crop-AN3ze9mLf6JUW5A_180x130-0.png

Współpraca z prokuraturą w sprawie nadużyć to jedno, ale robienie tabloidowych wykazów, kto ile wyjeździł albo czyje podróże były najbardziej kosztowne, jest całkowicie pozbawione sensu - mówi marszałek Sejmu Radosław Sikorski.

Spodziewał się Pan, że jako marszałek Sejmu będzie Pan trafiał co chwila w oko politycznego cyklonu? Najpierw znalazł się Pan na indeksie przy okazji burzy po wywiadzie dla Politico, teraz z kolei musi Pan w trybie pilnym rozbrajać bombę w postaci wyjazdów zagranicznych posłów.

Po 13 latach we władzy wykonawczej jeszcze się przestawiam na nową rolę. Rzeczywiście w Sejmie są inne emocje polityczne niż w rządzie. Choć wbrew pozorom często udaje nam się osiągnąć kompromis. Tak było choćby przy okazji uchwały w rocznicę porwania bł. ks. Jerzego Popiełuszki. I prawica, i lewica trochę ustąpiły, a w konsekwencji wypracowaliśmy uchwałę przyjętą przez aklamację. Ale ostatnie tygodnie to przede wszystkim przedwyborcze emocje, które udzieliły się i politykom, i mediom.

Uważa Pan, że sposób rozliczenia delegacji zagranicznej przez trzech posłów stał się tak głośny właśnie z powodu kampanii? W innym terminie on by mniej bulwersował?
Kampania wyborcza dolała paliwa. Sejm oczywiście w pełni współpracuje z prokuraturą, ale gdy wyborcze emocje ucichną, łatwiej będzie rozróżnić oszustwa od pożytecznej pracy dyplomatycznej parlamentu. Bo w minionym tygodniu można było odnieść wrażenie, że właściwie każda podróż zagraniczna posła była niczym więcej niż tylko turystyką poselską. A to jest niesprawiedliwa ocena wobec zdecydowanej większości skutecznie pracujących deputowanych.

Pytanie, czy to Pan nie napędził takich komentarzy, szybko publikując listę, na której znalazło się proste zestawienie kosztów wyjazdów posłów. Nie wylał Pan w ten sposób dziecka z kąpielą?
 
Gdybyśmy szybko nie udostępnili tych informacji - przypomnę, że są to informacje publiczne - miano by o to do nas pretensje, że to próba przykrycia nieprawidłowości u innych. Zestawienie musieliśmy udostępnić, ale pełne zdanie o skali problemu wyrobimy sobie po audycie. Właśnie trwa proces porządkowania i weryfikacji informacji, bo rzeczywiście niektóre z nich były niewłaściwie interpretowane.
 
To konieczne - bo Mariusz Błaszczak już zdążył Andrzejowi Halickiemu zarzucić umiejętność bilokacji.
 
W końcówce kampanii starano się odwrócić uwagę od afery wokół trzech posłów, bezpodstawnie atakując ministra Halickiego.
 
A uwagi na temat rozliczania z Sejmem Pana ryczałtu na paliwo?
 
Przecież ministrowie naszego rządu, ale także tego z czasów PiS, rozliczali, rozliczają i będą rozliczać swoje przeloty, jazdy pociągiem czy wyjazdy w teren częściowo jako ministrowie, a częściowo jako posłowie, bo gdyby robili inaczej, opozycja atakowałaby ich za używanie samochodów służbowych do spotkań o charakterze politycznym. Ministrowie kolejnych gabinetów umieją rozdzielić działalność rządową od działalności poselskiej, przestrzegając obowiązujących regulacji.
 
Będąc ministrem spraw zagranicznych, nieraz spotykał się Pan z posłami dyplomatami. Jak wiele ich wyjazdów było zwyczajnie turystyką?
 
Protestuję przeciwko terminowi "turystyka poselska"! Współpraca z prokuraturą w sprawie nadużyć to jedno, ale robienie tabloidowych wykazów, kto ile wyjeździł albo czyje podróże były najbardziej kosztowne, jest całkowicie pozbawione sensu. Jedynym kryterium oceny tych podróży powinna być użyteczność dla naszego interesu narodowego. Są posłowie, którzy wyjeżdżają często i w odległe - czyli kosztowne - miejsca, ale tam wykonują dla Polski dobrą robotę. Głos naszych posłów z lewej strony sceny politycznej jest szczególnie istotny w krajach rządzonych przez socjaldemokrację. Z kolei posłowie prawicy bardziej koncentrują się na kontaktach z naszą diasporą na Wschodzie lub za Atlantykiem - co też jest w pełni uzasadnione. Ostatnio polski Sejm był reprezentowany w Mołdawii, kluczowym kraju Partnerstwa Wschodniego. Nasi posłowie są aktywni na kierunku litewskim i białoruskim czy w regionie karpackim. Polski Sejm jest reprezentowany w Zgromadzeniu Parlamentarnym NATO. Mógłbym długo kontynuować listę użytecznych działań poselskich za granicą. Ta aktywność powinna wręcz wzrosnąć, bo powinniśmy wesprzeć MSZ w staraniach o niestałe członkostwo Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w 2017 roku. Jako szef MSZ wielokrotnie otrzymywałem od naszych posłów ważne informacje, a także doceniałem sposób, w jaki przygotowują grunt pod działania rządu. To dowód, że dyplomacja parlamentarna jest potrzebna. Zresztą to samo dotyczy samorządowców.
 
Zgadzam się, że polscy politycy powinni pojawiać się tam, gdzie dzieje się coś ważnego - nawet jeśli taki wyjazd kosztuje. Ale są też przypadki wyjazdów, co do sensu których są poważne wątpliwości - choćby słynny już wyjazd posłów z komisji ds. przestrzeni kosmicznej, którzy dotarli nawet do Gujany Francuskiej w Ameryce Południowej. Ma Pan pomysł, w jaki sposób skuteczniej odsiewać ziarna od plew, czyli potrzebne wyjazdy od zbytecznych?
 
Kolejni marszałkowie dokonywali uszczelnień systemowych. Marszałek Ewa Kopacz wprowadziła zasadę mówiącą, że wyjazdy muszą być zgłaszane z dwutygodniowym wyprzedzeniem i uzyskać pozytywną opinię ekspertów z sejmowego Biura Spraw Międzynarodowych.A z kontaktów z Europejską Agencją Kosmiczną bym się nie wyśmiewał. Przecież w ostatnich tygodniach uchwaliliśmy ustawę o utworzeniu w Gdańsku Polskiej Agencji Kosmicznej i na pewno wizyty u naszych europejskich partnerów pozwoliły posłom wyrobić sobie zdanie o sensowności powołania naszej agencji. I czy aby ostatnio nie poleciał w kosmos aparat polskiej produkcji? (...)
 
Cała rozmowa: polskatimes.pl
 
foto: pap

bg Image