schetyna9.png

Nie wiem, czy to pochlebia Macierewiczowi, ale jego teorie są relacjonowane w Rosji i mają ścisły związek z propagandą Kremla - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna.

"Paweł Wroński: Prof. Jan Pomorski pytany o to, czego nasze dzieci będą się uczyły o katastrofie smoleńskiej, odpowiedział, że to zależy od nauczyciela. Czy to znaczy, że topnieją szanse, by stworzyć minimum, które byłoby wspólną wersją wydarzeń dla wszystkich Polaków?

Grzegorz Schetyna: Ja bym raczej powiedział, że młodzi Polacy będą się uczyć o najnowszej historii naszego kraju tego, co znajdzie się w ich podręczniku.

Prezes Kaczyński podczas obchodów rocznicy katastrofy mówił, że „prawda”musi się znaleźć w podręcznikach. On już „prawdę”zna.

Pan sprowadza to do absurdu.

Poziom absurdu już dawno został przekroczony.

Tylko czy powinniśmy się z tym zgadzać? Mnie naprawdę boli, że ten absurd zaczyna przesłaniać tragedię i rzeczową rozmowę. Kiedyś mówiliśmy o oparach absurdu, teraz jest to absurd wszechogarniający. Zginęli ludzie o różnych poglądach, z różnych środowisk, grup społecznych, zawodowych, a nawet wyznaniowych. Trzeba uszanować tę śmierć. Dojmującym paradoksem tej sytuacji jest to, że ci, którzy nawołują do wspólnotowego przeżywania tej tragedii – tak jak to było bezpośrednio po 10 kwietnia – równocześnie robią wszystko, by Polaków jak najbardziej podzielić. Coś, co nie wpisuje się w ich w narrację spisku i zdrady, jest natychmiast odrzucane, negowane, krytykowane.

Mamy kampanię wyborczą, kandydat PiS Andrzej Duda występuje w finansowanej przez SKOK reklamówce ozdobionej portretami ofiar katastrofy.

To brak szacunku dla zmarłych. To wszystko odbywa się ze szkodą dla ludzi. Jeśli obecna kampania wyborcza jest tak bardzo emocjonalna, mogę sobie wyobrazić, co się będzie działo w kampanii parlamentarnej. Należy jednak pamiętać, że wtym wszystkim są ci, którzy mają poczucie straty najbliższych, którzy stracili w katastrofie ojców, matki, dzieci, siostry, braci. A tu ponad ich głowami trwa polityczne okładanie się. To niemoralne.

Jest jednak poczucie, że po pięciu latach nadal wiele spraw jest niedokończonych. Prokuratura prowadzi śledztwo, w którym pojawiają się kolejne ekspertyzy i ekspertyzy do ekspertyz. Nadal nie ma pomnika w Smoleńsku, w Warszawie ma powstać za dwa lata.

Oddzielmy jednak od kontekstu politycznego żmudne próby dochodzenia do prawdy iobiektywnych faktów. To się dzieje, może zbyt wolno, ale jednak dzieje. Możemy krytykować śledztwo prokuratury, ale to dzięki niej zostały przeprowadzone analizy, które wykluczyły niektóre hipotezy, zgromadzono dane przybliżające nas do bardziej precyzyjnej oceny tego, co się stało pięć lata temu. Problemem jest to, że każdy ztych faktów, każde ztych ustaleń jest negowane albo zaciemniane, by ludzie mieli chaos w głowach. Klasycznym przykładem jest to, co widzimy po ujawnieniu dokładniejszych zapisów rozmów pilotów z kokpitu. Jakakolwiek logiczna teza dotycząca katastrofy może być od razu podważona i spotyka się z agresją, jeśli tylko nie wpisuje się w teorię zamachu.

Czy ta polska atmosfera podejrzliwości i narastającej paranoi ma wpływ na politykę zagraniczną, choćby na relacje z Rosją?

Z pewnością tej polityki nie ułatwia. Mam na myśli nie politykę wobec rosyjskich władz, ale kształtowanie obrazu naszego kraju w rosyjskim społeczeństwie. Nie wiem, czy to pochlebia Antoniemu Macierewiczowi, ale jego teorie są relacjonowane obszernie w Rosji. Z takim oto przekazem: spójrzcie, co ci Polacy wygadują, co o nas myślą, o co nas oskarżają. To ma ścisły związek z rosyjską propagandą, która usiłuje przekonać własne społeczeństwo, że to, co złe, może ich spotkać ze strony Polski, że Polacy są genetycznymi rusofobami, że nie myślą racjonalnie. Stąd narracja stwierdzająca, że Polacy rzekomo negują dziś fakt oswobodzenia Polski przez Armię Czerwoną wczasie II wojny światowej, przypominanie okrucieństw z roku 1612, gdy armia polska okupowała Moskwę, odgrzewanie sprawy losu jeńców bolszewickich po wojnie 1920 roku. My przez lata po 1993 roku – czyli wyprowadzeniu Armii Radzieckiej zPolski – usiłowaliśmy tworzyć nową politykę wobec Rosji, usiłowaliśmy znaleźć punkty wspólne, żeby zbudować na nich nowe, podmiotowe iprzyjazne relacje. Wspominaliśmy rzadkie, ale przez to piękne, elementy łączące w naszych dziejach. Dziś tracimy tę elementarną nić porozumienia i ulegamy negatywnym emocjom. To dzieje się także na wyższym poziomie. Na przykład dawny przewodniczący komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Konstantin Kosaczow, autor historycznej ibardzo życzliwej polskiej wrażliwości uchwały potępiającej zbrodnię w Katyniu przyjętej wgrudniu 2010 roku, jest dziś politycznym jastrzębiem, co było widać choćby podczas tegorocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Podobna ewolucja nastąpiła w przypadku ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, który przez lata był postrzegany jako polityk pragmatyczny i szukający porozumienia. Po obu stronach panuje fundamentalny brak zaufania. Polsko-Rosyjska Grupa ds. Trudnych, która była wspólnym osiągnięciem i ma realny dorobek w dziedzinie historii, od pewnego czasu nie może ustalić terminu spotkania i faktycznie nie działa, choć dzisiaj jest jeszcze bardziej potrzebna. (...)"

Cała rozmowa: "Gazeta Wyborcza" Nr 87 (8420), str. 8-9


bg Image