Kiedyś do polityki, szczególnie w opozycji - czy opozycji solidarnościowej, czy opozycji demokratycznej - ludzie szli raczej nie w tych celach, w których dzisiaj idą - żeby robić karierę polityczną - a żeby walczyć o wartości. Dzisiaj te wartości znikają, widać wyraźnie - powiedział w "Kontrwywiadzie RMF FM" Antoni Mężydło.

Konrad Piasecki: Jakiś rak toczy polską klasę polityczną?

Antoni Mężydło: Być może, być może. Na pewno te zjawiska są zjawiskami negatywnymi. W tych momentach widzę akurat pozytywną rolę mechanizmów demokratycznych, szczególnie mediów, bo opozycja jest zbyt słaba i ja myślę, że to jest ułomność dzisiejszego systemu politycznego.

Strasznie skarlała, zmalała i podupadła jawi się nam wszystkim. Panu też?

No też. Ubolewam nad tym. Kiedyś do polityki, szczególnie w opozycji - czy opozycji solidarnościowej, czy opozycji demokratycznej - ludzie szli raczej nie w tych celach, w których dzisiaj idą - żeby robić karierę polityczną - a żeby walczyć o wartości. Dzisiaj te wartości znikają, widać wyraźnie.

Dzisiaj ludzi, którzy idą do polityki, pociąga co? Pieniądze, kariera, immunitety?

Trudno powiedzieć. Ja myślę, że kariera na pewno, to jest chyba w pierwszym rzędzie, bo jednak polityka jest narkotykiem - widać to było i wcześniej. Niektórzy ze znanych polityków lubili wpływać na bieg rzeczy - nawet nie mieć silnej pozycji, nie być przywódcą, ale być np. doradcą Wałęsy - ja pamiętam, że to było ekscytujące dla polityków.

To, co dzieje się w ostatnich miesiącach, od afery podsłuchowej aż po tę wielką madrycką przygodę, to równia pochyła?

Na pewno tak to trzeba powiedzieć, ale miejmy nadzieję, że z tego wyjdziemy, że dzisiejsze działania, szczególnie te, które zaproponował marszałek - ale realizowali to będą pewnie urzędnicy kancelarii, i możliwości techniczne - że wszystko można publikować itd. - pozwolą nam wyjść z tej choroby.

Patrząc z zewnątrz: jakieś nagromadzenie buty, poczucia bezkarności i poczucia tego, że pieniądz publiczny to pieniądz niczyj i można go dowolnie wydawać, toczą polską klasę polityczną.

Mam nadzieję, że te przeciwdziałania uświadomią wszystkim politykom, że mamy tutaj do czynienia ze sprawą poważną. Być może tak łatwe przejście nad tym, co się działo w europarlamencie, to, co opisał Marek Migalski w swojej książce...

W europarlamencie wszyscy wiedzą, jak się kombinuje, jak się wyciąga pieniądze, i to ponadpartyjnie wszyscy się na to zgadzają.

Ta książka przeszła bez echa. Wydawało się, że skoro to się opisuje, nikt nie oprotestowuje takich zachowań, nie ma żadnej refleksji nad tym, to być może to wyzwoliło takie zachowania, z którymi mamy do czynienia dzisiaj.

Panie pośle, ale jak to się dzieje? Trójka posłów deklaruje: jedziemy do Madrytu, każdy swoim samochodem i nikt na to nie reaguje. Ktoś im tę delegację podpisuje. Co to jest za mechanizm?

Mechanizm w Sejmie, jeśli chodzi o urzędników, to jest taki, że oni bezwzględnie ufają posłom. Uważają, że oświadczenie posła jest święte i tego nie należy podważać. Chyba, że są ewidentne błędy, to wtedy urzędnicy sejmowi zwracają uwagę. No tak się przyjęło, że jednak są to wybrańcy narodu i trzeba mieć do nich zaufanie.

Ale widzą to też koledzy politycy i to w dodatku koledzy politycy z innych partii, bo im tę delegację podpisał szef delegacji, czyli Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej. I też nie widział w tym niczego niepokojącego.

Może podpisywał bezwiednie. Nie zastanawiał się nad tym, nie przeliczał tych kilometrów, dni itd., że to jest tak praktycznie fizycznie niemożliwe do wykonania. Trudno powiedzieć.

A nie jest tak, że wszyscy wiedzą na czym to polega i wszyscy się na to w polityce godzą? Że to jest tajemnica poliszynela, że się wyciąga pieniądze na lewo?

Na pewno nie wszyscy. Ja myślę, że to nie jest taki mechanizm powszechny. Trzeba będzie się przyjrzeć temu, tym wszystkim publikacjom obecnie kancelarii Sejmu, czy rzeczywiście jest to mechanizm powszechny, czy nie, czy akurat ta trójka posłów? Bo te oświadczenia, które zostały skumulowane, zebrane zbiorczo dla każdego posła wyglądają fatalnie. Ciekawe jakby porównać innych posłów, czy można znaleźć jeszcze kogoś takiego, kto w te sposób naciągał kancelarię Sejmu.

Panie pośle, ale tak szczerze, jak pan patrzy po swoich kolegach partyjnych, z innych partii, nie jest tak, że pan wie albo przynajmniej ma solidne podejrzenia, że oni wyciągają pieniądze publiczne na lewo?

Myślę, że to powszechne nie jest.

Czytamy o grubych tysiącach wydawanych, cysternach paliwa wypalanych przez samochody polityków.

Tak. Ja wiem, że to źle wygląda. Bo to, wie pan, najbardziej szkodzi ta łyżka dziegciu w beczce miodu i tak jest w przypadku kompromitacji klasy politycznej. My już dzisiaj mamy bardzo niski prestiż. Sprzątaczki mają wyższy prestiż społeczny niż posłowie, ale to wynika właśnie z tej zasady. Ja myślę, że to są jednak pojedyncze przypadki. Ja nie wierzę w to, że to jest powszechne zjawisko nadużywania. (...)

Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image