Budka.png

PiS to nadal prezes Kaczyński i wiceprezes Macierewicz. Jesienią istnieje realne zagrożenie, że oni powrócą. Boję się, że wtedy zostałaby zahamowana droga integracji z Unią Europejską, dobrych relacji z sąsiadami i rozwoju gospodarczego - mówi nowy minister sprawiedliwości Borys Budka.

Renata Grochal, Mariusz Jałoszewski: Ma pan pozwolenie na broń?

Borys Budka: Nie, nigdy nie starałem się o pozwolenie na broń, nie widziałem takiej potrzeby.

A zegarek wart 30 tys. złotych? 

Też nie! Mam ten sam zegarek od 18. roku życia, z grawerem: "Borysowi - rodzice". Mam też zegarki do biegania, ale one są warte kilkaset złotych. Natomiast oświadczenia majątkowe składam od 2002 r., odkąd zostałem radnym, i pilnuję, by były one rzetelne i czytelne, a każda złotówka miała pokrycie.

Czy PO jest partią aż tak zepsutą, skoro minister sprawiedliwości poświadcza nieprawdę, by zdobyć zezwolenie na broń? Co się z wami stało w ciągu tych ośmiu lat? 

Ubolewam nad każdym takim przypadkiem. To wyjątki, choć niestety bardzo medialne.

Mamy aferę z pozwoleniem na broń, zegarek Nowaka, aferę taśmową, kilometrówki Sikorskiego. Jak to wszystko świadczy o partii, którą pan reprezentuje? 

Na pewno nie przynosi to nam chluby, dlatego trzeba szybko reagować w takich sytuacjach. Wątpliwości co do osób sprawujących funkcje publiczne nie mogą być bagatelizowane. Nie ferujemy jednak wyroków, od tego są sądy. Wierzę, że sprawa ministra Grabarczyka szybko się wyjaśni.

Czym dla pana jest PO? Trampoliną do ministerialnej kariery? 

Należałem do Unii Wolności, PO to moje drugie ugrupowanie. Uważam, że jest to najbardziej racjonalna i dobra dla kraju formacja polityczna.

Ma jakieś minusy? 

Na pewno nie potrafiliśmy się przebić do świadomości Polaków, jak wiele dobrych rzeczy zrobiliśmy przez ostatnie osiem lat. Np. to Platforma wprowadziła te słynne jednomandatowe okręgi wyborcze w 2011 r. do Senatu, a potem w wyborach samorządowych na poziomie gmin.

Popiera pan JOW-y? 

Stawianie tezy, że JOW-y są lekarstwem na wszystko, jest całkowicie błędne. Gdyby patrzeć na to od strony stabilizacji państwa, jednomandatowe okręgi do Sejmu na pewno byłyby w interesie PO. Czy byłyby w interesie demokracji? Mam wątpliwości, bo w systemie JOW-ów, co widać na przykładzie Wielkiej Brytanii, nawet ktoś z poparciem 20 proc. może nie mieć szans na mandat. W wyborach senackich dwie największe partie - PO i PiS - obsadziły 94 na 100 senatorów.

Co pan sądzi o pomyśle prezydenta, by robić referendum w sprawie JOW-ów? 

Sama idea referendum jest słuszna, inną kwestią jest to, czy jest to dobry pomysł w tak gorącym okresie.

Dlaczego prezydent przegrał pierwszą turę? 

Część osób jest zmęczona rządami PO i prezydent zapłacił za to cenę. Poza tym kampania była za bardzo oderwana od wyborców, choć sam Bronisław Komorowski jest świetny w bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Miałem okazję to obserwować na różnych spotkaniach.

Jednak takiej agresji jak wobec prezydenta nie było w stosunku do żadnego kandydata. Na spotkania z wyborcami przyjeżdżali przeciwnicy i je dezorganizowali. Ale tak jest, że ten, kto sprawuje urząd, zbiera cięgi. Niektórzy sztabowcy chyba za bardzo uwierzyli, że zaufanie społeczne przełoży się na wynik wyborów. Jak widać, jest to złudne przekonanie.

Roman Giertych mówi, że prezydentowi zaszkodziło podpisanie konwencji antyprzemocowej oraz to, że tak mocno się opowiedział za in vitro. 

Nie wierzę, by prezydentowi zaszkodziło racjonalne podejście do tego, że trzeba zwalczać przemoc w rodzinie, i to, że w sposób otwarty i czytelny, bez zmieniania poglądów, wypowiada się w sprawie in vitro. Komorowski w tych dwóch kwestiach zawsze był wiarygodny, nie zmieniał zdania jak niektórzy kandydaci.

Jednak sprowadzanie kampanii wyborczej do problemu in vitro czy konwencji antyprzemocowej jest nieporozumieniem. To są bardzo ważne problemy społeczne, ale nie najważniejsze.

Jakie pan ma stanowisko w tej sprawie? 

Głosowałem za ratyfikacją konwencji antyprzemocowej. Nigdy nie karałbym też więzieniem osób, które pragną mieć dzieci, a jedyną szansą ich posiadania jest dla nich zapłodnienie in vitro. Równocześnie jestem przeciwnikiem możliwości genetycznej ingerencji czy też programowania zarodków. Dlatego rządowy projekt w sprawie in vitro uważam za dobry, kompromisowy. Jego przyjęcie będzie lepsze od tego, co mamy w tej chwili. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl


bg Image