EwaKopacz.png

Stan zobowiązań Kompanii na 30 listopada 2014 wynosił 4,19 mld zł. W takiej sytuacji są tylko dwie drogi: upadłość albo plan naprawczy. Propozycja, którą składamy górnikom powoduje, że będziemy mówić o naprawie, a nie o likwidacji - mówi premier Ewa Kopacz.

"ROMAN IMIELSKI, TOMASZ PRUSEK: Premier Donald Tusk zapewniał, że nie będzie zamykania kopalń. Pani rząd postanowił jednak nierentowne kopalnie zamknąć. Dlaczego?

EWA KOPACZ: Dla mnie Śląsk od zawsze stanowił o powodzeniu gospodarczym Polski. Energetyka i wydobywanie paliw kopalnych, przemysł ciężki, hutnictwo nadal są skoncentrowane właśnie tam. To ważny składnik PKB Polski. Powiedziałam na unijnym szczycie klimatycznym (jesienią 2014 r.), ale również podczas exposé w Sejmie, że chcę opierać polską energetykę na polskim węglu. Przy obecnej kondycji Kompanii Węglowej musimy zacząć jej naprawę od planu, który jednocześnie uwzględni dwie rzeczy. Pierwszą jest szacunek dla ciężkiej pracy górników i ich miejsca zatrudnienia. Mogę nazwać to planem ochrony miejsc pracy w górnictwie. Ale z drugiej strony muszę racjonalnie ocenić, jak uzdrowić górnictwo. Z pełną świadomością w roku wyborczym podejmuję trudną reformę, zaczynając od Kompanii Węglowej. Bo wiem, że jeśli ona dzisiaj upadnie – a ma 14 kopalń i zatrudnia blisko 49 tys. osób – to będzie to tragedia dla całej naszej gospodarki. Stan zobowiązań Kompanii na 30 listopada 2014 wynosił 4,19 mld zł. I w takiej sytuacji są tylko dwie drogi: upadłość albo plan naprawczy. Propozycja, którą składamy górnikom – łącznie z urlopami górniczymi, z odprawami, ale przede wszystkim z zapewnieniem tym, którzy dzisiaj pracują w likwidowanych kopalniach, miejsc pracy w kopalniach, które będą w nowej spółce – powoduje, że będziemy mówić o naprawie, a nie o likwidacji. Ta nowa spółka będzie zasilana również przez skonsolidowany przemysł energetyczny, bo minister skarbu chce połączyć małe spółki energetyczne w duże koncerny, które będą partnerem dla nowej spółki.

Jak miałby wyglądać taki paliwowo-energetyczny koncern za kilka lat?

Połączenie zdrowego energetycznego przemysłu z przemysłem górniczym ma na celu nie to, by jeden reanimował drugiego, tylko to, by powstały dwa organizmy, które stanowić będą bardzo mocną podstawę koncernów paliwowo-energetycznych. A do tego potrzebne jest uzdrowienie części górniczej. Do nowej górniczej spółki wprowadzimy dziewięć kopalń z Kompanii, z czego siedem jest w dobrej kondycji, a dwie – w ciężkiej. Ona musi działać tak, by przynajmniej się bilansować. Dlatego w programie naprawczym jest sześciodniowy tydzień pracy, co nie znaczy wcale, że górnicy będą pracować sześć dni – oni będą pracować pięć dni, ale kopalnie będą pracować sześć (za pracę w weekendy górnicy dostają dziś ekstra dodatek). Przy ochronie miejsc pracy, wprowadzeniu nowych technologii i wsparciu kapitałowym przez sektor energetyczny te dziewięć kopalń stanie się bardzo atrakcyjne na rynku, z chwilą kiedy osiągną wysoki stopień rentowności.

Mówi pani o zaangażowaniu spółek energetycznych w rządowy plan, jakby energetyka była państwowa. A ona jest półpaństwowa. Spółki są na giełdzie, tam są prywatni akcjonariusze. Jak przekonać ich do pomysłu, aby wspomogli górnictwo?

Minister skarbu będzie ich do tego przekonywać. W listopadzie, kiedy nie było na wypłaty w Kompanii Węglowej, a na koniec roku nie było pieniędzy na wypłatę barbórki, wiedzieliśmy, że styczeń i luty to są te miesiące, w których już nie będzie z czego dołożyć. Pamiętajcie też państwo, że jesteśmy w UE i nieuprawniona pomoc publiczna spowoduje, że możemy stracić część pieniędzy z Brukseli.

A czy lepszym rozwiązaniem nie byłaby pełna prywatyzacja górnictwa? Prywatne kopalnie, takie jak Bogdanka w Lubelskiem czy Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, fedrują, zarabiają, a problem jest z tymi, które są pod skrzydłami państwa.

Nie jest tak, że chcę wyłamać jeden sektor z wolnego rynku. Nie, ja chcę doprowadzić do tego, by kopalnie były na nim jak najwięcej warte. Dzisiaj, ze swoimi długami, z rozbudowaną administracją, nie są. Dobra sytuacja finansowa nowej spółki to także większe bezpieczeństwo pracy. Bo jak mam pieniądze, to inwestuję w nowoczesne metody wydobycia. Na najtrudniejsze odcinki wysyłam nie człowieka z lampką na głowie, tylko odpowiedni sprzęt, tak jak to się dzieje w innych krajach. Przypominam sobie ostatnie tragiczne wypadki. Dzisiaj, przy tej kiepskiej sytuacji finansowej, zarządy kopalń nie mogą sobie pozwolić na inwestowanie w bezpieczeństwo. Zależy mi na tym, dlatego będziemy notyfikować w Brukseli dokument liczący ponad 500 stron dotyczący bezpieczeństwa pracy w polskich kopalniach. (...)"

Cała rozmowa: "Gazeta Wyborcza" Nr 6. 8339, str. 18


bg Image