tusk9.png

- Widać, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej utrzymuje się na stałym wysokim poziomie. PSL osiągnęło dobry wynik w tych wyborach, podobnie może być w wyborach parlamentarnych. Jestem więc przekonany, że koalicja PO-PSL może współpracować w przyszłości - mówi przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

"Polityka: – Jesteśmy po wyborach samorządowych, ciągle w środku burzy związanej z ich przebiegiem, ale wyniki są. I jak jest? PO przegrała czy wygrała? Procentów mniej, mandatów nieco więcej niż PiS, duże miasta jednak przy PO, ale satysfakcji chyba brak?

Donald Tusk: – Jesteśmy w podobnej sytuacji jak w maju po wyborach do Parlamentu Europejskiego, różnice między dwiema partiami są tak niewielkie, że można powiedzieć, iż dwie główne siły polityczne idą łeb w łeb. Przypuszczam, że podobnie będzie także w przyszłym roku, czyli przez cały wyborczy sezon. Oczywiście nie mówię o wyborach prezydenckich, w nich faworyt jest bardzo wyraźny, chociaż nigdy nie należy lekceważyć konkurentów. Generalnie jednak mamy remis i on może trwać dość długo. Gdy patrzę, jak Polacy zagłosowali, to widać, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej utrzymuje się na stałym wysokim poziomie. Ciekawe, że po bardzo konfrontacyjnej jesieni między PiS i PSL to raczej PSL odniosło sukces. PiS zakładało, że jest w stanie zdobyć wyborców PSL, ale to się nie udało. Moim zdaniem dlatego, że Janusz Piechociński nie robił uników, poszedł na twarde zwarcie z PiS, postawił się najmocniej ze wszystkich dotychczasowych szefów tej partii i dużo wygrał. Ciekawe jest zresztą to, gdzie partie szukają nowych wyborców. PiS szukało w elektoracie PSL, a Palikot czy Miller długo stawiali na konfrontację z PO. Moim zdaniem to był taktyczny błąd.

Miller też próbował szukać głosów na wsi.

Ważniejsze było jego powyborcze spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim - miało znaczenie bardziej symboliczne niż polityczne - ale oznaczało jednak przejście na "ciemną stronę mocy". Dotychczasowi wyborcy SLD mogą mu tego nie wybaczyć.

Czy wynik PSL bardzo pana zaskoczył?

Z mojego punktu widzenia, jako byłego szefa Platformy, pokazuje on coś bardzo optymistycznego: ludowcy mogą powiedzieć, że nie tracą na tej koalicji, a to jest dobra prognoza dla przyszłych sojuszy w sejmikach, a także w perspektywie wyborów parlamentarnych. Naturalnie, że oczekiwania działaczy PSL będą teraz większe, że będą bardziej równoprawnym partnerem. W sumie ten wynik wzmacnia centrowy blok w Polsce. Okazało się też, że istotna część wiejskiego elektoratu docenia umiarkowanie i centrowość PSL. Na pewno odpowiednie instytucje powinny zastanowić się nad tym, co spowodowało tak wielką liczbę nieważnych głosów, ale nikt odpowiedzialny nie powie, że akurat to zaważyło na wyniku PSL. Może ten pierwszy numer na liście dawał minimalne fory, ale wynik jest przecież aż o sześć punktów procentowych lepszy niż cztery lata temu.

Jaki więc może być wynik przyszłorocznych wyborów do Sejmu?

Myślę, że dwie główne siły, Platforma i PiS, znów będą w okolicach remisu, może po 32 proc. głosów, i że determinacja tych partii, jakieś drobne zdarzenia mogą zdecydować o zwycięstwie jednej lub drugiej. Lewica - rozumiana jako całość, a więc Miller, Palikot i różne inne środowiska - nie podniesie się po tej klęsce, bo to klęska, jeśli z 20 proc. głosów robi się 10 proc. I z zupełnie dobrym wynikiem wyjdzie z tych wyborów PSL. Jestem więc przekonany, że koalicja PO-PSL może współpracować w przyszłości.

Czy PSL nie odebrało głosów Platformie?

Nie sądzę. Przyrost głosów na PSL wynika także z tego, że prawdopodobnie część lewicowych wyborców zagłosowała właśnie na ludowców. Ubytek głosów oddanych na PO widzę raczej w absencji, a nie w przepływach.

A nie w tym, że Ewa Kopacz zbytnio zdusiła polityczne emocje, starała się wyeliminować główną oś konfliktu między PO a PiS? Pan potrafił tym konfliktem zarządzać i może to dawało wygrane?

Nie. Uważam, że Ewa Kopacz zrobiła, co trzeba - świadczą o tym kolejne, coraz wyższe, rankingi zaufania do niej jako premiera i do rządu, gdzie Ewa Kopacz wręcz bije rekordy, jak choćby w ostatnim badaniu CBOS, w którym ma już 62 proc. zaufania. To jest niebywały sukces Ewy; lepszy od niej jest już tylko Bronisław Komorowski. W moim najgłębszym przekonaniu postępowanie Ewy Kopacz w kampanii, i jako premiera, i szefowej Platformy, przyczyniło się do lepszego wyniku PO, niż mógłby być.

Mówi więc pan tym samym, że Platforma kierowana przez Donalda Tuska traciła już zdolność wygrywania?

Jest oczywiste, że część naszych wyborców czy, szerzej, opinii publicznej, uznała, że taka radykalna zmiana była potrzebna. Ta zmiana w PO była wyjątkowo głęboka i przyniosła dobry efekt. Po pierwszej konferencji prasowej Ewy Kopacz, która została oceniona przesadnie krytycznie, przyszedł czas samych udanych wystąpień i dobrych posunięć. Co będzie dalej? Zobaczymy, ale jestem optymistą.

Co chce osiągnąć Jarosław Kaczyński, rzucając oskarżenie fałszerstwa wyborczego, zwołując demonstracje na 13 grudnia?

Po pierwsze, fakt, iż wszystkie główne partie kontrolowały komisje wyborcze, a PiS było tu szczególnie aktywne, wyklucza intencje fałszowania wyborów przez kogokolwiek. Po drugie - co brzmi nawet trochę zabawnie - PiS po raz pierwszy od 9 lat uzyskało lepszy wynik niż PO i ogłasza, że prawdopodobnie wybory zostały sfałszowane. Uważam jednak, że bardzo poważną sprawą jest liczba nieważnych głosów. Mam też bardzo poważne pretensje do PKW, nie tyle o system informatyczny, bo takie awarie się zdarzają, nawet nie o sposób komunikowania się z opinią publiczną, który, najdelikatniej mówiąc, nie był budujący, ale o to, że nie wyciągnęła wniosków z wcześniejszych wyborów, szczególnie samorządowych, bo już wtedy odsetek nieważnych głosów w niektórych miejscach był bardzo wysoki. Dziś bezwzględnie trzeba zbadać, co jest wadliwego w systemie wyborów, czy to osławiona już książeczka, czy brak informacji, czy są jeszcze inne powody trudności w głosowaniu. Tak czy inaczej, sytuacja jest bardzo ambarasująca i Kaczyński wykorzystuje.

Ale co może osiągnąć PiS destabilizacją, skoro wcześniej próbowało budować wizerunek partii spokojnej, odpowiedzialnej, która może rządzić?

Jednym z fundamentów działania politycznego PiS jest szkodzenie komuś, nawet jeśli nie ma w tym bezpośredniego interesu politycznego. PiS zdecydowanie bardziej wyspecjalizowało się w budowaniu swej siły poprzez atak niż tworzenie czegoś pozytywnego. Jest okazja, aby uderzyć w prezydenta, więc wykorzystują sytuację do maksimum. Nie mam wątpliwości, że ta próba, choć podjęta w związku z wyborami samorządowymi, będzie w sumie wymierzona bardziej w głowę państwa niż w PO. To jest polityczna kalkulacja, chodzi o to, aby uzyskać w wyborach prezydenckich w miarę dobry wynik. (…)"

Cała rozmowa: "Polityka" Nr 49 (2987), str. 18 - 23

 


bg Image