie w kontekście możliwości publikacji na różnego rodzaju nośnikach w różnych miejscach w Internecie. Czy pan, panie ministrze, jako minister sprawiedliwości zna, został już poinformowany o podstawach prawnych postawienia zarzutów?

Nie, oficjalnie nie zostałem i podejrzewam, że nie zostanę poinformowany, dlatego że minister sprawiedliwości nie sprawuje żadnego nadzoru nad prokuraturą. Natomiast ta sytuacja jest o tyle oczywista, że od samego początku sprawca tego czynu zabronionego nie ukrywał, że on publikuje materiały ze śledztwa, zgromadzony materiał, ten, który jest w Internecie, też w sposób jasny, czytelny mówił, co jest przedmiotem tych publikacji, w związku z czym dla mnie jako dla prawnika było oczywiste, jaki będzie postawiony zarzut, dlatego że artykuł 241 kodeksu karnego jest jasny, czytelny. Artykuł ten nigdy nie był jakimś wyjątkowo... wyjątkowo aktywną podstawą aktów oskarżenia. Sprawdziłem statystyki wczoraj i na przykład w zeszłym roku z tego powodu... z tego artykułu została skazana słownie jedna osoba wcześniej, więc w związku z czym tutaj...

Tak, ale często jest podstawą do przesłuchiwania dziennikarzy i przedstawicieli mediów, którym zdarzyło się opublikować tego rodzaju materiały czy materiały, o których sądzi się, że mogłyby pochodzić ze śledztwa, z postępowania. I działa trochę jako taki bicz na rozpowszechnianie informacji mogących się okazać niewygodnymi czy tajnymi.

Oczywiście, sprawa według mnie jest stosunkowo prosta, jeśli chodzi o cel tego przepisu. I tutaj nikt go nie podważał nigdy. Otóż musimy zagwarantować, ażeby w postępowaniu przygotowawczym materiały nie były udostępniane opinii publicznej, i to jest sprawa stosunkowo oczywista. Natomiast po raz pierwszy mamy do czynienia z tak wielkim, na skalę niespotykaną wcześniej udostępnieniem tych materiałów. Dlatego też cieszę się, że sprawa ta jest szybko wyjaśniana. Nie mnie recenzować prace prokuratury, natomiast zostały przedstawione określone zarzuty, które też gdzieś z mediów dowiadujemy się, że dotyczą właśnie tego, o czym pani redaktor mówiła. I teraz jest kwestia, jak szybko zostanie sformułowany akt oskarżenia  i czy sąd podzieli zdanie prokuratury co do tego, że ten czyn został popełniony, że wina jest sprawcy oczywista, no i czy zostanie osoba za to skazana. Natomiast przypominam, że sankcje karne akurat przy tym przepisie, mimo że godzi w dobro wymiaru sprawiedliwości, nie są duże...

Przypomnijmy, że jest to od grzywny do 2 lat pozbawienia wolności.

Do 2 lat pozbawienia wolności...

Dlatego nie został zatrzymany na dłużej, tylko zwolniony po przesłuchaniu.

Nie został aresztowany, prawda? Bo samo zatrzymanie nastąpiło, to jest oczywistym w tym przypadku, to zatrzymanie polega na tym, że człowiek zostanie doprowadzony podejrzany do prokuratury celem przedstawienia mu zarzutów. Z informacji, które pojawiają się w mediach można dowiedzieć się, że było jakieś przeszukanie bodajże...

Mieszkania.

...mieszkania pana podejrzanego, no i prokurator przedstawił zarzut i na tym kończy się w tym momencie kwestia związana z tym postępowaniem zmierzającym do przedstawienia zarzutów. Natomiast...

No tak, ale, przepraszam, Zbigniew S. może cieszyć się swobodą wypowiedzi i na pewno będzie z tego korzystał, a jedna z rzeczy, które ujawnił z okoliczności tego rozpowszechniania to to, iż posłużył się materiałami funkcjonującymi już w sieci, funkcjonującymi na chińskich serwerach, to cytat dokładny, i wtedy, to prosiłabym pana jako prawnika o interpretację, co wynika z artykułu 241? Kto odpowiada? Czy ten, który pierwszy udostępnił na nośniki, takie choćby, jak Internet, materiały, czy też wszyscy, którzy z tego skorzystali i, mówiąc kolokwialnie, podali tę wiedzę, te materiały dalej?

Tutaj już nie chciałbym, tak jak podkreślam, recenzować prac prokuratury. Skoro zarzut został przedstawiony, to interpretacja tego przepisu przez osoby prowadzące to postępowanie była jednoznaczna. Proszę zwrócić uwagę, że to nie było podlinkowanie, jak to dosyć często mówimy, w Internecie, czyli wskazanie miejsca, gdzie te materiały się znajdują, tylko z moich informacji jako osoby, która korzysta z portali społecznościowych, są takie, że to po prostu zostało tam opublikowane. Czyli mamy chyba do czynienia jednak z sytuacją, że mieścimy się... mieści się... te znamiona tego czynu jednak powodują możliwość postawienia zarzutu z artykułu 241. Tak uznał prokurator, zobaczymy, co na to powie sąd, czy rzeczywiście ta linia obrony, którą przyjął pan podejrzany, pozwoli mu na to, żeby sąd nie podzielił zdania prokuratury, czy nie. To jest kwestia już władzy sądowniczej, kwestia niezawisłego sądu. Natomiast ja podkreślam, że tutaj z tego, co miało miejsce w poniedziałek bodajże wieczorem, to wynika, że to zostało... te materiały zostały opublikowane na jego koncie w portalu społecznościowym. To nie było podlinkowanie, tylko to było ileś tam tysięcy stron zdjęć. Skąd miał pan podejrzany te dokumenty, to już jest kwestia postępowania, które w tej chwili jest prowadzone, no, w sposób dosyć...

Panie ministrze, bo to...

...dziwny. Tu powołuje się chyba na tajemnicę dziennikarską. No, ja nie śledzę...

Wydaje swoją gazetę internetową i jako taka funkcjonuje strona właśnie na Facebooku. Myślę, że możemy mówić, w którym medium społecznościowym to wszystko się działo, tym bardziej że mówi o tym prokuratura, która jednocześnie przyznaje, że nie miała możliwości skontaktowania się z właściwą osobą, która mogłaby pomóc w przerwaniu publikowania tych materiałów, których rozpowszechnianie jest zabronione. To jest pewien brak kompetencji na przykład prokuratury? A może ABW? Kto powinien się skontaktować z przedstawicielem tego portalu w Polsce i dogadać się? I czy w ogóle powinien? Bo może to jest po prostu kneblowanie Internetu i wolności słowa?

Żyjemy w czasach, kiedy tak naprawdę w Internecie może zaistnieć wszystko. Ja przypominam słynną aferę WikiLeaks i niemożność zablokowania tajnych dyplomatycznych danych dla największego światowego mocarstwa, dlatego że pojawiały się one w chmurach, pojawiały się one gdzieś na serwerach, które były poza jurysdykcją Stanów Zjednoczonych. Więc tutaj rozwój technologii pozwala na to, żeby tego typu czyny były popełniane poza granicami naszego kraju i z punktu widzenia administratora konkretnego portalu tam może nie dojść do naruszenia prawa, które jest właściwe dla np. serwerów, na których znajdują się te informacje. Z tego, co wiem, również z tych informacji, które ja posiadam, to podobno były próby kontaktowania się z administratorem serwisu tego portalu społecznościowego, jednakże odpowiedź była...

Ale nie właściwym, nie tym, który był w Polsce.

Być może było to bezpośrednio w Stanach Zjednoczonych. Ja nie mam takiej wiedzy, nie nadzoruję, jak Komisja Sprawiedliwości, żadnego postępowania przygotowawczego, to nie leży w moich kompetencjach ani tym bardziej nadzór nad służbami. Natomiast zwracam uwagę, że tutaj jest dosyć prosto, jeżeli te treści zawierają na przykład materiały wulgarne, rasistowskie, zawierają treści, nie wiem, z zakresu pornografii, to polityka z serwisów społecznościowych jest jednoznaczna, to bardzo prosto zablokować tego typu informacje. Natomiast jeżeli coś nie stanowi... nie jest materiałem zabronionym z punktu widzenia administratora, to jest to stosunkowo trudne. Natomiast rzeczywiście to pytanie dotyczące działań podjętych przez organy ścigania powinno być formułowane do osób prowadzących postępowanie i sam chętnie dowiedziałbym się, czy i jakie działania zostały podjęte bezpośrednio po rozpoczęciu tych publikacji. Bo żeby było jasne, szanowni państwo, absolutnie nie podzielam zdania, że publikowanie tego typu materiałów jest działaniem pro bono, bo jeżeli ktoś publikuje dane osobowe, imiona, nazwiska, adresy, PESELE funkcjonariuszy, osób pokrzywdzonych, z adresami ich zamieszkania, no, nie działa pro bono. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image