lewandowski.png

Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej będzie chciał być w większym stopniu liderem, uprzedzać pewne wydarzenia, inicjować je - mówi europoseł Janusz Lewandowski.

"Donald Tusk zaczął pracę w Brukseli na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej od wezwania na pomoc Pana Boga: Oh, my God!

Rozpoczął w swoim stylu, z poczuciem humoru, demonstrując przy okazji dobrą znajomość języka angielskiego. Jest w Brukseli osobą znaną z bezpośredniego sposobu bycia, więc nikogo nie zaskoczył.

Jego głównym zadaniem będzie organizowanie europejskich szczytów, czyli spotkań premierów lub prezydentów państw UE. Jako polski premier bywał na poprzednich szczytach, więc wie, "czym się to je".

To, że został szefem Rady Europejskiej, wynika z rosnącej wagi Polski, ale także osobistego autorytetu, jakim się cieszy w Brukseli. Zyskał go podczas posiedzeń zwanych szczytami, a także podczas rozmów kuluarowych. Miał wiele okazji, by przyjrzeć się pracy Hermana van Rompuya. Wydaje mi się jednak, że Donald Tusk zechce wzbogacić o nowe elementy tę formalnie opisaną rolę...

Wzbogacić?

Van Rompuy okazywał swój talent w chwilach krytycznych, reagował na kryzysy, które już się pojawiły. Tusk natomiast - jak sądzę - będzie chciał być w większym stopniu liderem, uprzedzać pewne wydarzenia, inicjować je, choć w sensie czysto formalnym rola aktywna, legislacyjna w Unii przypada Komisji Europejskiej.

Na stanowisku przewodniczącego RE trzeba podobno jak najczęściej używać słowa "kompromis". I umieć słuchać. Czy Tusk umie słuchać?

Tusk ma nieco inny temperament polityczny niż jego poprzednik. W PO i w rządzie raczej wydawał polecenia, niż wsłuchiwał się w czyjeś racje. W nowej roli z pewnością będzie się umiał odnaleźć, bo wie, że jest to sztuka kompromisu.

Osiemnastego grudnia odbędziesię pierwszy szczyt. Jaka tematyka go zdominuje?

Nie będzie to szczęśliwie dyskusja o oddzielnym budżecie strefy euro - przynajmniej mam taką nadzieję. Wiadomo, że z tym zagadnieniem Europa będzie się w końcu musiała zmierzyć i rozstrzygnąć, czy budować odrębne instrumenty budżetowe dla strefy euro, czy nie, ale na szczęście ta niewygodna dla Tuska sprawa odwleka się w czasie. Tematem stanie się zatem prawdopodobnie program inwestycyjny przedstawiony w zeszłym tygodniu w Strasburgu przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera. Chodzi o ożywienie gospodarki europejskiej za pomocą programu inwestycyjnego wartego trzysta piętnaście miliardów euro.

W pierwszym dniu swojego urzędowania przewodniczący Tusk podkreślił, że waluta euro jest atutem, a nie wadą Wspólnoty. Mówiąc to, myślał chyba także o Polsce?

W Unii Europejskiej istnieje dziś wola polityczna obrony wspólnej waluty. Żaden z liderów europejskich nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za jej ewentualne fiasko, które byłoby również porażką wspólnoty europejskiej. Euro jest także traktatową przyszłością Polski i trzeba się z taką perspektywą zmierzyć, wierząc, że pomimo stagnacyjnych nastrojów nowa architektura strefy euro daje większe bezpieczeństwo udziałowcom niż krajom, które pozostają poza strefą. (...)"

Cała rozmowa: "Polska The Times" Nr 98(1356), str. 08 - 09

foto: pap

 


bg Image