siemoniak1.png

Jeśli chodzi o pomoc Irakowi, to w grę wchodzą przede wszystkim kwestie humanitarne. To właśnie Irakijczycy powinni wziąć na siebie główny ciężar działań - mówił wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

Przemysław Szubartowicz: Nasz gość: wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Dzień dobry.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Panie premierze, Grzegorz Schetyna, minister spraw zagranicznych, powiedział po spotkaniu w Stanach Zjednoczonych, że Polska bierze pod uwagę wszystkie możliwości zwiększenia wsparcia dla międzynarodowej koalicji walczącej z dżihadystami w radykalnej organizacji Państwo Islamskie. Co to znaczy „wszystkie możliwości” i właściwie co możemy zrobić?

To prawda, że rozważamy różne możliwości. Przypomnę, że kilka tygodni temu premier Ewa Kopacz rozmawiała telefonicznie z prezydentem Barackiem Obamą i ten temat też się pojawił. Premier deklarowała naszą otwartość na rozmowę w tej sprawie, no i takie rozmowy odbył w Waszyngtonie minister Schetyna. Ja sądzę, że to jest kwestia pomocy humanitarnej, to jest to, co robiliśmy w ubiegłym roku, ale też na pewno rozmawiając ze Stanami Zjednoczonymi, które przewodzą koalicji przeciw Państwu Islamskiemu, będziemy rozmawiali o różnych innych formach wsparcia. To jest kwestia najbliższych miesięcy. Ważne lutowe spotkanie ministrów obrony NATO będzie to też okazja do rozmowy z Amerykanami i zobaczymy, nic tutaj nie jest przesądzone. Przede wszystkim istotna jest sama strategia walki z Państwem Islamskim. Koalicja liczy dwadzieścia kilka państw, jest skoncentrowana na działaniach sił powietrznych, na wsparciu armii irackiej,. Zobaczymy, za wcześnie jest, żeby cokolwiek więcej powiedzieć.

Pan powiedział: pomoc humanitarna, inne możliwości. Oczywiście, pojawiają się pytania i to także jest pewien rodzaj niepokoju naszych słuchaczy, czy jeśli Polska zaangażowałaby się mocniej, czy to nie oznaczałoby, że wchodzimy jednak w pewien obszar bardzo niebezpieczny i narażamy się po prostu bardziej np. na ataki, na to, co już na Zachodzie jest właściwie przedmiotem poważnej debaty, że być może będzie nas czekać zaangażowanie terrorystyczne tutaj, u nas?

Polska po to, aby zmniejszać  zagrożenie terroryzmem, od wielu lat się angażuje w operacje antyterrorystyczne. To był Afganistan, to był wcześniej Irak, więc sądzę, że my nie możemy powiedzieć: nasza wieś spokojna i nie możemy patrzeć na to, co się na świecie dzieje. Świat jest bardzo mały, zagrożenia są globalne, a Polska za ważnym państwem Unii Europejskiej i NATO, żeby się od tych zagrożeń odwracać. Ale oczywiście nasze władze państwowe, rząd, prezydent decydując się na jakiekolwiek działania, będą wszystkie aspekty brały pod uwagę, także bezpieczeństwo w Polsce.

Panie premierze, bo także warto zapytać, bo takie pytania padają, czy ewentualne nasze zaangażowanie się w walkę z Państwem Islamskim może być powiązane z tym, na ile Stany Zjednoczone wypełnią postanowienia szczytu w Newport, na ile zwiększona zostanie obecność amerykańska i natowska w Polsce. Czy to jest taka wymiana, czy byłaby to taka wymiana – my będziemy się mocniej angażować, ale wy musicie zapewnić nam tutaj te wszystkie postanowienia i je wypełnić?

To tak nie działa, to nie są transakcje: to za to. Ważna dla nas jest sprawa wzmocnienia obecności NATO i Stanów Zjednoczonych na Wschodzie Europy, tutaj te wszystkie sprawy, oceniam, przebiegają w pozytywnym kierunku, ale też działając jako Sojusz, działając też jako bliscy partnerzy Stanów Zjednoczonych, tak jak mówiłem, od lat nie uchylamy się od naszego angażowania w różnych innych miejscach, zakładając, że to jest też nasze zadanie i jeśli my komuś pomagamy, to i inni są zobowiązani do pomocy nam. Tak działa NATO. Myślę, że wielkim błędem byłaby taka polityka transakcyjna coś za coś, ona miałaby bardzo krótkie nogi.

A czy pan w ogóle dopuszcza taką myśl, że Polska mogłaby się zaangażować militarnie w walkę z Państwem Islamskim?

Sądzę, że nie. Widać, z jaką ostrożnością same Stany Zjednoczone podchodzą do tych kwestii, nie chcą  – tak jak to w Stanach Zjednoczonych pada – powtarzać trzeciej wojny w Iraku. Więc myślę, że tutaj w grę wchodzą właśnie kwestie pomocy, wsparcia, wsparcia państwa irackiego, to ono powinno wziąć na siebie ciężar różnych działań. To się zresztą dzieje, wiele państw ruszyło tutaj do pomocy, do wsparcia, więc myślę, że śledząc tę sprawę bardzo uważnie, ta sytuacja w ciągu ostatnich kilku miesięcy się zmieniła na korzyść, to już nie jest tak, że ryzykowano tym, że dużą część Iraku zajmą bojownicy Państwa Islamskiego czy w ogóle zdestabilizują to państwo. Dzisiaj widać... Oczywiście do jakiegoś sukcesu jest daleko, ludzie giną, natomiast ta sytuacja jest już lepsza niż jakiś czas temu, widać tutaj pewne osiągnięcia tej operacji antyterrorystycznej.

A jak pan ocenia także po rozmowach ze swoimi partnerami z krajów unijnych, krajów natowskich zagrożenie terroryzmem w tej części świata, u nas?

Terroryzm nie pojawił się w ostatnim czasie, to jest zjawisko, to jest patologia obecna w Europie od dziesiątków lat. Pamiętamy zamachy w Europie Zachodniej, Czerwone Brygady, Frakcja Czerwonej Armii, różne organizacje. Tak że od lat 70–80. to się dzieje z różnym natężeniem, z różnymi przyczynami. Tak że na pewno jest tak, że w centrum uwagi zachodniego świata jest... był, jest i będzie terroryzm. I zdajemy sobie sprawę z tego, że jego źródła są skomplikowane i też nie tylko można to kojarzyć z islamskimi fundamentalistami. Przypomnę sprawę Breivika w Norwegii. Tego rodzaju działania są patologią naszego współczesnego świata, musimy umieć  z nimi walczyć i to jest ogromne wyzwanie dla wszystkich służb, które są za to odpowiedzialne, także w Polsce.

Jeśli chodzi o natowskie zaangażowanie w różne misje, to jak pan ocenia zakończoną natowską operację ISAF, jaką Sojusz prowadził w Afganistanie od wielu lat?

Była to na pewno największa operacja NATO w historii. Polska w niej brała bardzo aktywny udział. Pamiętamy o 43 poległych naszych żołnierzach, o wielu rannych. Na oceny polityczne przyjdzie czas, Afganistan na pewno się zmienił. Czy pójdzie drogą rozwoju, drogą poszanowania praw człowieka, ocenimy. Ten postęp w ciągu ostatnich 10 lat jest w tym względzie widoczny. Z punktu widzenia naszych żołnierzy, naszego wojska było to zaangażowanie, które oceniam dobrze. Myślę, że to są oceny także... nie myślę, tylko wiem, oceny kierownictwa dowództwa koalicji ISAF, ale także i samych władz afgańskich, Afgańczyków. Miałem o tym okazję wielokrotnie rozmawiać. Nasi żołnierze wypełniali swoje zadania związane z ochroną bezpieczeństwa, ale też i jako Polska, udzielając pomocy rozwojowej, szczególnie w prowincji Ghazni, zrobiliśmy wiele dobrego dla tamtejszych ludzi.

Panie premierze, a jak tę misję będzie można wykorzystać, obecność polskich żołnierzy i właściwie sprawdzanie się w tamtej operacji, w modernizacji armii, w tym, co nas czeka w 2015 roku także, czyli w pewnych zmianach, jakie mają nastąpić?

Na pewno to jest ogromne doświadczenie dla żołnierzy. Oczywiście, tutaj zakres sprzętu używanego w Afganistanie ze względów jakby naturalnych był dość ograniczony, natomiast na pewno było to bezcenne doświadczenie dla dowódców, którzy pracowali, służyli w międzynarodowej strukturze, a także dla żołnierzy, którzy brali udział w realnej misji bojowej, z prawdziwymi zagrożeniami, z prawdziwym przeciwnikiem. Jeśli chodzi o sprzęt, to na pewno też był taki dobry poligon dla kołowego transportera opancerzonego Rosomak. W zeszłym roku, właściwie półtora roku temu podjęliśmy decyzję o przedłużeniu licencji i kontynuacji produkcji w Siemianowicach tego transportera. Więc na pewno takie sprawdzenie w realnych warunkach jest szalenie istotne. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl

foto: pap


bg Image