11a.png

Kiedy się wchodzi do polityki, to się jest przygotowanym na różne scenariusze. Jedno mogę powiedzieć: jestem zwolennikiem dialogu, ale na pewno nie jestem zwolennikiem stawiania ultimatum rządowi - powiedziała premier Ewa Kopacz podczas rozmowy z Krzysztofem Grzesiowskim.

Krzysztof Grzesiowski: Prezes Rady Ministrów, pani Ewa Kopacz. Witam panią minister, dzień dobry.

Ewa Kopacz: Dzień dobry.

Czy wczoraj wieczorem miało miejsce spotkanie z pani udziałem, na którym miano rozmawiać o pani przyszłym, nowym zapleczu politycznym bezpośrednim?

Ja wczoraj miałam dzień pełen spotkań, ale tematem na pewno nie było to, co się ma dziać w moim przyszłym zapleczu, ponieważ ten swój plan mam w głowie, podjęłam pewne decyzje i będę go wdrażać w życie.

Czy to jest to, co określiła pani mianem nowego otwarcia ostatnio?

Niewątpliwie trzeba iść i pewien etap się kończy, to następny trzeba otwierać.

I on właśnie dotyczy tego – składu pani zaplecza politycznego: rzecznik, główny doradca...

Nie tylko. Jest nowy rok, pamiętamy, że to jest rok wyborczy, więc trzeba myśleć nie tylko o personaliach, ale również o tym, jaki program będziemy realizować i z jakim programem pójdziemy do podwójnych wyborów w tym roku.

No to wracając jeszcze do tego wątku dymisji, jak się pani poczuła, kiedy sprawa została ujawniona z byłą panią rzecznik? Była pani, nie wiem, rozczarowana, zniesmaczona, może wręcz oszukana? Tak po ludzku.

Tak po ludzku w polityce człowiek nie przywiązuje wagi do swoich emocji i swoich odczuć. Wiadomą jest rzeczą, że w polityce bywa bardzo różnie, a skoro tak, no to trzeba iść do przodu. Nie koncentruję się na swoich emocjach wtedy.

I to jedyna refleksja?

Refleksje takie osobiste, takie życiowe, takie ludzkie pozostawiam tylko i wyłącznie sobie i z tego wyciągam wnioski.

A to, co pani premier ma w głowie, jak pani powiedziała, ów skład, kiedy zostanie poznany przez opinię publiczną?

Pan redaktor mnie pyta albo liczy na to, że ja dzisiaj ogłoszę nazwiska i powiem, kto dzisiaj będzie moim szefem gabinetu lub rzecznikiem, to muszę troszkę rozczarować, bo oczywiście tego nie powiem. Powiem wtedy, kiedy będę do tego gotowa, kiedy stwierdzę, że to jest stosowny moment i ogłaszam swoją decyzję.

To jest kwestia dni, jak rozumiem.

Niewątpliwie najbliższego czasu.

To będą... no, nie pytam o nazwiska, bo jak pani premier powiedziała, raczej ich nie ujawni dzisiaj tu i teraz, ale to będą raczej politycy, czy tak zwani fachowcy, eksperci?

Po piątym pytaniu odpowiem tak samo, czyli przyjdzie taki moment, kiedy, oczywiście, przedstawię, zaprezentuję osoby, którym powierzę tę funkcję.

Kwestia cierpliwości jednym słowem ze strony tak zwanej opinii publicznej.

To ponoć w polityce też jest bardzo ważna cecha.

To trochę boli, gdy zaufanie do rządu według badań CBOS-u spada w ciągu miesiąca z 38 do 30%.

Zawsze takie sondaże, które pokazują, że zaufanie spada, albo wtedy, kiedy zaufanie rośnie, nie powinny determinować pracy ani rządu, ani żadnego polityka. Wiadomą jest rzeczą, że sondaże są po to, żeby elektryzować opinię publiczną, dawać wskazówki dla rządzących. Też ostrzeżenia wtedy, kiedy, oczywiście, spadają, ale przede wszystkim są po to, żeby wyciągać z tego wnioski i w pełni mobilizować swoje siły po to, żeby przekonywać tych nieprzekonanych albo tych, którzy stracili zaufanie do władzy, która aktualnie panuje.

Ale z pewnością kiedy pokazują się takie słupki, no to musi sobie człowiek zadać pytanie: dlaczego tak się dzieje?

Na pewno, to...

Osiem punktów to dużo.

Między innymi dlatego, że jak państwo widzieli...

Gdzie jest błąd.

Między innymi dlatego, że jest rok wyborczy i te wahania w sondażach będą. Ale takim najbardziej obiektywnym sondażem, i to pewnie pan redaktor mi przyzna rację, jest sondaż w dniu wyborów. Elektryzowanie się w tej chwili tym, co pokazują sondaże, powinno służyć politykom do tego, aby układać odpowiednie strategie, ale na pewno nie przesądzać o tym, co się wydarzy w dniu wyborów.

Dzisiejsza Rzeczpospolita, pani premier, przynosi artykuł pt. „Żądania zniszczą budżet. Zaspokojenie przez rząd wszystkich zgłaszanych dziś roszczeń kosztowałoby nas około (uwaga!) 36 miliardów złotych”.

No, ja podejrzewam, że te żądania w roku wyborczym będą się pokazywać każdego dnia następne. Więc myślę, że to nie jest kwestia tylko i wyłącznie 36 miliardów złotych, że te żądania mogą być zdecydowanie wyższe. Ale też pamiętajmy, że ten rząd przyjął budżet i ten rząd ma określoną politykę, politykę, którą 4 lata temu prezentował prezes Rady Ministrów Donald Tusk, dzisiaj od czterech miesięcy Ewa Kopacz, i to jest polityka bardzo odpowiedzialna, ale polityka, w której nie dominują podszepty ani skrajnych liberałów, ani skrajnych prawicowców. Zdrowy rozsądek muszą się mieścić w tej prezentacji działań tego rządu, ale też w realiach finansowych. Ambicje, które w tej chwili posiadamy, i to są ambicje bardzo zdrowe, po to, żeby między innymi nie powtórzyć chociażby scenariusza greckiego, są takie, aby właśnie w tym roku, w roku 2015 wyjść z procedury nadmiernego zadłużenia. I myślę, że ta dyscyplina, a nie rozdawnictwo na prawo i lewo, czyli zdrowy rozsądek i realizowanie swojego programu, to jest to, czym będzie kierował się ten rząd, niezależnie od tego, jakie będą w tej chwili wysuwane postulaty.

No tak, tylko przyzna pani, pani premier, że kolejka chętnych to się wydłuża, i to mocno się wydłuża.

Ale zawsze tak było w roku wyborczym. Gdyby pan prześledził, zawsze będą dominować ci, którzy na scenie politycznej, ci, którzy będą obiecywać bezkarnie. Tu też można nawiązać do tego, co się wydarzyło w Grecji. Ci będą nawiązywać do obietnic i deklarować, że wszystko to po wyborach będą realizować, wtedy, kiedy zdarza się tak, że... oby w Polsce się to nie zdarzyło, ale gdy już dochodzą do władzy, okazuje się, że budżet jest jedynym ogranicznikiem i że realizacja tych obietnic staje się niemożliwa. Ja nie chcę obiecywać, chcę realizować ten program, który był programem realnym, zawartym w ramach budżetu, ale też szanujący każdą grupą społeczną i ich potrzeby.

Pani premier ma czas do piątku według związkowców–rolników. Jeśli nie spełni pani ich żądań, a nie chcą rozmawiać z ministrem rolnictwa, tylko chcą rozmawiać z premierem, no bo skoro premier rozmawia z górnikami, to dlaczego nie z rolnikami...

Dlatego że...

Jeśli pani nie spełni ich oczekiwań czy wręcz żądań, to wtedy będzie tzw. zielone miasteczko albo będą blokowane drogi, dojazdy do miasta i tak dalej, i tak dalej. Czy pani jest przygotowana na takie spotkanie?

Kiedy się wchodzi do polityki, to się jest przygotowanym na różne scenariusze. Jedno mogę powiedzieć: jestem zwolennikiem dialogu, ale na pewno nie jestem zwolennikiem stawiania ultimatum rządowi. Jeśli mamy rozmawiać, a dowód na to, że potrafię rozmawiać, chociażby były rozmowy z górnikami, to, że chcę rozmawiać, to dzisiejsze spotkanie, na które zaprosił minister mojego rządu, minister Kosiniak-Kamysz, przedstawicieli związków zawodowych, aby rozmawiać o formule, w której trzeba rozmawiać. Jeśli nie jest to formuła komisji trójstronnej, która być może się wyczerpała, to dzisiaj jest dobry moment do tego, aby rozmawiać, w jakiej formule, ale trójstronnej, kiedy będą związki zawodowe, pracodawcy i rząd, będą rozmawiać na przyszłość. I to będzie takim dobrym testem na to, czy tu chodzi tylko i wyłącznie o dialog i rozmowę, a może chodzi o coś zupełnie innego – chodzi o politykę w roku wyborczym. Ja bym chciała, żeby związki zawodowe, i takie jest oczekiwanie pewnie wszystkich pracowników, którzy dzisiaj wybrali swoich reprezentantów w tych centralach związkowych, aby związki zajmowały się i reprezentowały interesy pracowników, a nie zajmowały miejsce opozycji politycznej w tej chwili.

A czy takie zdanie: „Apeluję do premier, do piątku dajemy czas na rozmowy ostatniej szansy” to jest ultimatum, czy to nie jest ultimatum, pani premier? To szef związkowców rolniczych jest autorem.

Ja uważam, że każdy może apelować do premiera, bo premier po to jest, żeby służyć ludziom, i każdy może apelować. Ja, oczywiście, nie jestem głucha na tego rodzaju apele, ale powtarzam jeszcze raz: jestem zdolna do każdego dialogu bez przystawiania pistoletu do głowy, bez stawiania ultimatum, bo to wtedy nie jest dialog.

Ciąg dalszy problemów w górnictwie będzie, a właściwie to już jest, bo to, że Kompania Węglowa ma porozumienie, przyjęta została stosowna ustawa sejmowa, to jest jeszcze nie koniec. Według prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego płynność finansowa tej spółki dobiegnie do końca w kwietniu. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej dzisiaj jest referendum przedstrajkowe, zarząd wypowiedział trzy układy zbiorowe, jeden dotyczący między innymi wzrostu płac. Górnicy nie zgadzają się na jakiekolwiek ograniczenia. Czy będzie pani ponownie jeździła na Śląsk, tyle tylko, że tym razem nie do Kompanii Węglowej, a do Jastrzębskiej Spółki Węglowej albo do Katowickiego Holdingu?

Proszę pamiętać, że przedstawiliśmy program naprawy nie tylko Kompanii Węglowej, ale jeśli ten program, wdrażany z takimi oporami i z takimi emocjami, również społecznymi, ale też i politycznymi, dzisiaj został przyjęty, ale też ma swój instrument, czyli ustawę, która pozwoli ten program wdrożyć, to dobry program można przekładać na wszystkie inne kopalnie, a więc zarówno w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, jak i w Katowickim Holdingu Węglowym. Jedno jest pewne: dzisiaj do tego, żeby zrealizować ten program, potrzebne są dwie strony. To nie jest tylko i wyłącznie wysiłek ze strony rządu. Wysiłek również ze strony tych, którzy w tym górnictwie pracują. I wszyscy dokładnie wiemy, rząd określił bardzo czytelnie: chce, aby polskie bezpieczeństwo energetyczne oparte było na polskim węglu, a skoro tak, to ten węgiel musi być konkurencyjny na rynku. A skoro tak, to dzisiaj ci górnicy, którzy pracują najciężej tam, na dole, mają być przede wszystkim obiektem naszego zainteresowania, ale też muszą uczestniczyć w tym trudnym procesie naprawy. To nigdy nie jest łatwe. Dlatego też to, co rząd zaproponował, a zaproponował jako pierwszy rząd od kilkunastu lat, nie ma dzisiaj prostego transferu pieniędzy z budżetu państwa nie tylko dlatego, że nie może być, bo dzisiaj jesteśmy w innych realiach i nie możemy udzielać nieuzasadnionej pomocy publicznej, ale właśnie dlatego, że jesteśmy odpowiedzialni, mówimy: po raz pierwszy przekonaliśmy górników do tego, że polskie górnictwo trzeba naprawiać. Ja mam pełną satysfakcję po tych rozmowach, kiedy tych górników na tym dwunastogodzinnym spotkaniu przekonywałam do tego programu. I cieszę się, że mam partnera do tego trudnego zadania, jakim będzie naprawa polskiego górnictwa.

Czyli rozumiem program został przyjęty, oceniony jest różnie, o czym pani premier doskonale wie, ale gdyby...

Ale to czas pokaże.

...gdyby coś się pojawiło...

Ja zazdroszczę...

...jakieś żądania ze strony tych spółek węglowych, o których wspomniałem, pani premier na Śląsk nie pojedzie.

Ja zazdroszczę wszystkim tym, którzy dzisiaj już oceniają, jak ten program wygląda, jakie przyniesie efekty. Ja uważam, że ten program, który powstał, no, w dość trudnej sytuacji, kiedy wiedzieliśmy, że za chwilę Kompania Węglowa pozostanie bez środków na wypłaty, kiedy związki zawodowe siadły do stołu, mówiąc: praktycznie nie akceptujemy tego, żeby naprawiać polskie kopalnie, to dzisiaj ten program jest gwarantem tego, że możemy go kopiować na wszystkie inne kopalnie, jeśli się sprawdzi. Więc ja bym przestrzegała wszystkich tych, którzy dzisiaj oceniają, kto wygrał, kto przegrał, program dobry, program zły, tym bardziej że jak pan redaktor zauważył, był taki moment nawet na sali sejmowej, kiedy posłowie opozycji z jednej strony bardzo mocno krytykowali i uważali, że to jest najgorsze z rozwiązań, potem generalnie przyznali, że dobrze się stało, że to porozumienie powstało i że program będzie realizowany. Więc niech czas pokaże i zweryfikuje, kto w tej sprawie miał rację. Ja wiem tylko jedno – rząd jest w tej sprawie zdeterminowany po to, żeby naprawiać polskie górnictwo, a nie pozwolić na to, żeby upadały kolejne kopalnie.

Kolejny problem, czyli osoby, które zaciągnęły kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich. Wicepremier Janusz Piechociński mówi, że w środę zaprezentuje nowe rozwiązania dla tzw. frankowiczów. Czy pani te rozwiązania są znane?

Ja oczywiście mogę tylko i wyłącznie zaprosić prezesa KNF-u, dyrektora KNF-u, i mogę zaprosić, oczywiście, szefa UOKiK-u po to, żeby prosić ich o nadzór prawidłowej reakcji ze strony banków, jeśli chodzi o sytuację kredytobiorców, którzy w tej chwili ze względu na rosnący... wzrost kursu franka znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Ale powtarzam jeszcze raz: to są dwie instytucje niezależne. Ja zareagowałam, poprosiłam o spotkanie, odbył się Komitet Stabilności Finansowej, na której banki zadeklarowały swoje rozwiązania. Jedno mogę panu tu zadeklarować i radiosłuchaczom również: jeśli będę miała do wyboru dzisiaj interes banków lub interes tych ludzi, którzy te kredyty pobrali, stanę po stronie ludzi. Ale to kosztem polityki banku, a nie kosztem budżetu. Dlatego też te rozwiązania, o których pewnie będzie mówił pan premier Piechociński, łącznie najprawdopodobniej z przewalutowaniem, będą pewnie znane pod koniec tygodnia, a ja mogę zagwarantować jedno – że będę bardzo się starała i prosiła o to, nie kazała, bo te instytucje są niezależne, aby te rozwiązania nie weszły w życie za trzy, cztery miesiące,  ale dość szybko, bo od tego zależy los tych ludzi.

(...) się orientuje, to raty płaci się co miesiąc, więc rzeczywiście to byłoby wskazane, żeby...

No więc czas jest tu zdecydowanie istotny.

Dlaczego pani premier zdecydowała się na taką dosyć w sumie ostrą polemikę z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na urząd prezydenta, panem Andrzejem Dudą, po jego rozmowie i wypowiedzi dla radia RFM po rozmowie z red. Konradem Piaseckim?

A z jednego powodu, z tego powodu, że ja jestem zwolennikiem pokoju i spokoju. Nie jesteśmy formacją ani nie stoję na czele formacji, która chce wiecznie konfliktów czy ewentualnie doprowadzać do sytuacji niebezpiecznych. Podczas swojego exposé obiecywałam i nie tylko obiecywałam, deklarowałam i będę robić wszystko, aby po czasie mojego premierostwa stanąć przed Polakami i powiedzieć: dotrzymałam słowa. Dla mnie bezpieczeństwo Polaków jest rzeczą świętą. I jeśli tak ma być, to dzisiaj nie można, szczególnie polityk, który kandyduje na tak wysoki urząd, dzisiaj nie może być dwuznaczny w tej sytuacji. Nawet jeśli twierdzi, że nie to miał na myśli, to od kandydata na najwyższe stanowisko w tym państwie oczekuje się przede wszystkim konkretów i jednoznaczności.

Pan Andrzej Duda powiedział: „Pamiętajmy o tym, że jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia. Należałoby to rozważyć, to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się było nad nią dobrze zastanowić”. A pani premier powiada: „Słyszałam od kandydata Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta, który powiedział, że powinniśmy wysłać żołnierzy na Ukrainę”. On tego nie powiedział.

Ale wie pan, ja słyszałam to również od komentatorów, którzy przekazywali bardzo jednoznacznie w różnych stacjach i radiowych, i telewizyjnych, i przekazywali jednoznacznie tą wypowiedź tak, jak ją zrozumieli. Czyli ja rozumiem, że wszyscy inni źle zrozumieli tę wypowiedź, jedynie pan Duda i jego rzecznik zrozumieli dobrze tę wypowiedź. Skoro tak...

No, będzie pozew w tej sprawie, panie premier.

Proszę?

Będzie pozew w tej sprawie.

No, pozwy też są dla ludzi, prawda? Więc jeśli pozwy będą tylko po to, żeby tłumaczyć, czy pan kandydat na prezydenta jest osobą konkretną i precyzyjną w swoich wypowiedziach, to niech ten proces się toczy, oczywiście. Ja bardzo chętnie w tym procesie będę uczestniczyła. Ja uważam, że dzisiaj jedyną rzeczą, którą Polakom się należy, to powiedzieć uczciwie i precyzyjnie, i prawdziwie, że Polska nie wybiera się na żadną wojnę, że dzisiaj Polska nie będzie wchodzić w żadne konflikty zbrojne. I tego oczekuję od każdego kandydata. I to słyszę od kandydata, mojego kandydata, którego będę popierać, który jest bardzo jednoznaczny. Pan Bronisław Komorowski jest zwolennikiem przede wszystkim pokojowych rozwiązań i na pewno nie będzie nikogo wysyłał na wojnę.

No to pani premier uprzedziła moje ostatnie pytanie: czy i w jakiej formie oraz ewentualnie jaką kwotą Platforma Obywatelska wesprze Bronisława Komorowskiego, jeśli zdecyduje się startować w drugiej turze wyborów?

Oczywiście, że wesprze Bronisława Komorowskiego, uważam, że to jest jedyny dobry kandydat w tej chwili, który gwarantuje i pokój, i spokój w Polsce, ale też bardzo szybkie interwencje i rozwiązania legislacyjne, korzystając ze swoich uprawnień, ze swojej inicjatywy legislacyjnej wtedy, kiedy jest to potrzebne nie konfliktuje społeczeństwa, a poza tym tak po ludzku można powiedzieć: jest człowiekiem, który potrafi słuchać innych. I to sobie bardzo cenię w tym kandydacie, w naszym kandydacie, kandydacie Platformy Obywatelskiej, którego po pierwsze nie tylko go Platforma będzie popierać, głosząc to, co ja przed chwilą powiedziałam, ale będziemy go również wspierać na wszystkie możliwe sposoby.

Także finansowo przy okazji kampanii.

Także.

15 milionów złotych, taka padła suma w różnych takich kuluarowych rozmowach.

Będzie różnie, w miarę potrzeby.

To poparcie oficjalne nastąpi jeszcze przed ogłoszeniem daty wyborów przez marszałka Sejmu?

Nie, chciałabym, żeby to nastąpiło zgodnie z obowiązującymi zwyczajami, że wtedy rozpoczynamy kampanię wyborczą, deklarujemy, kto jest naszym kandydatem, kiedy marszałek Sejmu ogłosi termin wyborów prezydenckich. Chcemy być... różnić się od tych, którzy rozpoczęli kampanię, to też zadziwiające, wtedy, kiedy jeszcze nie wiadomo było, kiedy odbędą się wybory prezydenckie. A więc naszym kandydatem niewątpliwie oficjalnym ogłoszonym będzie Bronisław Komorowski, wtedy, kiedy marszałek Sejmu ogłosi termin wyborów prezydenckich. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image