rostowski2.png

Efekt porozumienia w Jastrzębskiej Spółce Węglowej jest taki, że spółka dzisiaj ma autentyczną szansę przetrwania. I to jest sukces zarządu i oczywiście także sukces górników, mimo że wydaje się, że oni tego nie są świadomi - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM minister w kancelarii premiera Jacek Rostowski.

Konrad Piasecki: Jak to się stało, że tym razem PSL nie protestował przeciwko pańskiej kandydaturze i nominacji?

Jacek Rostowski: Ja myślę, że PSL nie ma nic do powiedzenia w sprawie wyborów ze strony pani premier.

Ale parę miesięcy temu, kiedy pan miał objąć tę funkcję, PSL zaprotestował i jakoś się nie udało.

Ale wtedy miałem tę funkcję objąć także jako członek rządu, minister konstytucyjny w kancelarii premiera i tu oczywiście była nieco inna sytuacja.

Dziś na linii Rostowski-PSL - pokój. Pakt o nieagresji w każdym razie.

Naprawdę żadnej agresji nie ma z mojej strony i myślę, że także ze strony PSL-u.

Panie premierze, kiedy widzi pan prezesa JSW, który poddaje się w sporze ze związkowcami to wie pan, że to jest porażka rządu i rządzących.

Powiem tak: ta umowa, o ile będzie ostatecznie podpisana, bo też nie wiem, na jakim etapie jesteśmy dzisiaj, parę minut po 8, jest jednak wielkim osiągnięciem zarządu JSW. Prezes Zagórowski kilka tygodni temu wystąpił z propozycjami, które miały dały oszczędności na 500 mln złotych rocznie. Ta umowa, według obliczeń tych, które zostały podane opinii publicznej, da 400 mln złotych oszczędności i to przy dość konserwatywnym oszacowaniu skutków sześciodniowego tygodnia pracy.

Tylko to jest taki sukces, który pożera własnego ojca. To znaczy ojciec tego sukcesu, czyli prezes Zagórowski, właśnie odchodzi, bo uznał się za osamotnionego w sporach ze związkowcami.

Muszę powiedzieć, że ja osobiście żałuję. Uważam, że to jest człowiek, który wykazał wielką odwagę i odniósł sukces... 

Który go pożarł.

Zdecydował z własnych powodów, że lepiej będzie dla spółki, może dla siebie samego, żeby pod pewnymi warunkami odejść, ale myślę, że warto podkreślić miarę sukcesu. Bo na przykład jeszcze bardzo ważny element tej umowy jest, że górnicy mają odrobić straty wynikające ze strajku, pracując w soboty za normalną płacę, a nie na zasadzie tych stawek nadgodzinowych. Więc efekt jest taki, że spółka dzisiaj ma autentyczną szansę przetrwania. I to jest sukces zarządu i oczywiście także sukces górników, mimo że wydaje się, że oni tego nie są świadomi.

A nie ma pan przekonania, że protesty górnicze będą politycznie Platformę i rząd ogromnie dużo kosztowały, zwłaszcza na Śląsku, a górnicy i tak na nich wygrywają to, co chcieli wygrać?

Nie no, powiem panu tak: według tej umowy, górnicy zgadzają się na rzeczy...

Dla nich przykre, ale...

Nie - których nigdy przedtem nie wprowadzono w górnictwie. Nie tylko zamrożenie płac, de facto obcięcie czternastki o połowę, odrobienie kosztów strajku za te same stawki co normalna praca w tygodniu, sześciodniowy tydzień pracy, utrata różnych innych przywilejów na jakieś 50 milionów złotych i to znaczy, że JSW ma szansę przetrwania. To jest korzystne dla spółki, korzystne - jak powiedziałem - dla górników. To, że oni tego de facto w pewnym sensie nie rozumieją - że to jest jedyna szansa, żeby uratować ich miejsca pracy - to jest smutna sprawa. Ale mam nadzieję, że jak emocje opadną, to będą tego świadomi. Rynek węgla jest tak z jednej strony niestabilny, a z drugiej strony na nim istnieją tak drapieżne podmioty - wielkie światowe spółki, że dzisiaj nie można organizować tego przemysłu - w żadnym kraju - na zasadach takich spokojnego folwarku jak kiedyś. (…)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image