arukowicz.png

- Trzeba zakończyć tę historię grudniowo-styczniową toczącą się od kilkunastu lat. Zapłacimy za każdego pacjenta, który nie zostanie przyjęty w przychodni, przed którym lekarze Porozumienia Zielonogórskiego zatrzasną drzwi przychodni - mówił minister zdrowia Bartosz Arłukowicz w "Kontrwywiadzie" RMF FM.

Konrad Piasecki: Panie ministrze, cztery na dziesięć przychodni zamkniętych 2 stycznia - przecież to jest katastrofa.

Bartosz Arłukowicz:  Bez przesady panie redaktorze. Umowy spływają cały czas w sposób ciągły.

Ile będzie zamkniętych? Jedna czwarta? Jedna trzecia?

Lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego, to jest taka organizacja związkowa zrzeszająca lekarzy rodzinnych, podjęła decyzję o tym, że zamknie swoje przychodnie.

Podjęła decyzję, bo nie była w stanie się z panem dogadać.

Podjęła tę decyzję dzień przed negocjacjami. Wysłała wytyczne do swoich lekarzy 28 grudnia, że 1 stycznia przychodnie mają być zamknięte.

Jeśli się nie dogadają z panem.

Ale powiem panu, że to dogadanie wyglądało dosyć dziwnie. 17 grudnia byliśmy już blisko i mamy protokół zbieżności, rozbieżności, podpisany przez prezesa Krajewskiego, to jest prezes Porozumienia Zielonogórskiego, w którym oczekiwał od resortu wzrostu finansowania do 1 170 000 000. Wczoraj nagle zmienił się negocjator. Negocjacje przejął dr Marek Twardowski, nie wiem czy pan kojarzy tę postać, i powiedział twardo: 2 000 000 000 złotych i tyle. Do tego mamy oczekiwanie takie, żeby przez przynajmniej 20 dni w roku przychodnie mogły być zamknięte, żeby w pierwszą, czy drugą środę każdego miesiąca mogły być krócej czynne. No wie pan, ja nie mogę pozwolić na to, że przychodnie będą zamknięte przez 20 dni w roku, a pacjent będzie się odbijał od drzwi.

Ale tak to one będą zamknięte od 2 stycznia non stop. Uważa pan, że lepsze jest takie rozwiązanie?

Kiedyś trzeba skończyć chocholi taniec. Od kilkunastu lat w Polsce, i stykają się z tym wszystkie rządy, przez rząd Millera, pana ministra Religę, przez nasz rząd, stykają się z takim chocholim tańcem na przełomie świąt i nowego roku i takim szantażowaniem pacjenta, czy te przychodnie będą otwarte czy nie. Kiedyś trzeba to przerwać.

Nie pan ten chocholi taniec przerywa wcześniej. Dlaczego pan te negocjacje prowadzi do 29 grudnia?

Z bardzo prostej przyczyny. Dotychczas obowiązywały przepisy mówiące o tym, że lekarze podpisywali te umowy na rok. Na tym polega między innymi oś sporu.

Ale można zacząć z nimi negocjować wcześniej i można z nimi skończyć negocjować wcześniej, a nie narażać pacjentów, że oni będą protestować od 2 stycznia.

Gdyby pan zechciał wysłuchać, panie redaktorze. Jednym z zapisów, które wprowadziłem w ustawie jest dokładnie właśnie to, żeby umowy nie były podpisywane na rok i kończyły się każdego 31 grudnia, tylko w ustawie zapisaliśmy to, i na szczęście parlament to przyjął, że umowy podpisuje się na czas nieokreślony. W ten sposób kończymy te świąteczno-noworoczne przepychanki. A to, że żądania wzrosły... żądanie wprowadzenia opłaty za wejście do przychodni lekarza rodzinnego, a to zostało wyartykułowane na piśmie, w czasie negocjacji, to jest coś, na co się nie mogę zgodzić. 

Panie ministrze, ile gabinetów podstawowej opieki zdrowotnej będzie 2 stycznia zamkniętych?

Na dzisiaj mamy 61 proc. przychodni, które przedłużyły umowę...

... Czyli 39 proc. nie przedłużyło?

W przychodni pracuje po kilku lekarzy i na wczoraj dane, bo rano nie zdążyłem ich jeszcze sprawdzić, ponad 68, blisko 70 proc. lekarzy POZ jest objętych umową.

Czyli istnieje niebezpieczeństwo, że 30 proc. lekarzy, którzy nie będą przyjmować? Ma pan jakieś lekarstwo na tę katastrofę?

Już panu mówię. Ja oczywiście ma przygotowany plan rezerwowy, przygotowując tak trudną reformę systemu lekarza rodzinnego, musiałem mieć przygotowany plan B, za chwilę o nim powiem. Ale chcę powiedzieć o takiej bardzo ważnej sprawie. Są trzy duże grupy lekarzy rodzinnych. Porozumienie Pracodawców pani dr Janickiej, które wynegocjowało swoje warunki twardo, ale wynegocjowało i podpisało umowy, mamy Kolegium Lekarzy Rodzinnych, które negocjowało z Porozumieniem Zielonogórskim, te negocjacje były prowadzone w sposób niezwykle twardy ale kulturalny. Kolegium Lekarzy Rodzinnych wydało wczoraj z siebie głos, że kończy współpracę z Porozumieniem Zielonogórskim i zaczynają podpisywać. Te umowy będą dzisiaj do nas spływać. Ja chcę zakończyć z tym oczekiwaniem rok rocznym 31 grudnia, czy umowy spłyną czy nie.

Panie ministrze, pan się powtarza, a ja pytam, co mają robić pacjenci, którzy zobaczą kartkę, że przychodnia zamknięta, czy gabinet zamknięty. 

Uruchomiliśmy plan B. Trzeba zakończyć tę historię grudniowo-styczniową toczącą się od kilkunastu lat. Zapłacimy za każdego pacjenta, który nie zostanie przyjęty w przychodni, przed którym lekarze Porozumienia Zielonogórskiego zatrzasną drzwi przychodni. Zapłacimy za każdego takiego pacjenta.

Ale komu zapłacicie?

Izbom przyjęć, SOR-om. Zapłacimy 45 złotych za każdą wizytę.

Czyli tacy pacjenci mają się zgłaszać do izby przyjęć albo...

...do najbliższego szpitala.

Ale te szpitale są i tak zapchane.

Momencik, duża część tych przychodni, blisko 70 proc. na dzisiaj, podpisało umowy i pracuje. Clou problemu. Wszyscy ci pacjenci, przed którymi lekarze z Porozumienia Zielonogórskiego zatrzasną drzwi, mają prawo, i to także zmienialiśmy w tym roku w ustawie, zmienić swojego lekarza rodzinnego do trzech razy w roku, wypisując tylko jedną małą deklarację, że chcą zmienić lekarza.

Ale czy nie będzie takich miejsc, gdzie oni nie znajdą tego innego lekarza, bo tyle przychodni będzie zamkniętych.

Dam panu przykład. Prezes Porozumienia Zielonogórskiego - dr Krajewski, ma jedną z dziewięciu w swoim powiecie przychodni lekarzy rodzinnych, i pan prezes Krajewski, który stoi na czele tego strajku, pozostał sam, bo ...

Mówił pan: Idźcie do ośmiu pozostałych.

... bo pozostałych osiem przychodni w jego powiecie podpisało tę umowę i pacjenci mają prawo się przenieść. Mało tego. Zapłacimy lekarzom rodzinnym, którzy mają otwarte przychodnie, za pierwszą wizytę tego pacjenta, po to, żeby ci pacjenci zobaczyli tych lekarzy, którzy nie zamykają swoich drzwi przed pacjentami. Koniec z zamykaniem gabinetów.

Jeśli się okaże, że to przede wszystkim pan, pana osoba, pana styl sprawowania urzędu, uniemożliwia porozumienie, to jest pan w stanie odejść?

Panie redaktorze, każdy minister zdrowia jest poddany presji. Ja mogę panu przypomnieć historię z rządu Leszka Millera, kiedy Porozumienie Zielonogórskie zamykało gabinety, minister Religa...

Ja pamiętam negocjacje, koniec roku, zawsze był z tym problem...

Ja też powiem tak. Pani minister Kopacz, kiedy była ministrem zdrowia, była też poddana pewnej ogromnej presji. Nie wiem, czy pan pamięta taką opresję na zakup szczepionek. Wytrzymała to ciśnienie i udało się... Wprowadzono ustawę refundacyjną.

Tak, pamiętam wszystko, moje pytanie jest takie: Czy Bartosz Arłukowicz jest w stanie powiedzieć: "Jeśli moja osoba utrudnia porozumienie, odchodzę".

Bartosz Arłukowicz mówi jasno: nie można szantażować pacjentów na przełomie roku, dzieje się tak od kilkunastu lat, koniec. Porozumienie Zielonogórskie oczekuje warunków finansowych, które są nierealizowalne. Oczekuje wzrostu finansowania o dwa miliardy złotych, możliwości zamykania przychodni w wybrane przez siebie dni i opłaty pacjenta na wejściu.

Czyli nie odejdzie pan...

Pan uważa, że ja mam się na to zgodzić? Nie mogę się na to zgodzić, bo ja stoję na straży bezpieczeństwa pacjentów.

Czyli mówi pan lekarzom: ani kroku więcej i ani grosza dalej.

Ja powiedziałem lekarzom bardzo ważną rzecz. Jestem w stanie pójść na ustępstwa, zwiększyliśmy finansowanie z 700 mln do 1 mld 100. Zmieniliśmy rozporządzenie o ilości badań. Wie pan, ile badań oczekuje się od lekarzy rodzinnych, że wykonają je za ten 1 mld 100? 6 badań. Po to, żeby wykrywać wcześniej choroby, tak ważne jak: prostaty, płuc, czy tarczycy. To jest 6 badań. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image