niesiolowski.png

Gdyby ówczesny szef MSZ jeździł na spotkania z wyborcami rządowym samochodem, pojawiałby się zarzut, że wykorzystuje służbowy samochód do celów politycznych. W przypadku Radosława Sikorskiego nie można mówić o złamaniu prawa - mówił w "Sygnałach Dnia" poseł Stefan Niesiołowski.

Krzysztof Grzesiowski: Poseł Platformy Obywatelskiej Stefan Niesiołowski. Kłaniamy się, panie pośle.

Stefan Niesiołowski: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

Panie pośle, wczoraj Andrzej Biernat, sekretarz generalny Platformy, pełniący obowiązki sekretarza, mówił, że władze Platformy zwrócą się do Radosława Sikorskiego, Bartosza Arłukowicza i Sławomira Neumanna o wyjaśnienie dotyczące kosztów ich podróży służbowych, ale nieco później powiedział, że póki co panowie złożyli swoje wyjaśnienia, one są wystarczające. To prawda?

Ja uważam, że sprawa w ogóle jest całkowicie dęta, fikcyjna. Do nagonki już się przyzwyczaiłem, to nie jest nic nowego. Ta sprawa była w prokuraturze, ona była wyjaśniana, prokuratura ją umorzyła. Że tak powiem, detonowanie tej sprawy w tym momencie przez PiS przypomina poruszenie sprawy przed wyborami pani Gronkiewicz-Waltz, tego domu, całkowite kłamstwo, wyjaśnione wielokrotnie, zarzut o jakieś tam nadużycia, z tego powodu być może pani Gronkiewicz-Waltz na drugą turę wyborów. I to jest taka próba żałosna odgrzewania starej sprawy.

Ale nie widzi pan niczego niewłaściwego...

W czym?

...w wykorzystywaniu takich możliwości, jakie daje prawo? No bo załóżmy prokuratura stwierdziła, że nie przekroczono przepisów, natomiast jest się ministrem, ma się swój samochód...

Ale konkretnie (...) nic niewłaściwe nie widzę.

...z ochroną BOR-u, korzysta się z prywatnego jako poseł, bierze się za to pieniądze.

Tylko ciężar dowodu leży na oskarżycielu, bo stalinowska była metoda, że ktoś był oskarżany, opluty i potem musiał się sam... sam musiał udowadniać swoją niewinność, trochę mi to przypomina, podobnie jak zarzut o fałszerstwo  wyborów. Kaczyński mówi: wybory są sfałszowane, a sądy niech to udowodnią. To ten, kto to mówi, ten, kto oskarża Sikorskiego i innych posłów, jak pan redaktor mówi, o nadużycia samochodu do celów prywatnych, niech to udowodni. Jeszcze raz mówię, pewną zasadą, którą się przyjmuje w cywilizowanym świecie, jest przestrzeganie prawa. Tu nie było złamania prawa, więc mówienie o aferze jest nadużyciem.

No tak, ale ten moment, kiedy przestaje się być ministrem, a staje się człowiek posłem, bo jedzie na spotkanie ze swoimi wyborcami, nie wydaje się panu trochę sztuczne?

No a jak to rozdzielić? Inaczej byłby zarzut, który się pojawiał także, że wykorzystuje samochód, ochronę, kierowcę, to są duże koszty, do celów politycznych, do celów kampanii wyborczej. Takie zarzuty były. Jeżeli minister jechał na spotkanie, pamiętamy, pani premier, to pisowscy moraliści się bardzo martwili tym, czy przypadkiem pani premier nie jechała służbowym autem. No to proszę bardzo, są... jest pewien ryczałt na ten samochód, na koszty kampanii, dla biura i tam w ramach tego to jest, no i w takim razie również krytykują. Poza tym jeszcze raz mówię, dość obrzydliwy spektakl mieliśmy, takie postacie, jak pani Nowacka, która występuje w roli moralistki, osoba, która powiedziała, że rząd polski nie sprowadził wraku, tak jakby to wina polskiego rządu była. Ona będzie uczyć mora... Lisicki taki jest, kiedyś był w Rzeczypospolitej, wyrzucony za artykuł o trotylu, autor pornograficznej nowelki w jednym z brukowców, wystąpił w programach jako moralista. Ja bym wolał... Pan Błaszczak jako moralista. Ja bym wolał, żeby ci moraliści mnie i w ogóle i Platformy Obywatelskiej moralności nie uczyli.

Czyli przepisy, jakie w tej chwili obowiązują, pana zdaniem są właściwe.

Można je zmieniać, ale byłbym ostrożny, bo w atmosferze histerii, jak będziemy reformować to, co funkcjonuje, to nie będzie najlepsze. Znaczy nie upieram się przy tym i w spokojnej atmosferze, rzeczowej można dyskutować, ale te przepisy, pamiętam, jest teraz powód, żeby... pomysł, żeby wrócić do dawnych przepisów, takich, jakie były. One były dość kłopotliwe, trzeba było... Ale proszę bardzo, ja nie mam nic przeciwko temu, natomiast jestem przeciwko nagonce, histerii i wykorzystywaniu takich spraw do walki politycznej, wyjątkowo nieuczciwej, bo ci, którzy najgłośniej krzyczą, szczególnie PiS, mają identyczne sprawy u siebie. Więc jeżeli zaczną czy w ogóle taki postulat, jakie to chamstwo o drugiej osobie w państwie mówić: niech pani Kopacz wyrzuci... Niech pan Błaszczak Kaczyńskiego wyrzuci za ogromne pieniądze z budżetu państwa na ochronę. Przed czym on się chroni? Czego on się boi? To jest nadużycie. To są pieniądze podatników, które chronią pana Kaczyńskiego, który chce mieć swój dwór, swoją ochronę, bo mu się wydaje, że jest premierem.

Obawiam się tylko, panie pośle, że coś, co nazwał pan spokojną atmosferą, to w najbliższym czasie jest niemożliwe do rozwiązywania jakichkolwiek problemów, z którymi mamy do czynienia.

No to nie rozwiążemy żadnych problemów. W atmosferze histerii jestem przeciwny, żeby reformować Kancelarię Sejmu.

Mieliśmy projekt Prawa i Sprawiedliwości dotyczący zmian w kodeksie wyborczym. On został odrzucony w ubiegłym tygodniu. Nawet nie został skierowany do komisji, będzie następny projekt, Sojusz Lewicy Demokratycznej już przygotował, będzie projekt Kancelarii Prezydenta. Czy nie warto było tego pisowskiego projektu przekazać jednak do komisji...

Nie, nie...

...dołączyć do tego projekt SLD, dołączyć do tego projekt prezydencki, jeśli sprawa dotyczy wszystkich...

Głosowałem...

...i coś na podstawie tego stworzyć nowego.

Z tym bez PiS-u sobie damy radę. Głosowałem przeciwko temu projektowi, bo nie damy się szantażować. PiS mówił tak: kto głosuje przeciwko temu projektowi, odpowiada za fałszerstwo wyborów. To niesłychane. To tak samo jak PiS teraz macha Hofmanem i mówi: myśmy wyrzucili Hofmana, to wy wyrzucajcie, będzie nam listę osób, które mamy wyrzucać, pokazywał. No to... Albo: jeżeli nie wierzycie w zamach smoleński, to w takim razie jesteście współwinni. Dość tego, Polska nie będzie się dać szantażować. Odrzucili... On zresztą merytorycznie był zły. On był merytorycznie zły, ale ja się zgadzam  z panem redaktorem, być może dałoby się ten projekt w komisji poprawić, ale po co tak zły projekt poprawiać, jeszcze w atmosferze szantażu, kiedy za chwilę będzie już dużo lepszy projekt, bo zapowiedzi są prezydenta Komorowskiego, lewicy, tamte projekty wpuścimy do komisji i będziemy... myślę, że je uchwalimy. Ale też jest problem czasu, bo czasu jest bardzo niewiele, więc obawiam się, że na te wybory się nie zdąży. (...)

Cała rozmowa: polskieradio.pl


bg Image