protasiewicz4.png

Z doświadczenia wiem, że kampanie przyspieszają zazwyczaj w ostatnich dwóch, trzech tygodniach. Kampania urzędującego prezydenta będzie inna niż kandydata aspirującego - mówił Jacek Protasiewicz w rozmowie z Konradem Piaseckim.

Konrad Piasecki: Cameron wysyła swoich oficerów na Ukrainę, Ewy Kopacz nie byłoby stać na taki gest?

Jacek Protasiewicz, członek zarządu PO: Absolutnie stać. Panie redaktorze, proszę pamiętać, że już we wrześniu zeszłego roku wicepremier i minister obrony narodowej razem ze swoimi partnerami ukraińskimi i litewskimi podpisali porozumienie o utworzeniu trójnarodowej brygady.

Zupełnie co innego niż taki gest, jak ten gest Camerona. To jest gest, w którym premier Wielkiej Brytanii staje w parlamencie i mówi: trzeba pomóc Ukrainie, wysyłam tam swoich oficerów. To jakoś wygląda.

W sensie teatralnym on jest rzeczywiście bardziej spektakularny w wykonaniu pana premiera Camerona, ale polski jest dużo bardziej skuteczniejszy, wcześniejszy i dobrze, że Brytyjczycy, bardzo ważny członek Unii Europejskiej, a zwłaszcza NATO, stają po stronie Polski.  

Tyle że jak w Polsce kandydat PiS-u na prezydenta powiedział dwuznacznie, że można by się zastanowić nad wysłaniem polskich wojsk na Ukrainę, z czego się zresztą potem wycofywał, to pani premier była pierwsza, która stanęła i krzyczała: PiS chce wojny, a my, Platforma, pokoju. 

Jedna rzecz to szkolenie armii ukraińskiej we współpracy z wojskami NATO w nowoczesnych technikach walki, a co innego wysyłanie polskich żołnierzy. W tym przypadku skojarzenie było jednoznaczne - na front.

Ale Cameron wysyła właśnie swoich żołnierzy. Na front, czy na tyły frontu, ale wysyła.

Nie na front, tylko to będzie misja szkoleniowa, jak mówię, taka, którą Polska zaproponowała Ukrainie już w zeszłym roku w postaci brygady litewsko-ukraińsko-polskiej.

Cameron potrafi, a wy nawet nie za bardzo swojego koalicjanta do pro-ukraińskości potraficie przekonać. PSL coś ostatnio wierzga w tej sprawie.

Nie wiem, czy premier Cameron tak bardzo nad swoim koalicjantem tak panuje, ale tak już jest w polityce, że rywalizacja czasami wymusza na siłę różnicowanie stanowisk. No i decyzja o wystawieniu swojego kandydata ze strony władz PSL-u skutkuje dzisiaj, moim zdaniem, czasami niefortunnymi wypowiedziami kandydata, pana Jarubasa. 

To rozjeżdżanie się w dziedzinie polityki zagranicznej pan uważa za poważny problem, czy to jest tak, że przyjdzie 10 maja i 11 nikt już nie będzie o tym pamiętał.

Raczej ten drugi wariant, zwłaszcza, że pan Jarubas nie jest członkiem rządu. Ma taki komfort krytykowania z tej pozycji pozarządowej.

Na takich mniej poważnych papierach może tę kampanię uprawiać, tak?

Akuratnie w sprawach polityki zagranicznej tak, ponieważ ani doświadczenia w tej sprawie nie ma, ani nie jest członkiem rządu i jak sam mówi, nie jest zobowiązany do lojalności w tym względzie.

Idzie wam ta kampania prezydencka jak po grudzie, przyzna pan. Wam Platformie, zwolennikom Komorowskiego.

Nie, nie zgadzam się. Po pierwsze kampania urzędującego prezydenta będzie inna niż kandydata aspirującego, który nie piastuje godności prezydenta.

Ale nie może być dynamiczna? Nie może być efektowna? Nie możne być mocna? No, nie jest. Słaby start, marne tempo i takie poczucie, że wygrana nam się należy. Jesteśmy w Pałacu Prezydenckim to tam zostańmy.

Po pierwsze prezydent nie mógł rozpocząć kampanii zanim nie została ona ogłoszona przez Marszałka Sejmu.

Ale to Andrzej Duda też nie mógł.

Po drugie musiał uzyskać formalną akceptację dla swojej kandydatury ze strony PO.

To uzyskał ją trzy, czy cztery tygodnie temu.

I już w sobotę była na Dolnym Śląsku, w Ząbkowicach i w Kłodzku. Miał znakomite spotkanie z mieszkańcami. Otwarte. Nie ze swoimi zwolennikami tak jak robi to pan Andrzej Duda w jakiś salach. Tylko na rynku jednego i drugiego miasteczka. Spotkania z ludźmi, pełne, znakomite, autentyczne, wróżące sukces w pierwszej turze.

Położy pan rękę na sercu i powie ta kampania idzie tak jak chcieliśmy, żeby szła?

Mam swoje doświadczenie i wiem, że kampanie przyspieszają zazwyczaj w ostatnich dwóch, trzech tygodniach.

I na nie szykujecie siły, zbieracie.

Pamiętam jak w 2011 kiedy kierowałem kampanią PO byliśmy krytykowani za jakiś nudny spot z obietnicą trzystu miliardów. Okazało się, że kampania zawsze ma swoją fazę. Był pierwszy etap rozliczenia, drugi etap złożenia zobowiązania i trzeci etap, który był najważniejszy, być może nawet najbardziej emocjonalny, ale powiedzenie wyborcom, teraz w waszych rękach jest decyzja o tym, kto będzie rządził państwem. Więc spokojnie. Jeszcze trzy miesiące do wyborów. Jeszcze się wiele zdarzy.

Ale co? Wierzy pan w zwycięstwo w pierwszej turze?

Jestem przekonany o tym zwycięstwie.

Jeszcze z tym hasłem: Nasz prezydent- bardzo porywającym.

Może nie jest porywające, ale jest bardzo ciepłe. To jest ważniejsze. Dużo bardziej pasuje do...

... w zimie ciepłe hasła są bardzo ważne.

Wybory będą w maju, ale ja pamiętam takim podobnym hasłem posługiwaliśmy się w 2002 roku, kiedy po raz pierwszy pan Rafał Dutkiewicz stawał do wyborów. I ono okazało się bardzo skuteczne. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image