siemoniak2.png

Racjonalna ocena jest taka, że ostatnie 25 lat było pozytywne, wystarczy się rozejrzeć dookoła, jak Polska wyglądała 25 lat temu, a jak wygląda teraz. Wiele jest jeszcze do zrobienia, ale wszystko, co dobre osiąga się ciężką pracą. Oczywiście kampania wyborcza ma swoje prawa i padają w niej obietnice, ale warto, aby były racjonalne - mówi wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w rozmowie z Renatą Grochal.

"RENATA GROCHAL: Czy prezydent Komorowski, dzieląc Polskę na radykalną i racjonalną, liczy, że to mu przyniesie zwycięstwo, tak jak PiS w 2005 roku, gdy przeciwstawił Polskę solidarną liberalnej?

TOMASZ SIEMONIAK, WICEPREMIER, SZEF MON: To, co proponuje prezydent Komorowski, wiąże się z prawdziwym podziałem, który mamy w Polsce. To jest podział, który wynika z oceny 25 lat naszej wolności. Racjonalna ocena jest taka, że ostatnie 25 lat było pozytywne, wystarczy się rozejrzeć dookoła, jak Polska wyglądała 25 lat temu, a jak wygląda teraz. Wiele jest jeszcze do zrobienia, ale wszyscy ci, którzy mówią, że trzeba podnieść Polskę ze zgliszcz, gospodarka przestała istnieć, armia nie istnieje, a prawo trzeba napisać od nowa, reprezentują populistyczny radykalizm. Oferują cudowne recepty na szybką poprawę, a przecież wszystko, co dobre, osiąga się ciężką, codzienną, żmudną pracą. Oczywiście kampania wyborcza ma swoje prawa i padają w niej obietnice. Warto, aby były racjonalne.

A w polityce zagranicznej na czym polega ta opozycja: racjonalizm versus radykalizm?

– Racjonalny interes Polski to nasza silna obecność w NATO i Unii Europejskiej, radykalizm to złudzenie, że istnieje jakaś trzecia droga dla Polski. Dla niektórych będzie to tęsknota za specjalnymi relacjami z Rosją, dla innych mrzonki o różnych europejskich projektach obronnych. Gwarancją naszego bezpieczeństwa jest NATO, silna obecność USA w Polsce i Europie. Nie wolno tego rozmywać, nawet na potrzeby kampanii wyborczej.

Czy Komorowski jest kandydatem establishmentu, Polski sytej i zadowolonej, jak mówi PiS?

– To nieprawda. Jeśli Komorowski ma 70 proc. zaufania, popiera go blisko połowa wyborców, to ile może liczyć ten establishment, jeden procent? Prezydenta popierają i wybierają zwykli ludzie. To, że jest pięć lat prezydentem, reprezentuje Polskę, narzuca pewien wizerunek, choćby to, że prezydent mieszka w Belwederze, jest przedstawicielem władzy. Ale czy Andrzej Duda, w przeszłości wiceminister, poseł, a teraz europoseł, nie jest z establishmentu? Jest. Tak samo jak Janusz Palikot, Adam Jarubas, chyba najmniej Magdalena Ogórek. Ale już, używając – moim zdaniem nieprawdziwego – podziału, że jest Polska sytych i zadowolonych, to pani Ogórek na pewno też do tej Polski należy.

Krzysztof Gawkowski z SLD proponuje inny podział: Polska postępowa vs. Polska zaściankowa. Mówi, że PO i prezydent przez osiem lat nie załatwili sprawy in vitro, związków partnerskich, a konwencję antyprzemocową odkładali dwa lata.

– Główną okolicznością była zmiana przywództwa w PO. Premier Ewa Kopacz postanowiła zmierzyć się z tymi problemami i je w końcu załatwić. Ale nie podjęła tych działań ze względu na kampanię prezydencką, po prostu zawsze uważała je za ważne. Decyzję w sprawie in vitro przyspieszyło zamieszanie w klinice w Zachodniopomorskiem, gdzie w wyniku pomyłki podczas zapłodnienia pozaustrojowego matka urodziła nie swoje biologicznie dziecko. Okazało się, że trudno dalej funkcjonować bez regulacji. Oczywiście jest pytanie, czy to wpływa na kampanię prezydencką. Sądzę, że to się wpisuje w koncepcję Polski racjonalnej, która załatwia istotne problemy Polaków.

Notowania Ewy Kopacz poszybowały w górę – zyskał rząd, a zaufanie do premier wzrosło w stosunku do lutego o 7 pkt proc. To efekt decyzji w sprawie in vitro i konwencji antyprzemocowej?

– Polacy przekonali się do przywództwa Ewy Kopacz i do tego, że jest osobą, która nie owija w bawełnę, mierzy się z prawdziwymi problemami. Tak jak w przeszłości w sprawie szczepionek, tak w sprawie protestów rolników i górników, in vitro czy konwencji antyprzemocowej nie boi się działać i podejmować decyzje. To bardzo dobry przywódca na trudne czasy.

Dlaczego prezydent ucieka od debaty na temat przyjęcia euro? Bo większość społeczeństwa jest przeciwna euro?

– Prezydent mówił wiele razy, że celem Polski powinno być przyjęcie euro. Ale nie można abstrahować od rzeczywistości; dziś nie spełniamy kryteriów, to wymagałoby zmiany konstytucji, najwcześniejszy termin przyjęcia wspólnej waluty to 2019-20 rok. (...)"

Cała rozmowa: "Gazeta Wyborcza": Nr 70. 8403, str. 8 - 9


bg Image