boni.png

Racjonaliści i radykałowie, to jedna z osi podziału - a w czasie kampanii będzie jeszcze bardziej istotna. W Polsce takich osi jest więcej, wynikających z różnic zapatrywań oraz ze statusu danych grup społecznych czy miejsca zamieszkania. Debaty o tych osiach podziału powinny w kraju toczyć się stale, nie tylko przy okazji kampanii - zwrócił uwagę europoseł Michał Boni w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

"W kampanii prezydenckiej nagle pojawiła się kwestia euro. Myśli Pan, że będzie ona jednym z głównym tematów tej kampanii?

W Polsce nie ma teraz klimatu do spokojnego, obiektywnego rozmawiania o euro - a sprawa właśnie tego potrzebuje. Natomiast sprawa będzie na pewno wracała w najbliższej kadencji, bo to będzie wtedy jedna z najważniejszych kwestii do rozstrzygnięcia. Jeśli Polska chce się rozwijać, budować swoje przewagi konkurencyjne, musi spleść się ze wspólną europejską walutą. Pytanie tylko, kiedy formalnie tego dokonać i na jakich warunkach.

Tylko czy kampania przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi nie jest właściwym momentem na takie dyskusje?

Zgoda. Problem w tym, że w Polsce nie ma zwyczaju dyskutowania na podstawie danych i rzetelnych analiz - zamiast tego górę biorą emocje.

Czemu nie ma danych ani analiz? Ostatni raport NBP liczący koszty wejścia Polski do strefy euro pochodzi z 2009 r. Czemu rząd PO niczego takiego nie opracował po tym czasie, po wybuchu kryzysu? Tym bardziej że ciągle istnieje stanowisko rządowego pełnomocnika do spraw przyjęcia euro?

To źle, że takich analiz nie mamy, jeśli ich nie mamy. One powinny być wykonywane bez względu na to, kiedy do strefy euro zamierzamy dołączyć. Choć swoją drogą miałem wrażenie, że pełnomocnik rządu do spraw euro prowadzi swoje analizy ciągle, mamy więcej danych niż tylko te z raportu sprzed sześciu lat.

Jeśli ten pełnomocnik coś analizuje, to trzyma to głęboko w szufladzie.

To trzeba sprawić, by one ujrzały światło dzienne.

Jeśli w ogóle istnieją.

Na pewno są potrzebne.

Ale nie spodziewa się Pan, by euro stało się ważny m tematem kampanii. Jak w ogóle ona podzieli Polaków? Na racjonalistów i radykałów?

Racjonaliści i radykałowie, to jedna z osi podziału - a w czasie kampanii będzie jeszcze bardziej istotna. W Polsce takich osi jest więcej, wynikających z różnic zapatrywań oraz ze statusu danych grup społecznych czy miejsca zamieszkania. Debaty o tych osiach podziału powinny w kraju toczyć się stale, nie tylko przy okazji kampanii. Gdyby tak było, to przy takich debatach nie pojawiałoby się tyle emocji, zamiast niej sięgano by po wiedzę, nie tylko wytarte stereotypy. W kampanii każdy próbuje być możliwie jak najbardziej jednoznaczny - tymczasem rzeczywistość rzadko kiedy jest zero jedynkowa.

Chciałby Pan, by częściej sięgano po wiedzę. To była Pana domena w rządzie Donalda Tuska, Pan odpowiadał za raporty, które długofalowo ustawiały rozwój Polski.

Bo zawsze uważałem, że tak należy pracować. Potrzebna jest ocena sytuacji i zachodzących procesów, by mieć podstawy do podejmowania rzeczowych decyzji - bo polityka powinna być oparta na realnych faktach i prognozach korzystających z danych Żałuję, że teraz nie mamy aktualnego raportu o euro. To samo się dzieje z umową o wolnym handlu między Europą i USA (TTIP). W dyskusji o niej pojawiają się dwa wątki. Pierwszy opiera się na analizach korzyści i strat, drugi odwołuje się do stereotypów i wynikającego z nich poczucia zagrożenia. Bez odpowiedniej porcji wiedzy z tymi złymi stereotypami nigdy nie uda się wygrać. (...)"

Cała rozmowa: "Polska The Times" Nr 26 (1388), str. 12 - 13


bg Image