trzskowski3.png

Przez ostatnich siedem lat w Polsce został zrobiony kawał dobrej roboty i to nie my jesteśmy zagrożeni odcięciem gazu przez Rosję - mówi wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski.

"Donald Tusk jest już szefem Rady Europejskiej. Co będzie kluczowe w kontaktach z przewodniczącym Rady w najbliższych miesiącach?

W grudniu będziemy rozmawiali o nowym funduszu inwestycyjnym, czyli dużych pieniądzach, które próbujemy znaleźć w Unii Europejskiej, by zwiększać rozwój gospodarczy. Druga kwestia, o której będziemy dyskutować w marcu, to unia energetyczna.

W kwestii tej unii Polska będzie miała dużo większe oczekiwania niż większość państw...

Chodzi przede wszystkim o próbę uniezależnienia się od dostawców ropy i gazu, a w tej sprawie większość państw europejskich podziela nasze zdanie. Może nie jesteśmy zgodni co do wszystkich mechanizmów działania, ale co do sedna sprawy już tak. Unia powinna mieć mechanizmy solidarnościowe, które pozwalałyby przesyłać energię w dwóch kierunkach – jeśli Niemcy mają dostawę zarówno z Rosji, jak i Norwegii, to mogliby ją przesyłać na przykład do Polski, w sytuacji gdy dostawy do naszego kraju byłyby zagrożone.

A wspólne zakupy gazu dla całej Unii są realne?

To niesłychanie ambitne założenie, którego realizacja w krótkim okresie byłaby problematyczna. Zacznijmy od tego, aby wzajemnie się informować, i koordynujmy działania. Istotne jest także zawarcie listy klauzul zakazanych, by na przykład nie można było w takich kontraktach wpisywać zakazu rewersu gazu.

Wspomniał pan ostatnio w jednym z wywiadów, że uniezależnienie Unii od gazu z Rosji jest możliwe do osiągnięcia w ciągu pięciu lat. Owa niezależność będzie dotyczyć krajów takich jak Polska czy dużych graczy jak Niemcy czy Francja?

Przez ostatnich siedem lat w Polsce został zrobiony kawał dobrej roboty i to nie my jesteśmy zagrożeni odcięciem gazu przez Rosję. Natomiast rzeczywiście wszystkie mechanizmy energetyczne UE można wcielić w życie w takim właśnie horyzoncie czasowym.

Po szczycie klimatycznym rząd informował, że nie wziął na siebie żadnych nowych zobowiązań, w związku z czym ceny prądu nie wzrosną. Ale to chyba nie do końca tak, ponieważ przedsiębiorstwa energetyczne już zapowiadają duże inwestycje i część kosztów zapewne przeniosą na klientów. Pytanie, co będzie później, gdy będziemy musieli wypełniać cele dotyczące na przykład OZE. Czy to nie będzie zbyt duże obciążenie inwestycyjne dla polskich firm energetycznych, a związku z tym i dla klientów?

Zarówno ja, jak i pani premier bardzo precyzyjnie mówiliśmy, że nie weźmiemy na siebie żadnych dodatkowych obciążeń i nie będzie wzrostu cen z nich wynikających. Natomiast mamy obciążenia jeszcze z 2007 oraz 2008 r. i to, owszem, będzie kosztować. Nie będzie jednak wielkich wzrostów związanych z tymi ambicjami, które UE wzięła ostatnio na swoje barki. Jeśli chodzi o OZE, to wspólnie z Brytyjczykami zadbaliśmy, by nie było celów wiążących dla państw członkowskich. Jesteśmy dalej związani tym celem, który był wynegocjowany w 2007 i 2008 r. (...)"

Cała rozmowa: "Dziennik Gazeta Prawna" Nr 234 (3875), str. A14

 


bg Image