lewandowski.png

Tylko presja Zachodu uratuje rozejm, bo nie wystarczy zdolność obronna samej Ukrainy - zauważył w rozmowie z Kamilą Terpiał przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze, poseł do Parlamentu Europejskiego.

Kamila Terpiał: Naszym gościem jest Janusz Lewandowski, szef Rady Gospodarczej przy  Premierze, europoseł Platformy Obywatelskiej. Łączymy się z Gdańskiem, dzień dobry.

Janusz Lewandowski: Dzień dobry, witam z Gdańska.

Podpisano porozumienie w Mińsku, rozejm ma co prawda wejść w życie o północy z soboty na niedzielę dopiero i być może dlatego też wszyscy, także przywódcy europejscy, podchodzą do tego na razie bardzo ostrożnie. Czy według pana presja Zachodu, też pytanie, jaka, może uratować ten, niektórzy mówią o nim kruchy, rozejm?

Nikt inny nie uratuje, tylko presja Zachodu, bo nie wystarczy zdolność obronna samej Ukrainy. Dzisiaj, czyli w piątek, wojna trwa za naszą granicą, jutro też będzie trwała, nawet obawiam się, że będzie bardziej zagorzała, dlatego że separatyści, czyli de facto wysłannicy również z armii rosyjskiej, będą chcieli dokonać faktów dokonanych, aby poszerzyć swoje zdobycze terytorialne. Jest dobra wiadomość...

Czyli to nie najlepiej wróży temu rozejmowi, ten czas odsunięcia w czasie wejścia w życie.

To jest jedyna dobra wiadomość, że ustaną walki, mam nadzieję, właśnie z soboty na niedzielę, czyli nie będzie ofiar w ludziach – i w ludności cywilnej, i w wojskowych po obu stronach – i nie będzie rujnowania tego kraju, bo to było straszne, to było... Mieliśmy, mamy do czynienia z prawdziwą wojną za naszą wschodnią granicą, ale dalej są same znaki zapytania. Główny dotyczy tego, na ile Putin, który złamał całkowicie porozumienia z Mińska, tego pierwszego Mińska, będzie chciał łamać również porozumienia Mińsk 2. Ale temu się należy przyglądać i to monitorować. Jeżeli będzie wycofany ciężki sprzęt rosyjski za granicę Ukrainy z Rosją, jeżeli będzie można tą granicę obstawić i monitorować, no to są jakieś zalążki nadziei, że zakończy się pokojowo, a nie prawdziwą wojną.

Ale pytanie też, na ile prezydent Rosji weźmie pod uwagę stanowisko Zachodu, czyli tę ewentualną presję, bo wiemy, że wczoraj na posiedzeniu Rady Europejskiej nie było mowy o nowych sankcjach, no ale nie było też z drugiej strony mowy o zawieszeniu tych wcześniej ustalonych, czyli rozszerzenia sankcji finansowych, które mają wejść w życie w poniedziałek. To ma jakieś znaczenie?

Mają znaczenie poprzednie narady w gronie ministrów spraw zagranicznych, kiedy szykowano kolejne sankcje wobec Rosji, i Rosja o tym wie, Rosja cierpi, cierpią również sami Rosjanie. Te sankcje są dotkliwe, to widać w tej chwili, jak bardzo są dotkliwe. Tylko że Putin kalkuluje te koszty prowadzenia wojny imperialnej, tak że specjalnie się tym wszystkim nie przejmuje. To dotyka ludzi, natomiast Moskwa się wyżywi.

To w takim razie skoro pan mówi, że tak naprawdę nie do końca dla samego Władimira Putina znaczenie mają te decyzje Zachodu, to w takim razie jaka presja Zachodu przede wszystkim powinna mieć w tej chwili miejsce, skoro nie finansowa, gospodarcza?

Jesteśmy w innej epoce niż w epoce, w której potrzebny był wyścig zbrojeń, czyli potrzebny był prezydent Reagan, aby stawić czoła imperializmowi sowieckiemu, bo to był odrębny świat, niewłączony w obieg gospodarki światowej. W tej chwili Rosja jest fragmentem gospodarki światowej, tylko że przegranym tej globalizacji, bo jest dostawcą surowców, ale musi czerpać kredyty, musi sprzedawać swoje surowce. Czyli można dotknąć Rosję, bardzo dotkliwie w dodatku, poprzez sankcje gospodarcze. Rosja krwawi rzeczywiście w tym sensie, tylko że Putin kalkuluje te koszty, bo podoba się swojemu narodowi, dając mu w rekompensacie poczucie mocarstwowości: znowu nas się boją, o, to chyba Rosjan urządza w tej chwili. Zresztą 5% tego społeczeństwa, bo tyleśmy sobie wyliczyli w Brukseli, zna języki obce, tak że są naprawdę w 95% zdani na bardzo kłamliwą propagandę rosyjską.

A czy dobrze, że przy tym stole rozmów, no, między innymi w Mińsku, nie było w ogóle Polski?

No, Polska była aktywnym graczem na tej scenie...

Była, ale nie jest.

Ale dlatego, że była za bardzo emocjonalnie zaangażowana, przestała być rozjemcą, zaczęła być adwokatem. Ja to bardzo emocjonalnie również odbieram, bo ja byłem członkiem tej ekipy Jana Krzysztofa Bieleckiego, który miał odwagę w ciągu paru godzin jako pierwszy kraj w świecie w 91 roku uznać niepodległość Ukrainy. Tak że my to przeżywamy w podwójny sposób jako... Kibicując, jesteśmy takimi zawiedzionymi kibicami tego zmarnowanego 20-lecia ukraińskiego. Teraz widzimy dobre rzeczy i złe. Dobra to jest naprawdę szczera determinacja Poroszenki i Jaceniuka, żeby uzdrawiać, naprawiać swój kraj. Złe to jest to, że prowadzą naprawę swojego państwa w warunkach wojny wewnątrz Ukrainy. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image