tusk1.png

Gdańsk ma pełne prawo czuć się jedną z ideowych stolic Europy i jeśli się szuka symboli Europy, to Gdańsk pasuje pod wieloma względami, przez swoją historię - mówi przyszły przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Mikołaj Chrzan, Michał Jamroż: Francuski publicysta Guy Sorman napisał w zeszłym roku w "Wyborczej", że "symbolem nowej Unii może być jej nowa europejska stolica. Proponuję Gdańsk, w pół drogi między Wschodem a Zachodem, miasto, którego historyczne koleje losu przypominać nam będą o tym, od czego chroni nas Europa. Dewiza dawnej gdańskiej Solidarności - Odwaga i umiar - może stać się dewizą nowej federalnej Europy". Jak Pan, gdańszczanin, który za kilka dni obejmie stanowisko prezydenta Europy, odbiera te słowa?

Donald Tusk: Ja bym się pod nimi podpisał obiema rękami. Oczywiście, nie w sensie formalnej propozycji - mamy Brukselę, mamy Strasbourg, brakowałoby tylko pomysłu, by ktoś chciał wydać kolejne 20 miliardów na kolejne siedziby, na przykład nad Motławą. Ale na pewno w sensie duchowym Gdańsk jest jednym z takich miejsc.

Niektórzy, gdy słyszą te słowa, pukają się w głowę: "Gdańsk stolicą Europy? To śmieszne".

- Traktujmy to jako metaforę. Nie komplement, ale jako zrozumiałe u Sormana - on jest w Polsce zakochany od lat - przekonanie, że Gdańsk jest miastem wyjątkowym. I jeśli się szuka symboli Europy, to Gdańsk pasuje pod wieloma względami, przez swoją historię. O tym moglibyśmy pewnie godzinami rozmawiać: począwszy od doświadczenia hanzeatyckiego po epizody Wolnego Miasta, ale przede wszystkim ze względu na "Solidarność".

Czy solidarność to pojęcie, które potrafi dziś jeszcze zainteresować Europę?

- Oczywiście, solidarność wciąż robi furorę, w Brukseli to słowo wytrych, słowo, które bywa używane, często nawet nadużywane, głównie ze względu na nasze, polskie doświadczenia, na naszą "Solidarność" z roku 1980. Ta cała historia, cały ten ruch, który nie używał przemocy, nie był radykalny, zakończył się happy endem, jest bardzo europejski w swojej istocie. Dzisiaj Europa - głównie ze względu na konflikt między Ukrainą a Rosją - szuka rozwiązań, które nie grożą radykalnymi scenariuszami. I ma rację Sorman przywołując dewizę Gdańska. Ja też często powtarzam gdańską sentencję "nec temere, nec timide", czyli bez strachu, ale z rozwagą. To kolejny argument za tym, że Gdańsk ma pełne prawo czuć się jedną z ideowych stolic Europy.

My w to wierzymy, Sorman wierzy, ale czy inni też tak widzą nasze miasto?

- Wczoraj przyjechał do Gdańska Mark Rutte, premier Holandii. Nie była to oficjalna wizyta państwowa, lecz prywatna. Umówiliśmy się na swobodniejszą rozmowę, jeszcze przed moją pierwszą Radą Europejską. On - młodszy ode mnie o 10 lat - był pierwszy raz w Gdańsku. Szedłem z nim Długim Pobrzeżem, Mariacką, pokazałem Długi Targ, "Sąd Ostateczny" Memlinga oczywiście także. I on co dwie-trzy minuty wykrzykiwał po flamandzku prawdziwe okrzyki zachwytu, które świadczyły nie tylko o podziwie, ale także o tym, że czuje się tu jak w domu. Nigdy się nie spodziewał, że gdzieś tam, z jego perspektywy być może hen na Wschodzie, znajdzie coś tak w swojej istocie holenderskiego jak Zielona Brama. Jak zobaczył Żuraw, to wręcz zdębiał, bo to też mu się skojarzyło z dziesiątkami podobnych miejsc w Holandii. Pewnie też pamiętacie Euro 2012, reakcje kibiców irlandzkich czy hiszpańskich na Gdańsk. Lecieli do nas, spodziewając się, że jadą gdzieś na Wschód, na peryferia Europy, a lądowali w europejskim mieście. I choć względem "starej Unii" geograficznie są to peryferia, to w sensie kulturowym i cywilizacyjnym już na pewno nie.

Mówił pan o sile mitu polskiej "Solidarności". Tymczasem dziś w Europie koniec komunizmu kojarzy się z upadkiem muru berlińskiego, nie ze strajkami w Stoczni Gdańskiej.

- Nie ma co narzekać, bo źle, gdyby to narzekanie stało się naszą główną opowieścią, towarem eksportowym. Powiedzmy sobie szczerze: Niemcy z punktu widzenia świata zachodniego są ważniejszym miejscem - historycznie i gospodarczo. I dla całej Europy Zachodniej symbolem podziału, symbolem zimnej wojny był mur berliński. My mamy swoje przewagi, jedną z nich jest to, że mamy personalną ikonę "Solidarności" - mówię oczywiście o Lechu Wałęsie. Natomiast jak się mówi o obaleniu muru berlińskiego, to jedyne nazwisko, jakie Niemcom przychodzi do głowy, to Michaił Gorbaczow. (...)

Cała rozmowa: wyborcza.pl

bg Image