crop-uCpX739nym3DAew_180x130-0.png

Plany zagospodarowania przestrzennego przeważnie nie są nastawione na kreowanie przestrzeni publicznej. Wszystko dlatego, że traktujemy proces planistyczny jako procedurę, która ma jedynie usprawnić budowanie - pisze senator Janusz Sepioł.

"Zamiast walki o przestrzeń publiczną, obserwujemy zanik wspólnoty, czego przejawem jest chociażby grodzenie osiedli. Jak wskazałem w raporcie „Przestrzeń życia Polaków”, w naszych miastach obserwujemy dwie tendencje. Pierwsza to właśnie zamykanie się osiedli lub ucieczka z miast, czego konsekwencją jest suburbanizacja. Druga polega na nowych ruchach miejskich – pojawiają się nowi mieszczanie; część osób deklaruje chęć powrotu do centrów miast, następuje reurbanizacja. Miejski styl życia wymaga jednak specyficznej przestrzeni, dlatego też należy ją rozwijać. Problem w tym, że po pierwsze, przestrzeń publiczna nie jest inwestycją celu publicznego w sensie prawnym. W efekcie podmiot zarządzający nie ma mocnych podstaw działania, nie może np. wywłaszczać w tym celu nieruchomości.

Druga kwestia dotyczy tego, że plany zagospodarowania przestrzennego przeważnie nie są nastawione na kreowanie przestrzeni publicznej.

Wszystko dlatego, że traktujemy proces planistyczny jako procedurę, która ma jedynie usprawnić budowanie. Pod takim kątem patrzy się też na wszystkie inicjatywy ustawodawcze. (...)"

Cały tekst: "Dziennik Gazeta Prawna" Nr 252 (3893 W2), str. B6


bg Image