lewandowski3.png

Daliśmy się wprowadzić przez SLD w dość absurdalny tok rozumowania. Sposobem dzielenia się przez ludzi sukcesu z ludźmi, którym się nie udało, jest polityka społeczna. Sama kategoria ofiary zakłamuje polski sukces - mówił w "Poranku Radia TOK FM" Janusz Lewandowski, europoseł i szef Rady Gospodarczej przy premierze.

Jacek Żakowski: Ofiary transformacji zasługują na rekompensatę?

Janusz Lewandowski: Gdyby to była Grecja, to pewnie tak. Tylko nie wiem, kto byłby wypłacalny... Jeżeli przebudowa Polski, która rzeczywiście zawaliła komuś świat, bo ludziom w PGR zawaliła świat, dała takie owoce, które czynią z Polski model dla innych krajów, trzeba raczej mówić raczej o zbiorowym sukcesie niż o odszkodowaniach.

SLD mówi o tym w sposób groteskowy, a uzasadnia nawet w oburzający. Ale nie byłoby nic złego, gdyby ci, którzy skorzystali na tym zbiorowym sukcesie, podzielili się trochę z tymi, którzy stracili. To mi się wydaje po tym ćwierćwieczu naturalne.

- Coś na rzeczy jest w roszczeniu ludzi, którzy byli w opozycji, siedzieli w więzieniach i cierpieli.

Oni wiedzieli, co robili.

- Dwuznaczne jest domaganie się zadośćuczynienia za odwagę. Też należałem do tej kategorii, ale nie uważam, żeby nasze wyrzeczenia lat 70. czy 80. miały być rekompensowane przez wolną Polskę. I nie uważam, by poza polityką społeczną, bo ona służy do podziału tortu w stronę najbardziej potrzebujących, potrzebne było specjalne zadośćuczynienie dla ofiar transformacji. Polska nie jest ofiarą transformacji. To straszne zakłamanie.

Mnie się wydaje naturalne, że skoro jest sukces i medale zostały rozdane, ci, którzy skorzystali, oddają część korzyści tym, którzy musieli stracić, by inni mogli skorzystać.

- Nie wydaje mi się, żeby musieli tracić. Jeżeli ktoś pracował w firmie, do której reszta musiałaby dopłacać, ciężko uznać jego los jako stratę godną zadośćuczynienia.

To nie była jego wina, to była kwestia losowa.

- Można było wyciągnąć również firmy i zdarzały się przypadki szczęśliwe.

Panie ministrze, traktorzysta nie mógł uratować PGR-u.

- Daliśmy się wprowadzić przez SLD w dość absurdalny tok rozumowania. Sposobem dzielenia się przez ludzi sukcesu z ludźmi, którym się nie udało, jest polityka społeczna. Redystrybucja przez system podatkowy.

Ale powinniśmy po ćwierć wieku powiedzieć: ci, którzy najwięcej stracili, powinni zostać dołączeni do grona beneficjentów.

- Nie sądzę, żeby była taka możliwość. Poza absurdem, który wprowadziła do kampanii jedna z partii. Kampania powinna być żniwami demokracji, konkursem wizji, sporem na argumenty, który jest sposobem edukowania ludzi w sprawach publicznych. A nasza kampania ogłupia Polaków, czego mamy tu przykład.

Tu się nie zgodzę. To ważny wątek. Bo jak ojcowie III RP mówią o wielkim sukcesie, to jest absolutnie prawdziwe. "Statystyczny Polak odniósł sukces". Ale nie wszyscy. I tych "nie wszystkich", którzy piją wino Arizona, okropnie to wkurza.

- Widzę potrzebę, aby II RP zadośćuczyniła legionistom, którzy narazili zdrowie i życie w walce o niepodległość. Widzę potrzebę zadośćuczynienia rodzinom żołnierzy wyklętych. Ale kategoria ofiary udanej transformacji jakoś mi nie pasuje. Pasuje mi do irracjonalnej kampanii.

Nawet największe sukcesy mają swoje ofiary.

- Sama kategoria ofiary zakłamuje polski sukces. To nie jest sukces rządowy, to zbiorowy sukces Polaków. Nikomu tak jak Polsce się nie udało i trzeba być z tego dumnym.

Źródło: tokfm.pl


bg Image