kluzik3.png

Mamy wykwalifikowanych nauczycieli, tylko efekt jest taki, że jeśli nauczyciel się postara, to zdobywa wszystkie stopnie awansu w ciągu 8-9 lat. I jak go motywować przez następne 25 lat, które spędzi w szkole? Nie mamy do tego instrumentów. Mamy sytuację, w której dyrektor szkoły nie jest w stanie dobrze zarządzać swoim zespołem. Chciałabym dać znacznie większą swobodę dyrektorom szkół - mówi minister edukacji narodowej w rozmowie ze Sławomirem Jastrzębowskim.

"Super Express": - "Joanna robi nas w balona". Takie napisy będą na balonach Związku Nauczycielstwa Polskiego. W najbliższą sobotę 20 tys. nauczycieli wyjdzie w Warszawie na ulice, protestując przeciwko pani. Co pani na to?

Joanna Kluzik-Rostkowska: - Jestem w stałym kontakcie zarówno z ZNP, jak i Solidarnością czy Forum Związków Zawodowych. I będę mogła im powiedzieć tylko to, co mówiłam już wcześniej: jestem przekonana, że czas podwójnej kampanii wyborczej nie jest najlepszym momentem, aby rozmawiać o tym, co trzeba zmienić w polskiej edukacji.

To znaczy, że ZNP bierze udział w kampanii prezydenckiej? Przecież oni nie mają swojego kandydata.

W 2004 roku w budżecie państwa na subwencję oświatową było przeznaczone 25 mld zł. 10 lat później było już 40 mld zł. W ciągu 10 lat dosypaliśmy do systemu 15 mld, z czego zdecydowana większość poszła na podwyżki dla nauczycieli. W tym samym czasie w systemie ubyło 11 proc. nauczycieli i 23 proc. uczniów. Dziś mamy ponad 1 mln uczniów mniej niż 10 lat temu. Oznacza to, że mamy znacząco więcej pieniędzy. Uważam, że te 40 mld, które mamy, to są całkiem spore pieniądze, tylko my je źle wydajemy.

To znaczy, że gdzieś jest ich za dużo, a gdzieś za mało. Jak je trzeba wydawać?

Teraz bez względu na to, czy nauczyciel jest świetny, czy też powinien się bardziej starać, to zarabia tyle samo. A za tym stoi Karta Nauczyciela. Nie mamy instrumentów, które by honorowały najlepszych nauczycieli.

Chciałaby pani dać podwyżki najlepszym nauczycielom?

Oczywiście.

A najgorszym by pani zabrała?

Najchętniej zastąpiłabym ich tymi, którzy są lepsi.

Była pani kiedyś nauczycielem?

Nie.

Ja przez miesiąc po studiach nim byłem. I to jest straszna praca.

Nie mówię, że nie. W dzisiejszych warunkach mamy taką sytuację, że gdy mamy dyrektora szkoły, który chciałby mieć fajne grono pedagogiczne, supernauczycieli lubiących pracę z dziećmi, to nie może on sobie dobierać ludzi.

Może zwolnić nauczyciela.

Niby może. Ale jeśli porozmawia pan z dyrektorem, który odważył się na taki krok, to wszyscy mówią, że to jest dewastacja grona pedagogicznego, często kilka lat udręki i na samym końcu nie ma czego zbierać. A bardzo często na koniec zwolniony nauczyciel przychodzi, mówiąc, że został oczyszczony ze wszystkich stawianych mu przez dyrektora zarzutów i trzeba go zatrudnić ponownie.

Nauczyciele kładą nacisk na pieniądze. Mówią, że od 3 lat nie dostali żadncyh podwyżek. Sprawdziłem, ile zarabia nauczyciel po studiach - do ręki dostaje ok. 1600 zł.

Wie pan, ilu jest tych nauczycieli po studiach w całym systemie edukacji? 3 proc. A ilu zarabia maksymalną stawkę? 59 proc. Taki odsetek nauczycieli osiągnęło wszystkie stopnie awansu zawodowego.

To chyba dobrze, że mamy tak wykwalifikowanych nauczycieli.

Bardzo dobrze. Tylko efekt jest taki, że jeśli nauczyciel się postara, to zdobywa wszystkie stopnie awansu w ciągu 8-9 lat. I jak go motywować przez następne 25 lat, które spędzi w szkole? Nie mamy do tego instrumentów. Mamy sytuację, w której dyrektor szkoły nie jest w stanie dobrze zarządzać swoim zespołem. Chciałabym dać znacznie większą swobodę dyrektorom szkół. (...)

Cała rozmowa: se.pl


bg Image