sikorski.png

Mam plan reform funkcjonowania Sejmu. Zmiana w systemie rozliczeń wyjazdów zagranicznych wkrótce wejdzie w życie. Chcę podnieść prestiż parlamentu także poprzez program inwestycyjny - mówi marszałek Sejmu Radosław Sikorski.

"Rzeczpospolita": Obejmując stanowisko, mówił pan, że chce podnieść prestiż Sejmu. Czy zlecając audyt zagranicznych wyjazdów posłów lub dyskutując o sałatce jednej posłanki, buduje pan ten prestiż?

Radosław Sikorski, marszałek Sejmu RP: Mam plan reform funkcjonowania Sejmu, ale, rzeczywiście, kontrowersje nie ułatwiają mi wprowadzenia go. Natomiast zmiana w systemie rozliczeń wyjazdów zagranicznych wkrótce wejdzie w życie. Chcę podnieść prestiż parlamentu także w inny sposób – poprzez program inwestycyjny. Gdy byłem w Berlinie, pokazywano mi nowe gmachy dla Bundestagu, inwestycje warte zapewne ponad 1 mld euro. Wracam do kraju, a dziennikarze pytają mnie z wyraźną pretensją o planowany zakup autobusu dla parlamentarzystów wartego tysiąckroć mniej. Czy to poważne? Uważam, że nie da się robić pierwszoligowej polityki europejskiej, dysponując infrastrukturą z epoki Gierka. Jeśli posłowie mają mieć szacunek do siebie i cieszyć się szacunkiem obywateli, muszą pracować w godziwych warunkach.

Polacy nie ufają Sejmowi, bo wygląda jak za Gierka?

Byłoby to uproszczeniem. Brak zaufania wynika z tego, jak posłowie się zachowują, jak się do siebie nawzajem odnoszą i w efekcie tak są postrzegani przez rodaków. Najwyższa pora, aby politycy i przedstawiciele mediów zastanowili się, jak wspólnie budować wzajemny szacunek. Zwróćmy uwagę, że w parlamentach Wielkiej Brytanii czy USA kamery nie mają wszędzie dostępu. W Kongresie filmuje się mówiącego, w Izbie gmin kamery nie filmują całego posiedzenia. U nas kamery są włączone przez cały czas posiedzenia Sejmu, co prowadzi do mylnego wrażenia, że posłowie nie pracują, bo sala bywa pusta. A przecież praca merytoryczna odbywa się wówczas w komisjach.

Ale chodzi też o temperaturę sporu. Jeśli na Sali sejmowej padają obelżywe słowa...

Posłowie używający mocnej retoryki walczą o rozpoznawalność wśród wyborców, niestety kosztem prestiżu Sejmu. Politycy zachowują się lepiej bez kamer niż w ich obecności. Gdy w moim gabinecie obraduje prezydium Sejmu lub konwent seniorów szefowie różnych klubów czy wicemarszałkowie z różnych partii konstruktywnie pracują, dyskutują, wymieniają poglądy, uzgadniają porządek obrad czy treści uchwał. To merytoryczna praca na wysokim poziomie, także kultury bycia. Innym problemem jest to, że posłowie nie mają gdzie w Sejmie porozmawiać, tak by nikt ich nie podsłuchał. Polityka to rozmowy, nieustanny nieformalny dialog posłów, z którego rodzi się konsensus.

Chce Pan ograniczyć dostęp dziennikarzy do pewnych miejsc w Sejmie?

Nie. Media mają swoją ważną rolę. Moim zaś zadaniem jest sprawić, by to posłowie czuli się tu gospodarzami. Chciałbym wspólnie z przedstawicielami mediów wypracować zasady wzajemnego współdziałania.

Obejmując urząd mówił Pan, że chce lepszego dialogu z opozycją. I co pan w tej sprawie zrobił?

Spotkałem się już z większością klubów parlamentarnych...

Z PiS też?

Tak, przekazałem moją gotowość do spotkania z klubem, którego kiedyś byłem członkiem. Ale PiS ma problem z uznawaniem głównych instytucji państwa, takich jak prezydent czy sądy. A raczej uznaje je tylko wtedy, gdy sama je kontroluje. Mamy opozycję insurekcyjną. Choć trzeba przyznać, że nie jesteśmy wyjątkowi. Np. w USA próba delegitymizacji prezydenta przez skrajną prawicę też jest bardzo wyraźna.

Skoro wspomniał pan o USA — dlaczego polska polityka stała się zakładnikiem wewnętrznej amerykańskiej rozgrywki o więzienia CIA?

Polska nie pierwszy raz została wystawiona na niezręczność przez niedyskrecje sojuszników, by przypomnieć Wikileaks.

Jakie błędy we współpracy z USA – z dzisiejszej perspektywy patrząc – popełniła Agencja Wywiadu i ówczesny rząd?

Zgrzeszyli nadgorliwością, choć była ona zrozumiała w ówczesnej sytuacji po ataku Al Kaidy na naszego sojusznika. Jako minister starałem się propagować realizm jeśli chodzi o ocenę postrzegania Polski z jej potencjałem przez kraj taki jak Stany Zjednoczone. Dziś nie akceptujemy automatycznie stanowiska amerykańskiego, tylko przede wszystkim bronimy naszych interesów.

Czyli dziś potrafimy przeprowadzić duże przetargi zbrojeniowe tak, żeby offset zadziałał lepiej niż przy F-16?

Offset dla wielu jest elementem myślenia magicznego, według którego kupując np. F-16 za 3,5 mld dolarów dostajemy offset za 6 mld. To iluzja, offset zawsze będzie kosztować. Bez offsetu mogliśmy kupić F-16 o około 10 proc. taniej. I jest pytanie, czy te 10 proc. lepiej wydać samemu, czy walczyć o dobry program offsetu. Bank Światowy dowiódł, że offset jest najdroższym sposobem pozyskiwania nowych technologii.

Czyli w trwających dużych przetargach – na śmigłowce i system antyrakietowy – nie powinno być offsetu?

Trzeba kupować to co najlepsze po najlepszej cenie, a offset utrudnia rachunek. W obecnej sytuacji namawiam rząd, aby przyspieszyć przetargi lub nawet z nich zrezygnować. Priorytetem jest teraz obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Patrzymy na Ukrainę i widzimy jakie są konsekwencje, kiedy kraj nie panuje nad swoją przestrzenią powietrzną.

Dlaczego powinniśmy kupować bez przetargów?

Bo zrobiło się mniej bezpiecznie. Najbliższe 2 lata są bardzo ryzykowne dla bezpieczeństwa w Europie. Pilna potrzeba operacyjna jest teraz. Sankcje są skuteczne, a Rosja dodatkowo odczuwa niedogodności wynikające z niskiej ceny ropy. Te dwa czynniki podnoszą ryzyko błędu w ocenie sytuacji przez rosyjskie państwo i tym samym o nieobliczalnych w skutkach konsekwencji.

A więc zgadza się pan z szefem niemieckiego MSZ Frankiem-Walterem Steinmeirem, że nie powinno się Rosji zbyt mocno cisnąć, bo stanie się ona wówczas nieobliczalna?

Sankcje powinny wywierać skutek zgodny z naszymi interesami. I to trzeba na bieżąco monitorować. Nie wprowadzamy ich po to, by mieć satysfakcję z zaszkodzenia Rosji, lecz by wpłynąć na zmianę jej zachowania. Gdybyśmy obecne sankcje wprowadzili trzy czy sześć miesięcy wcześniej może Rosja by się tak nie zagalopowała na Ukrainie. Ale Unia zawsze będzie działać wolniej, niż państwa narodowe, taka jest jej natura. (...)

Cała rozmowa: rp.pl


bg Image