tyszkiewicz4.png

Andrzej Duda jest kandydatem Jarosława Kaczyńskiego i ojca Rydzyka. To nie jest ten rodzaj mentorstwa politycznego, który się Polakom kojarzy z łączeniem ponad podziałami. Raczej są to postaci polityczne, ideologiczne, które Polaków w ostatnich dziesięcioleciach bardzo skutecznie dzieliły - powiedział w "Sygnałach Dnia" Robert Tyszkiewicz, szef sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego.

Krzysztof Grzesiowski: Poseł Robert Tyszkiewicz, szef sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego. Dzień dobry, panie pośle, witamy.

Robert Tyszkiewicz: Witam pana, witam państwa.

Ma pan duży ból głowy?

Nie, mam dużą robotę do wykonania, świetny kandydat...

Coraz większą, jak się wydaje, sądząc po ostatnich sondażach. Pozwoli pan, panie pośle, przypomnijmy tylko te ostatnie, które były publikowane: IBRIS dla Rzeczpospolitej – Bronisław Komorowski 46%, Andrzej Duda 26%, TNS dla Wiadomości TVP – Bronisław Komorowski 45%, Andrzej Duda 27%, ostatni, Millward Brown dla Faktów TVN – 46% Bronisław Komorowski i 31% Andrzej Duda. Wszystkie te trzy sondaże zakładają drugą turę.

To zależy, jak je czytać, bo pamiętajmy wszakże, że te sondaże obejmują bodajże dwudziestu kandydatów, których dzisiaj mamy w grze przed procesem rejestracji, i takimi pierwszymi, bardziej bliskimi rzeczywistości będą te, które obejmą osoby, kandydatów, którzy przejdą sito rejestracyjne. Ja nie przewiduję, aby dwudziestu kandydatom udało się zebrać podpisy, niemniej pokazują one także rzecz absolutnie w wyborach naturalną, że sondaże ulegają spłaszczeniu w trakcie kampanii i że zwycięstwo w pierwszej turze jest zawsze poważnym wyzwaniem. My o nie walczymy, Bronisław Komorowski pozostaje wciąż bardzo wyraźnym liderem tych sondaży, ale zwycięstwo w pierwszej turze będzie wymagało dużej mobilizacji wyborców, i o to się staramy.

To jeszcze jeden sondaż, CBOS–u. CBOS w swoich sondażach zazwyczaj bardzo wyraźnie podkreślał przewagę Bronisława Komorowskiego nad Andrzejem Dudą, nawet politycy opozycji twierdzą, że CBOS jest w stanie wyliczyć ponad 100% poparcia dla Bronisława Komorowskiego, ale tym razem zupełnie poważnie mówiąc, Bronisław Komorowski w ostatnim sondażu ma 52%, czyli pierwsza tura, Andrzej Duda 19%, ale w przypadku urzędującego prezydenta spadek w porównaniu miesiąc do miesiąca, to jest 11 punktów procentowych. Przyzna pan, że to jest bardzo dużo, panie pośle.

No tak, tylko jeżeli porównujemy notowania sprzed kampanii, tak naprawdę zanim kampania ruszyła, to myśmy od dawna mówili i wszyscy socjologowie o tym mówili, wszyscy publicyści, że kiedy ruszy kampania, to kandydaci będą się zbliżali, kandydaci inni niż Bronisław Komorowski, do poziomu poparcia swoich partii. Taką widać też strategię prowadzi dzisiaj PiS, aby wyholować Andrzeja Dudę na poziom poparcia PiS-u.

No to 31% w przypadku Millward Brown to już jest...

To jest blisko.

To jest blisko, wydaje się.

To już jest blisko i można powiedzieć to będzie sufit dla Andrzeja Dudy, bo ostatni weekend polityczny pokazał też bardzo ważne zjawisko, że Andrzej Duda został oficjalnie namaszczony na kandydata Radia Maryja, ojca Rydzyka, czyli mówienie o tym, że będzie starał się być osobą reprezentującą jakieś szersze społeczne spektra, no, się zakończyło, ta część kampanii...

Ale trudno zarzucać Andrzejowi Dudzie, że szuka poparcia. Akurat znalazł je w Radiu Maryja.

No, tam sobie znalazł. To gratuluję tego poparcia. Myślę, że opinia publiczna, wyborcy jasno to ocenią, że dzisiaj Andrzej Duda jest kandydatem Jarosława Kaczyńskiego i ojca Rydzyka. I to nie jest ten rodzaj mentorstwa politycznego, który się Polakom łączy z łączeniem ponad podziałami. Raczej są to postaci polityczne, ideologiczne, które Polaków w ostatnich dziesięcioleciach bardzo skutecznie dzieliły, a ja mam wciąż głębokie przekonanie, że od kandydata na prezydenta wyborcy w Polsce oczekują tego, by potrafił łączyć ponad podziałami. Dziś jedynym kandydatem, jedyną postacią na scenie politycznej, biorącą udział w wyścigu wyborczym, która ma tę zdolność, jest prezydent Bronisław Komorowski.

No ale mając świadomość tych spadków, mówił pan o tym, że tak się dzieje rzeczywiście, musi pan mieć pomysł, by coś z tym zrobić. Pan jako szef sztabu wyborczego.

I mamy te pomysły. Tydzień temu ruszył wielki maraton poparcia dla Bronisława Komorowskiego. W ciągu pierwszego tygodnia, od siódmego odwiedziliśmy kilkanaście miejscowości w Polsce w formule otwartych wieców na rynkach, na ulicach. Nie organizowanych spotkań ze sztuczną frekwencją w jakichś salach z ludźmi dowożonymi przez jedną partię autokarami, tylko z setkami, z setkami ludzi, którzy przychodzą, aby spotkać się prezydentem, uścisnąć mu rękę, porozmawiać. To są często przekraczające godzinę, półtorej takie spotkania na rynku małego miasteczka czy większego miasta. Wielkie zainteresowanie, rosnąca frekwencja, ja widzę, że w miarę, kiedy Bronkobus przemierza Polskę, coraz więcej ludzi chce przychodzić, no bo zobaczyło gdzieś w Wiadomościach, usłyszało o tym, że Bronisław Komorowski w ten sposób podróżuje po kraju. Jest znakomity klimat, nawet ten, jak to młodzi mówią, hejt zniknął z ulic. Po Nowym Targu, gdzie udało się nam przyłapać panią posłankę z PiS-u na organizowaniu bojówki, i później w Krakowie, w pozostałych miejscach, gdzie byliśmy, jakieś niewielkie hepenerskie grupki, ale już bez takiej próby zrywania tych wieców. Ostatnio trochę niepokojące to ostrzelanie z paintballa Bronkobusa w Świętokrzyskiem. A poza tym dobra atmosfera, świetne przyjęcie Komorowskiego i takie wielkie – jak to mówi nasz kandydat – ładowanie polskich akumulatorów.

Była jeszcze jedna wizyta, która jest komentowana do dzisiaj, czyli Aleksandrów Kujawski i dzieci, które wzięły udział, prawie 500 uczniów ze szkół podstawowych. Co prawda burmistrz tego miasta mówi, że to była wizyta prezydenta po raz pierwszy od 85 lat, bo ostatnio w Aleksandrowie Kujawskim z urzędujących prezydentów był Ignacy Mościcki. I być może w tym nie ma niczego złego, ale przyzna pan, panie pośle, że wręczanie dzieciom tabliczek z napisem: „Popieram Komorowskiego” to chyba nie był dobry pomysł.

No, wiec wyborczy ma swoje prawa...

Dzieci?

...zwłaszcza wiec otwarty. Ja nie chcę tutaj nikogo usprawiedliwiać, my apelujemy...

Burmistrz mówi o braku czujności nauczycieli, czyli nie on, tylko nauczyciele.

My mamy... Tak, uważam, że zabrakło tej wrażliwości potrzebnej liderom instytucji oświatowych w trakcie kampanii, bo my jako komitet, jako sztab wyborczy nie mamy możliwości wpływania na to, kto i w jakiej formule uczestniczy w otwartym spotkaniu na rynku w mieście. My informujemy, że przyjedzie prezydent i organizujemy pewną wyborczą oprawę dla jego obecności – scenę, nagłośnienie, rozdajemy materiały wyborcze. No, jest to pełna improwizacja w rozumieniu przebiegu takiej imprezy. To nie jest zamknięta sala na zaproszenia, gdzie można skontrolować. Różni ludzie podchodzą, podchodzą też rodzice z dziećmi. Ma to taki charakter trochę festynu wyborczego. Natomiast, oczywiście, niedopuszczalne są sytuacje takie, gdzie byłby jakikolwiek przymus w tej dziedzinie. I apelujemy o to, by placówki oświatowe brały pod uwagę ten fakt, że choć przyjeżdża głowa państwa do ich miasta, do ich społeczności, to mamy toczącą się kampanię i trzeba ten czynnik brać pod uwagę. Jestem przekonany, że można to zrobić to w taki sposób, aby nie powstawały takie kontrowersyjne sytuacje. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image