Neumann_pap.png

Część biskupów nie jest tak ortodoksyjna, wypowiada się racjonalnie i wie, że ten projekt przyniesie więcej dobrego niż złego. Ta ustawa to nie jest kwestia moralnych czy etycznych wyborów. To wybór prawny. Nikt nikogo nie zmusza do metody in vitro - mówi wiceminister zdrowia Sławomir Neumann w rozmowie z Ryszardą Wojciechowską.

"Ryszarda Wojciechowska: Platforma Obywatelska skręca na lewo?

Sławomir Neumann: Dlaczego pani tak sądzi?

Bo premier Ewa Kopacz rozminowała światopoglądowe pole minowe. Najpierw konwencja antyprzemocowa, teraz in vitro. Donaldowi Tuskowi nie udawało się to przez siedem lat.

Przypomnę, że to za rządów Donalda Tuska Platforma po raz pierwszy wprowadziła program in vitro finansowany z budżetu. Nikt inny wcześniej tego nie zrobił.

Głównie jednak o tym dyskutowano.

Do tej pory po 1989 r. było kilkanaście projektów. Nasz jest piętnasty. I dzięki temu, że tak długo dyskutowaliśmy i zbieraliśmy doświadczenia, łatwiej było do niego przekonać kolegów z frakcji konserwatywnej.

Przekonać? Właściwie już nie ma konserwatystów w PO. Są tylko jacyś samotni harcownicy.

Nie do końca. Niedawno było spotkanie pani premier, przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia z posłami i posłankami, którzy mają konserwatywne poglądy. I oni zgodzili się z naszymi argumentami i twardymi dowodami, że chcąc być za życiem, trzeba wybrać lepsze rozwiązanie, a nie trwać przy wolnej amerykance.

Marka Biernackiego też udało się przekonać?

Marek nie dotarł na to spotkanie, więc nie wiem. Pani widzi skręt w lewą stronę, a nasi koledzy z liberalnego skrzydła Platformy uważają projekt za wysoce konserwatywny. To PiS sytuuje ten projekt na lewo. Bo próba obalenia go pozwoli na utrzymywanie się status quo i dalsze zgłaszanie przez PiS projektów zakazujących in vitro w Polsce.

Za czasów Donalda Tuska konserwatywne skrzydło miało silnego lidera - Jarosława Gowina.

Ale Gowin wyprowadził się z Platformy.

Marek Biernacki mógłby go zastąpić?

Nie widziałem jakiegoś zaangażowania Marka w budowaniu konserwatywnego skrzydła. On ma swoje poglądy i wyraża je tylko w swoim imieniu. Nie buduje zaplecza politycznego, jak to próbował robić Jarosław Gowin. Wtedy w sprawach światopoglądowych Platforma była rozgrywana. Nasi polityczni przeciwnicy wiedzieli, że wrzucanie takich tematów jak związki partnerskie, in vitro czy aborcja będzie nas rozbijać. Mieliśmy z tym wewnętrzny kłopot. Ale już się nauczyliśmy nie dać się tak rozgrywać.

I w tej kampanii sami rozgrywacie opozycję tymi tematami. Ale Pan nie boi się groźby biskupów, że posłowie, którzy zagłosują za rządowy m projektem o in vitro, mogą być wykluczeni z Kościoła?

Ja się nie boję. To była niemądra wypowiedź i biskupi się z niej wycofują. Bardziej utożsamiam się z tym, co mówi Józef Kloch, były rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, bo mówi racjonalnie. Część biskupów nie jest tak ortodoksyjna. I wie, że ten projekt przyniesie więcej dobrego niż złego. Ta ustawa to nie jest kwestia moralnych czy etycznych wyborów. To wybór prawny. Nikt nikogo nie zmusza do metody in vitro.

Jak Pan widzi kampanię prezydencką?

Mam nadzieję, że kampania nabierze rumieńców i Platforma bardziej się w nią zaangażuje.

Prezydent i PO przespali jej pierwszą fazę.

Andrzej Duda swoją kampanię prowadzi już od listopada, prezydent Komorowski krócej. Ale decydujące starcie dopiero przed nami.

Można odnieść wrażenie, że to Dudzie się chce w tej kampanii. Prezydent zachowywał się tak, jakby mu się zwycięstwo z góry należało.

Czytałem takie komentarze i uważam je za niesprawiedliwe. Jeździłem bronkobusem z prezydentem po Pomorzu i nie odniosłem wrażenia, że prezydentowi się nie chce. Jestem przekonany, że Bronisław Komorowski ma potencjał, żeby wygrać w pierwszej turze. To jest realne i ostatnie trzy tygodnie kampanii pokażą, czy mam rację. (...)"

Cała rozmowa: "Polska The Times", Nr 31 (1393), str. 18 

foto: pap


bg Image