kierwinski1.png

To co proponuje Sławomir Izdebski to nie jest język rozmowy, to język przymusu. Jest naturalne, że na niektóre postulaty zgłaszane przez protestujących minister Sawicki jest otwarty, zresztą deklarował to bardzo mocno, że na 12 postulatów 7 jest już realizowanych, 3 mogą być realizowane, a pozostają sporne 2 kwestie, wynikające głównie z tego, iż nie możemy podejmować interwencji sprzecznych z prawem unijnym - mówi Marcin Kierwiński, Szef Gabinetu Politycznego premier Ewy Kopacz.

Krzysztof Grzesiowski: Szef Gabinetu Politycznego pani premier Ewy Kopacz Marcin Kierwiński. Witamy, panie pośle, dzień dobry.

Marcin Kierwiński: Dzień dobry.

Dzisiaj mamy wtorek, tak? Wtorek. Ciekawie będzie pod Kancelarią Premiera pojutrze, w czwartek zapowiada się duża manifestacja, nawet, ba, miasteczko, którego to autorami mają być rolnicy, protestujący rolnicy, około 10 tysięcy osób. To miasteczko powstanie, czy coś wydarzy się dziś lub jutro, co spowoduje, że do tego protestu nie dojdzie?

To zależy, oczywiście, od protestujących czy też potencjalnych protestujących. Minister Sawicki cały czas deklaruje, iż jest otwarty na rozmowy. W zeszłym tygodniu spotkał się z liderami 17 stowarzyszeń rolniczych, rozmawiał, powołano 6 roboczych zespołów, które mają w trybie takim ekspresowym, bo do 21 lutego, przedstawić raport dotyczący potencjalnych realizacji głównych rozwiązań, głównych problemów, które zgłaszane są podczas protestów, natomiast jedna z organizacji, dokładnie jeden z panów liderów organizacji nie zdecydował się na takie rozmowy. Bardzo niedobrze, gdyż lepiej chyba rozmawiać, lepiej starać się szukać konsensusu, a nie protestować.

No tak, tylko ich sytuacja z punktu widzenia Sławomira Izdebskiego, bo jak rozumiem, o nim pan wspomniał, jest dosyć prosta: albo – albo, albo będzie porozumienie, albo minister Sawicki odejdzie, bo jak nie będzie porozumienia, no to... i tak dalej.

To przyzna pan, że to nie jest język rozmowy, to język przymusu. Jest naturalne, że na niektóre postulaty zgłaszane przez protestujących minister Sawicki jest otwarty, zresztą deklarował to bardzo mocno, że na 12 postulatów 7 jest już realizowanych, 3 mogą być realizowane, a pozostają sporne 2 kwestie, wynikające głównie z tego, iż nie możemy podejmować interwencji sprzecznych z prawem unijnym. Osoby, zajmujące się kwestiami rolniczymi, liderzy rolniczych związków powinni to doskonale wiedzieć.

To taki język rozmowy w warunkach roku wyborczego, panie pośle.

To nic z tym...

Skoro udało się górnikom i w jednej kompanii, i w drugiej spółce węglowej, to dlaczego ma się nie udać rolnikom? Będzie protest, uzyskają to, co chcą,  dołączą do tego podobno pielęgniarki, kolejarze mają się także pojawić.

Oczywiście, ma pan tutaj rację, rok wyborczy to rok, w którym zawsze różne grupy zawodowe starają się siłą wymusić ustępstwa. Ja nie zgodzę się co do jednego – że górnicy wywalczyli swoje, bo tak pan to przedstawił. Przyjęty został program naprawczy Kompanii Węglowej, program, który pozwoli bronić miejsca pracy, program, który pozwoli przywrócić te firmy do rentowności, pozwoli wydobywać polski węgiel tak, aby był on konkurencyjny. Na dzień dzisiejszy mamy sytuację, że wydobycie polskiego węgla jest tak drogie, iż ten węgiel jest wypychany przez tani węgiel rosyjski. Rząd musiał na to reagować i wynegocjował ze związkami dobre porozumienie, porozumienie, które – raz jeszcze podkreślę – ma za zadanie bronić miejsc pracy.

A pamięta pan te zapowiedzi o zamykaniu kopalń nierentownych?

Nie. Pamiętam...

Nie było czegoś takiego?

To nie były zapowiedzi likwi... zamykania kopalń, a restrukturyzacji. Cztery z kopalń Kompanii Węglowej trafiły do Spółki Restrukturyzacji Kopalń i tam będą przechodziły proces naprawczy i dopiero po tym procesie naprawczym podjęta będzie finalna decyzja, co dalej z tymi kopalniami. Ja pamiętam jedną rzecz – jak pani premier Ewa Kopacz bardzo wyraźnie mówiła, że żaden z górników w wyniku procesu restrukturyzacyjnego nie straci pracy. Pamiętam, jak pani premier mówiła, że Kompania Węglowa musi przejść taką restrukturyzację, która pozwoli na przykład fedrować węgiel przez 6 dni w tygodniu, tak jak robią to inne, np. prywatne, dochodowe kopalnie.

A odejście prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej to sukces, czy porażka rządu?

Rząd nie wpływa na...

Państwo jest większościowym właścicielem.

No tak, ale jest tutaj... mamy do czynienia jednak z pewnym ładem korporacyjnym, to spółka giełdowa, spółka, w której rzeczywiście Skarb Państwa ma większościowy udział, ale nie jest jedynym akcjonariuszem. Decyzja pana prezesa Zagórowskiego to jego własna decyzja, natomiast ja mogę powiedzieć, że cieszymy się z wynegocjowanego porozumienia na poziomie merytorycznym. Bo chyba pierwszy raz od wielu lat, myślę, że pierwszy od 25 lat, mamy do czynienia z sytuacją, gdy wynegocjowano pakiet, zarząd spółki wynegocjował taki pakiet, w którym górnicy godzą się na rezygnację z części czternastki, na uzależnienie wypłaty czternastki, a więc jednego z przywilejów górniczych, uzależnienie tego przywileju od zysku.

Pozostaje jeszcze kwestia nowego prezesa spółki, który być może będzie miał inne zdanie na temat możliwości finansowych Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Porozumienie, które zostało zawarte, pozwala zaoszczędzić około 300 mln zł. Pozwala także wprowadzić sześciodniowy dzień pracy [sic], to, co jest takim fundamentem, jeżeli chcemy restrukturyzować polskie spółki węglowe. I z tej perspektywy jest to porozumienie bardzo, bardzo dobre i korzystne, pozwalające po raz kolejny bronić miejsca pracy. Natomiast Skarb Państwa, mimo że jest większościowym akcjonariuszem, musi poddać się także pewnej logice korporacyjnej. Jest rada nadzorcza, jest walne zgromadzenie akcjonariuszy i to te ciała będą odpowiadały za powoływanie władz spółki. Minister skarbu państwa zawnioskował o nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy, zakładam, że na tym zgromadzeniu także mogą zajść zmiany dotyczące rady nadzorczej. Taki w polskim kodeksie spółek handlowych jest ład ustanowiony prawnie, który pozwala ingerować właścicielowi we władze spółki.

Jedni się domagają i otrzymują to, czego się domagają, ale jest i druga strona tego medalu, pani premier oto podczas spotkania z urzędnikami w Lublinie mówi, że myślę, że w budżecie na rok 2016 znajdzie się miejsce przy lepszej kondycji naszych finansów na to, abyśmy wreszcie mogli odmrozić wasze, czyli urzędników, płace. Biorąc pod uwagę fakt, że budżet państwa na rok 2016 będzie układany w czasie kampanii wyborczej do parlamentu, no to to jest konkretna obietnica. 

Ale pani premier... Ja byłem na tym spotkaniu w Lublinie i słyszałem całość wypowiedzi pani premier. Pani premier bardzo jasno powiedziała, że jeżeli sytuacja budżetowa na to pozwoli. Jesteśmy w takim roku, w którym wychodzimy...

Cytowałem: „przy lepszej kondycji naszych finansów”.

Ale także pani premier wcześniej mówiła o tym, że pewnym warunkiem jest wyjście z procedury nadmiernego deficytu i jeżeli te warunki zostaną spełnione, pewnie pani premier będzie chciała rozważyć odmrożenie płac w administracji. Przyzna pan, że od wielu lat płace są zamrożone, a jednak urzędnicy administracji, urzędnicy służby cywilnej, bo do takiej większościowo zwracała się pani premier, to ludzie, którzy wykonują ciężką pracę.

No tak, tylko że z ludźmi to jest tak, że słyszą to, co chcą słyszeć. Padła zapowiedź: będą podwyżki w 2016. A to, w jaki sposób to było budowane, że jeśli stan finansów  pozwoli, i tak dalej, i tak dalej (...)

Więc ja jeszcze raz podkreślę – pani premier bardzo jasno zaznaczyła: jeżeli sytuacja finansów publicznych na to pozwoli i jeżeli wyjdziemy z procedury nadmiernego deficytu. To były warunki, o których mówiła pani premier Ewa Kopacz.

Ale skoro powiedziała, to pewnie warunki będą takie, żeby (...)

Rzeczywiście rząd robi bardzo wiele, aby w tym roku wyjść z procedury nadmiernego deficytu, w którą weszliśmy w roku 2007, to będzie pierwszy raz, kiedy deficyt sektora finansów publicznych spadnie poniżej 3%, do czego zresztą bardzo mocno stymuluje nas Unia Europejska.

To w końcu kilkaset tysięcy osób, prawda?

Tak.

Urzędników, kilkaset tysięcy osób, kilkaset tysięcy głosów, to się zawsze może przydać w wyborach.

Ja myślę, że nie można w ten sposób na to patrzeć. Wtedy, kiedy sytuacja budżetu była ciężka, kiedy przechodziliśmy światowy kryzys, było naturalne, że pensje urzędnicze są zamrożone. Jeżeli sytuacja zacznie się poprawiać, jeżeli wyjdziemy z procedury nadmiernego deficytu, należy to rozważyć. I pani premier to powiedziała, że należy to rozważyć. Ta deklaracja była naprawdę obudowana tym jednym, bardzo istotnym warunkiem.

Panie pośle, kwestia tzw. ustawy antyprzemocowej jest już jakby za parlamentem, teraz decyzja w ręku prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wygląda na to, że z punktu widzenia pani premier byłoby także zasadne zajęcie się uregulowaniem kwestii zapłodnienia in vitro. Z tego, co wiemy, ten projekt ustawy miał trafić na rząd w połowie tego miesiąca, ale tam chyba są jakieś opóźnienia. To prawda?

Prace nad tym projektem cały czas trwają. Myślę, że w ciągu kilku najbliższych tygodni będzie on ukończony. Ja myślę, że życie wymusiło na nas zajęcie się tą sprawą. Mówię tutaj o sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia w Szczecinie. I trochę także unormowanie kwestii procedury in vitro w jakikolwiek sposób jest lepsze od wolnej amerykanki, z którą mamy do czynienia teraz. Natomiast jedną rzecz bardzo warto podkreślić, a mianowicie to tenże rząd, rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego doprowadził do tego, iż wdrożony został program dofinansowywania procedury in vitro dla par, które od wielu lat starają się o dziecko. (…)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image