schetyna9.png

Zależy nam na tym, żeby stosunki z Rosją były normalne, żeby były stabilne. Więc wszystko to, co może im zaszkodzić, powinniśmy wspólnie eliminować. W tych relacjach dwustronnych polsko–rosyjskich powinniśmy szukać tego, co jest wspólne i co jest naszym wspólnym dobrym osiągnięciem - mówił minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna w rozmowie z Krzysztofem Grzesiowskim.

Krzysztof Grzesiowski: W naszym studiu we Wrocławiu minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna. Dzień dobry, panie ministrze.

Grzegorz Schetyna: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu, kłaniam się.

Panie ministrze, mówiliśmy już o tym dziś w naszych serwisach. Grupa 31 osób z Polski, ale w sumie tych osób więcej, bo to było ich 50, tyle że to już z innych krajów, przyleciała specjalnym samolotem z New Delhi. To są osoby, które ewakuowano z Nepalu po tragicznym trzęsieniu ziemi. Czy w planach MSZ jest jeszcze pomoc innym osobom, które są tam na miejscu i czekają na ten moment, kiedy będą mogły z Nepalu wyjechać?

Tak, oczywiście, to jest nasz obowiązek i staramy się to robić jak najlepiej możemy jako ministerstwo, ambasador w New Delhi, konsul, konsulowie, wysłaliśmy też tam wsparcie konsularne z Warszawy, żeby na miejscu móc pomagać przeprowadzać wyjazd tych ludzi z Katmandu, bo to było w dwóch etapach. Najpierw z Katmandu do New Delhi wyjechało 51 Polaków, razem 91 osób polskim samolotem, a potem z New Delhi już do Warszawy 31. Jest kwestia, oczywiście, zlokalizowania i pozostałej części naszych rodaków, którzy są w Nepalu. Sytuacja... Tam jest rzeczywiście kataklizm i klęska i skala tych zniszczeń jest ogromna. To, co dzieje się w samym mieście czy wokół niego to jedna kwestia. Tam trwa akcja ratunkowa, bo tam przecież polscy ratownicy zostali przez rząd wysłani do pomocy, ale mówimy o Polakach, którzy są często w wyższych partiach gór, z którymi jest kontakt, oni są bezpieczni, takie mamy informacje od służb nepalskich, ale mają trudności jeszcze z dostaniem się do Katmandu. Więc to jeszcze oczywiście będzie trwało, ta akcja ratunkowa jest prowadzona cały czas.

Pytam o tę pomoc, bo wczoraj pojawiła się informacja właśnie o grupie osób będących w Nepalu, być może właśnie w tej części, o której pan mówi, trudno dostępnej, że oni wydostać się próbują, ale od polskiego MSZ–u mieli usłyszeć, że mają wracać na własną rękę, ale MSZ nie ma żadnego obowiązku im pomagać. Czy to prawda?

Oczywiście, że nie, bo mówiliśmy i zresztą pokazaliśmy to, błyskawicznie polski rząd zareagował i wysyłając samolot z ratownikami, żeby pomóc ratować ludzi zasypanych w Katmandu i w Nepalu i w okolicach miasta. Ale akcję ratunkową, jeśli chodzi o tych, którzy są w górach, w tych partiach wyższych przecież nie prowadzi Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy jakiekolwiek inne ministerstwo polskie czy polski rząd, ale prowadzą służby nepalskie. My jesteśmy gotowi, oczywiście, i będziemy pomagać, tak jak zrobiliśmy to przedwczoraj i wczoraj, żeby tym ludziom pomóc dostać się, wydostać się z Katmandu.

Czyli ta pomoc jest możliwa od pewnego miejsca i od pewnego momentu, tak? Czy dobrze rozumiem?

Trudno sobie wyobrazić, żebyśmy robili, prowadzili akcję na szczytach górskich czy w wyższych partiach. Wszystko ma jakby swoją kolejność zdarzeń. Jesteśmy do dyspozycji, też dziękujemy za dobrą współpracę z tymi, którzy zgłosili się i którym mogliśmy pomóc, wywożąc ich z Katmandu, a potem z New Delhi.

O tym także dziś mówiliśmy w Sygnałach, autorzy filmu Karski i władcy ludzkości, premiera tego filmu miała miejsce 24 kwietnia, jego autorzy – reżyser Sławomir Grinberg i producent Dariusz Jabłoński i przedstawiciele Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN – przekazali kopię tego obrazu dyrektorowi FBI, Federalnego Biura Śledczego Jamesowi Comeyowi po jego wypowiedzi w Muzeum Holocaustu na temat współuczestnictwa Polaków w Zagładzie. Tylko tak się zastanawiam, czy ten film trafić powinien wyłącznie w ręce dyrektora FBI, czy może powinien trafić również do innych osób, a może wręcz do placówek, polskich placówek dyplomatycznych właśnie w takim celu, aby to nasi ambasadorowie czy nasi konsulowie przekazywali go dalej, tak, żeby świat dowiedział się, jaka jest, jaka była prawda.

Tak, dokładnie jest tak jak mówi pan redaktor. Przeprowadzamy... Rozmawiałem i z producentami, i reżyserem, byłem na premierze filmu w Warszawie. Zrobimy tu i jako Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaangażujemy się w promocję tego filmu. To jest część tej polityki historycznej, którą chcemy prowadzić razem z Instytutem Pamięci Narodowej, też pokazywać tą prawdziwą historię tych trudnych czasów drugiej wojny światowej. I ten film jest jednym... czy pokazanie tego filmu, dotarcie z nim jak najszerzej w skali całego świata i pokazanie go jest... leży w naszym narodowym interesie, nie waham się użyć tych słów. To jest rzeczywiście film bardzo symboliczny, postać jest symboliczna, bo Jan Karski jest symbolem, polskim symbolem polskiej walki. Przecież to Polskie Państwo Podziemne i ta jego wielka misja powiedzenia światu, zachodniemu światu, co dzieje się w Polsce na terenach okupowanych, co to znaczy Holokaust. Więc będziemy to robić i przez ambasadę, przez konsulaty, będziemy docierać z tym filmem, a tę akcję Muzeum uważam za taką symboliczną. Rzeczywiście potrzebna jest edukacja, ale tu aktywność potrzebna jest z naszej strony, my musimy tę narrację przygotować i po prostu wszędzie ją potrafić przekazać, potrafić pokazać. To jest wielkie wyzwanie dla nas wszystkich, ale będziemy to robić, wiemy, jak to jest ważne.

Panie ministrze, w ciągu ostatnich godzin co prawda nie nadeszły żadne informacje z przejść granicznych, zwłaszcza z polsko–rosyjskiego przejścia granicznego czy ewentualnie przejścia z Ukrainą i Białorusią na temat rosyjskich motocyklistów, którzy chcą dojechać do Berlina na rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. No ale sprawa jest, ubiegły piątek to decyzja MSZ–u o odmowie wjazdu na terytorium Rzeczpospolitej właśnie tej grupy motocyklistów. Ale są już reakcje po tym, co się działo kilka dni później, kiedy poszczególni motocykliści, poszczególni uczestnicy tych wypraw nie byli wpuszczani do Polski. Interesująco zabrzmiała wypowiedź ambasadora Rosji w Warszawie, który powiedział, że takie sytuacje nie mogą przechodzić bez śladu dla przyszłych naszych stosunków. Może słowo, którego użyję, to troszkę za dużo, ale jednak  słychać w tym groźbę.

Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie: bardzo wiele osób, które chciały... obywateli rosyjskich, także motocyklistów, którzy chcieli uczcić i obchodzić rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej w Berlinie, przejechało przez terytorium Rzeczpospolitej. Nie robiliśmy żadnych z tym problemów, bo ich intencje były bardzo takie otwarte i jasne. Tutaj zdarzyło się tak jak się zdarzyło, znaczy taka demonstracja i prowokacja polityczna, z którą mieliśmy do czynienia od kilku tygodni z udziałem rzeczonych „Nocnych Wilków” i z tym przejazdem, który miał zademonstrować, nie wiem, nam, Polakom, nie służy dobrym relacjom polsko–rosyjskim. One nie są dzisiaj... Jak bym powiedział, że są dobre, to bym, oczywiście... to bym przesadził, ale zależy nam na tym, żeby one były normalne, żeby były stabilne. Więc wszystko to, co może im zaszkodzić, powinniśmy wspólnie eliminować. I wydaje mi się, że tę sprawę powinniśmy uznać za zamkniętą, a w tych relacjach dwustronnych polsko–rosyjskich szukać tego, co jest wspólne i co jest takim naszym wspólnym dobrym osiągnięciem, jak na przykład mały ruch graniczny czy relacje polsko–rosyjskie na poziomie samorządów i tak dalej, i tak dalej. Więc wolałbym, żeby jeżeli otrzymujemy sygnały ze strony rosyjskiej, to żeby więcej było w tym takiego szukania pozytywnego sygnału czy pozytywnego klimatu, a nie pisania takich czarnych scenariuszy. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image