kluzik.png

W latach 2008-2012  nauczyciele rok w rok dostawali podwyżki i finalnie zarabiają dzisiaj 50% więcej niż zarabiali w roku 2007 - powiedziała w "Sygnałach Dnia" minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska.

Krzysztof Grzesiowski: Minister edukacji narodowej, pani Joanna Kluzik–Rostkowska. Dzień dobry, pani minister.

Joanna Kluzik–Rostkowska: Dzień dobry, witam serdecznie.

Tak się składa, że na tym samym fotelu w sobotę w tym samym studiu siedział prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. To było jeszcze przed manifestacją.

Tak, a teraz już jest po. [śmiech]

A teraz już jest po, stąd pani obecność dziś. Ciekawa rzecz na początek, jeśli pani minister pozwoli. Czy z punktu widzenia pani jako szefa resortu rozmowy na temat możliwości zmian w Karcie Nauczyciela wyglądają tak samo w przypadku Związku Nauczycielstwa Polskiego, jak i oświatowej Solidarności?

Nie, są zupełnie inaczej... ZNP stoi na niezmiennym stanowisku, że Karta Nauczyciela jest okay, natomiast Solidarność, która również walczy o prawa pracownicze, taka jest rola związków zawodowych, nie widzi nic złego w tym, żeby Kartę Nauczyciela zastąpić nowoczesnym dokumentem, nie jest przywiązana do Karty Nauczyciela. I nawet łatwo mi zrozumieć, dlaczego – dlatego że Karta Nauczyciela to jest dokument, który został przegłosowany przez Sejm w styczniu 82 roku, czyli na samym początku stanu wojennego, tak że myślę, że to powoduje, że Solidarność ma mniejszy sentyment do Karty, aczkolwiek, oczywiście, również bardzo twardo stawia postulaty pracownicze.

A owa Karta, czy pani minister może kiedyś policzyła, ile razy była, nie wiem, nowelizowana, znowelizowana?

Nie policzyłam tego jeszcze, ale zrobię to dzisiaj, przyjrzę się temu, ile razy ona była zmieniona, natomiast... znaczy ile razy była nowelizowana. Ale trzon jest ten sam, to znaczy sytuację mamy taką: od 82 roku zmieniło się wszystko, świat się zmienił, nasza... odzyskaliśmy niepodległość, nawet wiek się zmienił, bo my mamy XXI wiek, a ciągle edukacja bazuje na prawie, które było uchwalone w PRL–u, gdzie wyobrażano sobie, że każdy powinien dostawać tyle samo bez względu na to, czy wkład pracy jest duży, czy też mniejszy. I to jest główny problem dzisiejszej szkoły, to znaczy jest tak, że jest bardzo jasno w Karcie określone, ile powinien zarabiać nauczyciel na poszczególnym stopniu awansu zawodowego, i efekt jest taki, że 59% nauczycieli w Polsce już ma ten najwyższy stopień awansu, z tym się wiążą określone pieniądze i nawet jeżeli nauczyciel jest wyjątkowy, wyjątkowo wyśmienity, zdecydowanie więcej pracuje niż jego współpracownicy, t0 dyrektor nie ma żadnego narzędzia, żeby go nagrodzić wyższymi pieniędzmi. To jest bardzo duży kłopot. I jeszcze drugi kłopot ma dyrektor szkoły, to znaczy taki, że strasznie trudno jest mu dobierać sobie współpracowników, to znaczy generalnie dyrektor jest zawsze zmuszony do tego, żeby pracować z tymi, których ma, z tymi, których zastał, i efekt jest taki, że my nie mamy żadnych bodźców motywujących nauczycieli do pracy. I to się bierze wprost ze stycznia 82 roku.

Z tymi zarobkami to też jest ciekawa sprawa. W tym roku, w bieżącym kwota bazowa wynosi 2717,59 zł brutto. Według Głównego Urzędu Statystycznego w konsekwencji nauczyciel dyplomowany, czyli to jest ten najwyższy pułap, 184% kwoty bazowej, czyli 5037 zł brutto, co nie jest prawdą, żeby było jasne.

Ale to jest prawdą. Jak to nie jest prawdą?

To jest, czy nie jest?

No jest prawdą.

No bo...

Jest prawdą, to znaczy wie pan co? Może to jest pięć tysięcy...

W przypadku nauczycieli dyplomowanych Związek Nauczycielstwa Polskiego twierdzi, że średnia płaca nauczyciela wynosi 3660 zł. To bagatela, 1400 zł różnicy.

Dobrze, po pierwsze Związek Nauczycielstwa Polskiego źle liczy, dlatego że Związek Nauczycielstwa Polskiego liczy tak: bierze pensję na wszystkich kolejnych szczeblach awansu i tak to liczy, jakby na każdym szczeblu awansu było tylu samo nauczycieli. Tymczasem tych, którzy mają najwyższy stopień awansu to jest 59%, a tych, którzy weszli do zawodu i mają te 2700, czyli tę najniższą pensję, to są 3%. W związku z tym nie jest prawdą, że średnia nauczyciela to jest 3600, t0 jest po prostu źle wyliczone. To jest... Oni tak to liczą, jakby nie zauważali, że na różnych stopnia awansu jest różna grupa nauczycieli. Więc...

To jak to ze średnią bywa, średnia jest...

Nie, ale to jest niewłaściwe, to znaczy to jest z pominięciem zasad matematyki. No nie można udawać, że jak jednej grupy jest 3%, a innej grupy to jest 59%, że tych jednych i drugich jest tyle samo. Więc ta kwota, jeżeli się zauważy, że na różnych stopnia awansu jest różna, są różne grupy ilościowo nauczycieli, no to ta średnia jest wyższa, ona jest na poziomie 3900. Natomiast mamy dane zarówno z naszego systemu informacji oświatowej, gdzie jest wprowadzona informacja na temat zarobków każdego nauczyciela pracującego w Polsce, wszystkich 587 tysięcy, i mamy informacje z regionalnych izb obrachunkowych. I z jednej, i z drugiej informacji wynika, że 59% nauczycieli, czyli tych z najwyższym stopniem awansu, to są nauczyciele, którzy zarabiają lekko powyżej 5ooo zł. Tam różnice są takie, że w jednym wyliczeniu to jest 5019, a w drugim to jest 5139. Tyle mówią fakty. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image