tyszkiewicz1.png

Wynik jest dla nas trudny, ale musimy się z nim zmierzyć. Przyjmujemy go jako wyzwanie. W kampanii, który był intensywna, zabrakło paru rzeczy, które musimy nadrobić - mówi szef sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego, poseł Robert Tyszkiewicz.

Konrad Piasecki:Pan bierze odpowiedzialność za tę klęskę?

Robert Tyszkiewicz: Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za to, co się wydarzyło.

Ale na szefie sztabu odpowiedzialność spoczywa szczególna.

Na szefie sztabu odpowiedzialność szczególna. Na pewno ten wynik jest dla nas trudny. Musimy się z nim zmierzyć, ale przyjmujemy jako zadanie, jako wyzwanie.

Ale powie pan: zawiodłem, zawaliłem, popełniłem błędy?

Myślę, że wielu rzeczy w tej kampanii zabrakło. Na pełne analizy i oceny przyjdzie czas po kampanii. Dziś mamy robotę do wykonania. Najgorszą rzeczą, jaką można robić, to w takim trudnym momencie skupiać się na sprawach wewnętrznych. Szybko analizujemy to, co trzeba robić, szybko wyciągamy wnioski i walczymy w II turze.

Namawiano pana do dymisji po tej I turze?

Nie, nie namawiano.

Nie było tak, że ktoś powiedział: Robert, widać że nie poradzisz sobie...

Nie było takiego sygnału. Wszyscy rozumieją, że w kampanii, która była bardzo masywna, bardzo intensywna zabrakło paru rzeczy, które musimy nadrobić i to jest kwestia szybkiego działania, a nie rozwalania struktur, które zbudowaliśmy.

"Rzeczpospolita" pisze dziś, że to pan zapłacił głową za porażkę. Faktycznie, acz nie symbolicznie, że to Grzegorz Schetyna de facto przyjmuje odpowiedzialność za kampanię. To prawda?

Współpracujemy w formacie sztabowym naprawdę z bardzo szerokimi środowiskami. Wszystkie ręce na pokład i ze środowiska Platformy Obywatelskiej, i szerzej ze środowisk samorządowych, i ze środowisk politycznych, które dołączają do nas w tej chwili. To będzie szeroki format współpracy sztabowej.

Czy szeroki z Aleksandrem Kwaśniewskim między innymi?

Przekonamy się w najbliższych dniach, godzinach. Będziemy w tym tygodniu pokazywali, że Bronisław Komorowski jest politykiem ponadpartyjnym, że jest politykiem, który potrafi łączyć różne nurty polityczne. Co wydaje się być kluczowe dla zwycięstwa w drugiej turze wyborów.

Ale to, że poprze go Aleksander Kwaśniewski to nikogo nie zdziwi. Wczoraj w tym studiu de facto to powiedział. Być może Włodzimierz Cimoszewicz to powie. Być może Leszek Miller. Janusz Piechociński pewnie. Ale jesteście w stanie skłonić kogoś z drugiej strony barykady, żeby przeszedł na waszą stronę?

Przekonamy się. Czy z drugiej strony barykady - to nie sądzę, bo po drugiej stronie barykady mamy PiS. Nie zabiegamy o poparcie PiS-u. Z PiS-em się ścieramy w tej II turze.

Ale gdybyście potrafili przekabacić Kukiza na swoją stronę.

Paweł Kukiz dość jasno określił - i trudno się dziwić - swoją pozycję. Natomiast dla nas jest ważne, i działamy, a nie tylko mówimy, w kierunku sygnałów, które wysłał elektorat Pawła Kukiza w tych wyborach. I stąd ta inicjatywa pakietu obywatelskiego, referendalnego Bronisława Komorowskiego wczoraj ogłoszona, że nie gadamy, ale już ogłaszamy referenda w trzech sprawach bardzo ważnych dla tej części wyborców.

Panie pośle, od którego momentu zaczęliście sobie w zeszłym tygodniu zdawać sprawę, że będzie bardzo źle?

Myślę, że już koniec tygodnia był takim sygnałem, gdzie z sondaży zaczęło wynikać, że lawinowo narasta poparcie dla elektoratu Pawła Kukiza...

... i lawinowo spada poparcie dla Bronisława Komorowskiego...

... i ono się odbywa kosztem poparcia dla Bronisława Komorowskiego. Tym bardziej dziś musimy zwrócić się do tego elektoratu z takim przesłaniem: usłyszeliśmy was, inaczej niż PiS, który zawsze był przeciwko JOW-om, zawsze był przeciwko zatrzymaniu finansowania partii politycznych przez budżet, jesteśmy na wasze postulaty otwarci.

A prezydent ciężko przeżył tę porażkę niedzielną?

To twardy zawodnik.

Ale nawet twardemu zawodnikowi łezka może popłynąć po policzku.

To jest człowiek, który siedział w więzieniu za polską wolność i w trudniejszych sytuacjach dawał sobie radę.

Ale był wściekły, rozżalony czy wściekły na siebie i miał do siebie pretensje?

Raczej pan prezydent reaguje złością i wściekłością i pobudzeniem wszystkich wokół do intensywnego działania. Musimy się brać do roboty.

Ale co powiedział sztabowcom?

Że ciężka robota przed nami. I trzeba to przyjąć na klatę i walczyć.

A błędy jakie popełniliśmy - powiedział.

A to błędy niech wytyka nam opozycja. Ja wiem o tych błędach, wiemy, gdzie musimy nadrobić rozmaite deficyty.

Bo pan mówi: czegoś zabrakło. No to czego zabrakło przede wszystkim?

Ja myślę, że przede wszystkim zabrakło nam pokazania tego, że Bronisław Komorowski jest politykiem bliskim zwykłym ludziom, że niedostatecznie mocno przezwyciężyliśmy tę jego funkcję prezydencką.

A może raczej zabrakło wam odcięcia się od PO? To znaczy prezydentowi zabrakło odcięcia się od Platformy, powiedzenia: zdaję sobie sprawę z tego, że te 8 lat nie wyglądało tak, jak powinno, że powinno wyglądać lepiej, że PO popełniała błędy i ja za nie biorę też odpowiedzialność.

Ja myślę, że nie chodzi o to, żeby się od jakichkolwiek formacji politycznej odcinać - zwłaszcza od Platformy Obywatelskiej, z której Bronisław Komorowski wyrósł.

Wiem, że to ciężko, bo 10 milionów PO na kampanię dała.

Tu nie chodzi o odcinanie się. Wręcz przeciwnie, chodzi o to, by do tego poparcia dodawać kolejne. Będziemy to pokazywali w tym tygodniu, będziemy pokazywali w trakcie całej drugiej tury. Oprócz poparcia PO bardzo ważnego, bo to jest bardzo ważny, kluczowy elektorat dla Bronisława Komorowskiego, chcemy pokazać, że jest on politykiem, który potrafi do tego poparcia dołączać wsparcie innych środowisk. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image