tyszkiewicz1.png

W polityce staramy się przestrzegać pewnych reguł konkurencji. PiS to wyraźnie złamał, bo jest sparaliżowany aktywnością Bronisława Komorowskiego, nie potrafi znaleźć odpowiedzi, w związku z tym sięga do  najprostszych, awanturniczych metod - powiedział w "Kontrwywiadzie RMF FM" Robert Tyszkiewicz, szef sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego.

Konrad Piasecki: Gdzie, panie pośle, były te skrzydła, których miała dostać kampania prezydenta?

Robert Tyszkiewicz: 7 - konwencja w Warszawie, wielki start maratonu poparcia. Myślę, że wszyscy mogliśmy zobaczyć, jak prezydent Komorowski rusza do boju, jak rusza do boju też wielkie środowisko, które go wspiera.

Do boju, jak do boju, bo była umiarkowanie porywająca konwencja, potem parę spotkań, trochę gwizdów, prezydent mówiący o brudnych nogach, żeby to nazywać skrzydłami?

Jeżdżąc "Bronkobusem" po Polsce z prezydentem - ruszyliśmy bezpośrednio po konwencji - dosłownie tak jak prezydent wjechał autokarem do sali, tak wyjechaliśmy i od razu pojechaliśmy na pierwsze spotkanie.

Rozumiem, że pan jest zachwycony, zadowolony i powie, że tak miało być, jak było?

Tak miało być, jak było.

I te gwizdy też wpisaliście w swoją kampanię?

Gwizdów nie wpisywaliśmy. Gwizdy się - ku naszemu, ale sympatycznemu zaskoczeniu - same wpisały, bo stanowią doskonałą ilustrację do hasła prezydenta "Budujmy zgodę i bezpieczeństwo", bo na tle takich awantur doskonale widać, kto chce budować zgodę i bezpieczeństwo, a kto pragnie awantury. 

Ale pokazują też nastrój społeczny, który nie jest tak przyjazny Bronisławowi Komorowskiemu, jak to w idealistycznych wizjach Platformy Obywatelskiej wygląda.

To są niewielkie grupy, 15-20 osobowe, hałaśliwe.

Ale dominujące.

Niedominujące. Dominuje przekaz Bronisława Komorowskiego. Byłem i w Nowym Targu, gdzie posłanka Anna Paluch, wygwizdywała tańczące młode dziewczynki góralskie. Nie wydaje mi się, żeby jej przydało sympatii w tym regionie.

Ale nie powie mi pan, że to wszystko to PiS-owska akcja zorganizowana przez jedną posłankę.

Była posłanka w gronie kilkunastu osób....

Ale posłanka też może demonstrować niezadowolenie wobec prezydenta.

Ale jest moim zdaniem jakaś zasada konkurowania fair, że w polityce staramy się przestrzegać jednak pewnych reguł konkurencji i PiS to wyraźnie złamał, bo  PiS jest sparaliżowany tą aktywnością Bronisława Komorowskiego, nie potrafi znaleźć odpowiedzi, w związku z tym sięga do takich najprostszych, awanturniczych metod: porozbijajmy wiece Bronisława Komorowskiego.

Czy to hasło o zgodzie i bezpieczeństwie ma być docelowym hasłem kampanii?

Tak, to jest nasza główna oś kampanii.

Bo problem w tym, że dzisiaj ani zgody w polityce, ani poczucia bezpieczeństwa wśród Polaków nie ma. Trochę trafia to w próżnię.

Nie, wręcz przeciwnie - to pokazuje wielką potrzebę.

Może pokazuje oczekiwania Polaków, ale nie pokazuje stanu dzisiejszego i faktycznego.

W kampanii tej zgody zawsze nieco brakuje, ale tym bardziej widać, jak bardzo potrzebują Polacy od prezydenta tego, by był gwarantem zgody i bezpieczeństwa.

Tylko kontrkandydat pyta - a co prezydent zrobił dla zgody i dialogu społecznego? Gdzie był, kiedy protestowali rolnicy? Gdzie był, kiedy protestowali górnicy?

Myślę, że najbardziej zażarci krytycy upływającej kadencji Bronisława Komorowskiego nie mogą mu uczynić zarzutu z tego, że była to prezydentura, w której zgoda, szukanie porozumienia ponad podziałami była absolutnym priorytetem i że prezydentowi Komorowskiemu, w odróżnieniu od jego przeciwników, to się naprawdę udało. Nie mieliśmy awantur politycznych z udziałem prezydenta. I Polacy to bardzo doceniają.

Ale co prezydent zrobił choćby dla tego, żeby reaktywować jakoś komisję trójstronną, która właściwie leży ugorem od miesięcy czy już nawet od lat.

Nie mieszajmy zadań parlamentarno-rządowych z zadaniami prezydenckimi.

Na to też jest zgoda. Dialog ze związkami...

Wszędzie tam, gdzie prezydent ma pomagać dialogowi, nawet podczas ostatniego kryzysu śląskiego - starał się to czynić. Rozmawiał, zachęcał do dialogu, uczestniczył, prosił i myślę, że na tym polega rola głowy państwa, żeby nie wchodzić w buty innych instytucji państwowych, tylko żeby pomagać im osiągnąć porozumienie.

To rozumiem, że skoro prezydent zachęca do zgody, to jak Ewa Kopacz zeszła z mównicy po takim twardym, antypisowskim wystąpieniu, to powiedział jej: pani premier, nie taką chcę robić kampanię, nie podobało mi się to, co pani powiedziała.

Pan prezydent powiedział, że potrzebujemy w Polsce takich relacji w świecie polityki, które pomimo naturalnych w demokracji różnic, pozwolą nam budować wspólnie kraj.

Ale Ewa Kopacz tylko o tych różnicach mówiła. Podobało się to panu? To miał być przekaz na kampanię prezydencką? Tu prezydent zgody a premier niezgody?

Tak, podobało mi się. Nawet mogę powiedzieć, że było to wystąpienie jak na standardy sporu międzypartyjnego w Polsce bardzo łagodne.

Tak? I to mówienie o prezydencie, który będzie - gdyby został nim Duda - sterowany z tylnego siedzenia? To była ta łagodność?
Bo to jest prawda, to pokazuje, jaki jest w tej chwili podział, jaki jest spór polityczny w Polsce - gdzie z jednej strony mamy prawdziwego, autentycznego Bronisława Komorowskiego, człowieka z dorobkiem, niezależnego. I z drugiej strony mamy ściśle partyjnego kandydata, plastikowego, który wykonuje polecenia swojej partii i polecenia Jarosława Kaczyńskiego. To widać gołym okiem.

Co jest plastikowego w Andrzeju Dudzie? Normalny facet po studiach, doktor prawa, jeżdżący po świecie, rozmawiający z ludźmi. Co jest w nim plastikowego?

To jest kompletnie nieautentyczne. To jest po prostu odgrywanie pewnej roli w obrębie zaplanowanych akcji marketingu politycznego. Myślę, że równie dobrze zamiast Andrzeja Dudy mógłby być każdy aktor, który w tę rolę by się wcielił. Nie ma w tym nic, co by mnie przekonywało.

Rozumiem, że pana nie przekonuje, nawet się specjalnie nie dziwię. Tylko, czy nie jest tak, że Duda okazał się być znacznie groźniejszym kandydatem, niż sobie go wyobrażaliście?

Nie odnoszę takiego wrażenia.

Stworzyliście sobie w głowie takie wrażenie, że on będzie właśnie plastikowy, sterowany z tylnego siedzenia, a tu się nagle okazuje, że zaczął - nie powiem jeszcze deptać po piętach - ale stał się równorzędnym rywalem.

Proszę porównać jak prowadzimy kampanię. Andrzej Duda to są zamknięte sale z zorganizowaną frekwencją, to są kamery..

Nie, nie. Widziałem jego spotkania też na zewnątrz.

...To są kamery, to są ekrany. I jest Bronisław Komorowski, który staje wśród ludzi na rynkach miast, przyjmuje - jak to sam powiedział - "na klatę" także tych awanturników, którzy w demokracji mają prawo przyjść, zakłócać i rozmawia z ludźmi. To jest cała różnica. Bronisław Komorowski wśród ludzi i Andrzej Duda wśród swoich zwolenników.

Notabene pamięta pan, o kim mówiono przed pięciu laty, że będzie prezydentem sterowanym z tylnego siedzenia?

No i co się okazało?

No właśnie... Mówiono, że Komorowski będzie sterowany z tylnego siedzenia przez Tuska. Powtarzający się argument w kampaniach wyborczych.

I wtedy wiedzieliśmy, że Bronisław Komorowski okaże się politykiem w pełni niezależnym i dzisiaj po tych 5 latach możemy powiedzieć - tak, Bronisław Komorowski pokazał, że potrafi znajdować porozumienie ponad podziałami, a PiS 25 razy odmówił mu uczestnictwa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, zbliża się następna. Jestem przekonany, że będziemy mieli 26 odmowę.

Jarosław Kaczyński po prostu powiedział, że nie chce uczestniczyć w pracy rady, więc po co to liczyć?

I o czym to świadczy? Jeżeli jakieś środowisko polityczne lekceważy współpracę z głową państwa w formacie instytucji państwa, to czegóż możemy się po nim spodziewać, gdyby - nie daj Boże - taką funkcję głowy państwa zdobyło.

Myśli pan, że warto Boga do tego mieszać?

Ja myślę, że warto powiedzieć o wartościach w tej kwestii, bo rzeczywiście w sprawowaniu tak ważnej funkcji w polskim systemie konstytucyjnym, jakim jest funkcja prezydenta państwa, wartości - szacunek dla demokracji, szacunek dla instytucji, odgrywa kluczową rolę.

Ale to jest konstytucja, a nie Bóg. To z tematów lepszych. Czy na prawdę nie da się przekonać prezydenta, żeby przemawiał z głowy a nie z kartki?

Prezydent zawsze przemawia z głowy.

Ale widzieliśmy w sobotę, mimo że stało się to nagle i nieoczekiwanie dosyć ważnym aspektem kampanii prezydenckiej, to prezydent jednak z kartką wyszedł i po kartkę sięgał.

Andrzej Duda przemawia z promptera, Barack Obama przemawia i z promptera, i z kartki.

Nie no, Andrzej Duda przemawia z głowy - to widać.

Chciałbym powiedzieć. Prezydent Komorowski we wszystkich wiecowych, wyborczych spotkaniach nie posiłkuje się żadnymi notatkami. Natomiast wtedy, kiedy przedstawia program, kiedy przedstawia precyzyjne, szczegółowe rozliczenie swojej kadencji i szczegółowy plan pracy na przyszłe pięć lat, jak większość głów państw posługuje się notatkami. Uważam, że warto być w takim przekazie precyzyjnym.

A nie mogliście mu chociażby tego promptera dać i nauczyć go z niego korzystać? Bo to nie jest taka prosta sztuka.

Ja jestem zwolennikiem tego, żeby nie kreować na potrzeby kampanii nowego Bronisława Komorowskiego. Wszyscy wiemy, jaki jest.

Czyli prompterowy Bronisław Komorowski nie?

I po co nam to ? Uważam, ze jest prawdziwy taki, jaki jest. Potrafi sobie świetnie radzić, potrafi ze swoim przekazem dotrzeć do Polaków.

To na koniec, słuchacze pytają - kogo wy upchniecie w tych bronkobusach? Siedemnaście ich będzie jeździć?

Szesnaście, po jednym na każde województwo i siedemnasty dla prezydenta Komorowskiego.

Po co aż tyle tego? Skoro nie można do wszystkich wsadzić Bronisława Komorowskiego?

To jest nasz taki przekaz, w którym mówimy: chcemy, aby kampania Bronisława Komorowskiego nie odbywała się tylko w dużych miastach, tylko żeby w  każdym regionie Polski, w każdej wsi, w każdym miasteczku ten przekaz Bronisława Komorowskiego był obecny. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image