crop-qqoK4eCY0kjz2Bi_180x130-0.png

Wstyd mi jest, że sprawa kładzie się cieniem na całej izbie, na nas wszystkich, na całej klasie politycznej w gruncie rzeczy - mówi minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki.

Konrad Piasecki: Andrzej Halicki minister administracji i cyfryzacji, szef polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Krew trójki PiS-owskich posłów zbroczy pańskie ręce panie ministrze.

Andrzej Halicki: Jak pan tak mnie przedstawił panie redaktorze to muszę, to chyba należy się także słuchaczom, wytłumaczenie. Były szef...

...były, odchodzący.

Odchodzący, tak. Rada Europy to jest inna instytucja niż Parlament Europejski, żeby przypomnieć, nie ma nic wspólnego z Unią Europejską. To jest 47 państw Europy i Zgromadzenie Parlamentarne to jest zgromadzenie składające się z delegacji parlamentów narodowych.

Tak czy inaczej, trójka posłów z PiS, która jechała do Madrytu, przyszła do pana i powiedziała, że tam pojedzie.

Tak, ale jeszcze wytłumaczę: działające podczas zgromadzeń plenarnych, na sesjach od stycznia do września i formowana nowa delegacje będzie w grudniu, czyli w styczniu będzie nowa delegacja. Natomiast te wydarzenia, które miały miejsce ostatnio, to jedno właściwie wydarzenie, które położyło się cieniem na pracę naszej delegacji... To są prace komisji wyjazdowych, z których jedna rzeczywiście już po tej sesji wrześniowej miała miejsce.

I kiedy panowie Hofman, Kamiński, Rogacki przyszli do pana i powiedzieli, że pojadą do Madrytu samochodem na to spotkanie komisji to nie miał pan żadnych wątpliwości.

Miałem wątpliwości...

...nie powiedział im pan tak po ludzku: "Panowie, co wy robicie? Po co wam te samochody?"

Jeszcze jedna informacja: to jest przypadek bez precedensu, jeżeli chodzi o komunikację ze Strasburgiem -  i znów nie dotyczy to praktyki powszechnej - jak słyszę to nie ma nic wspólnego z doniesieniami o funkcjonowaniu parlamentu w Brukseli i tak dalej. Polski Sejm i Kancelaria Sejmu organizuje delegację, czyli żaden poseł nie kupuje sobie sam biletu, nie rezerwuje hotelu. Ponieważ nie ma połączenia bezpośredniego do Strasburga, przyjęliśmy rzeczywiście możliwość dotarcia samochodem, bo trzeba jechać pociągiem, samolotem i pociągiem, samolotem i autobusem i tak dalej. Czasem jest to krótsze i sprawniejsze. W tym wypadku bilans jest jednak bardziej opłacalny, bo jest tańsze dotarcie samochodem. Nigdy nie zdarzyło się, nie ma takiej praktyki, żeby jeździć samochodem własnym na delegację i rozliczać tak zwaną kilometrówkę. W przypadku tego nieszczęsnego Madrytu, założenie było takie, że to jest ekwiwalent równy temu biletowi samolotowemu, który organizuje Biuro Stosunków Międzyparlamentarnych, czyli w zastępstwie, innym środkiem lokomocji.

Suma wchodziła w grę jaka? Kilka tysięcy złotych? 

Łącznie tak, bo to są trzy bilety.

No i kiedy przyszli i powiedzieli: "Jedziemy do Madrytu samochodami" - bo rozumiem: każdy z nich miał jechać osobno samochodem...

Są trzy wnioski, tak jest.

...to pana też nie zdziwiło, że każdy jedzie samochodem?

Zdziwiło, ale ponieważ zapewnienie było, że dotrą na miejsce z różnych miejsc...

Świata, Polski?

...to była prośba. Nie wiem przecież tego.

Tak po ludzku pan ich nie zapytał: "Po co wam to? Szczyt kampanii wyborczej, chce wam się marnować cztery dni na wyjazdy do Madrytu?"

Powiem szczerze: nie myślałem wtedy o kampanii wyborczej. To był wniosek, który - jak mówię - właściwie na koniec tej naszej współpracy... dobrej współpracy - to chciałbym podkreślić, z Mariuszem Kamińskim naprawdę dobrze mi się pracowało w delegacji w Strasburgu, jest aktywny, merytorycznie dobrze przygotowany. Bardzo wstyd jest, że taka żenująca sytuacja ma miejsce.

Pan się zgodził na ten samochód, pan się zgodził też na wypłatę im zaliczki.

Ja odpowiadam za merytoryczną część, tzn. muszę podpisać wniosek, jeżeli tego rodzaju wniosek jest złożony, i odbieram sprawozdanie merytoryczne z wyjazdu za każdym razem. Nie ma innych wyjazdów, jeżeli nie jest to merytoryczne sprawozdanie zatwierdzone.

A według pańskiej wiedzy oni tą zaliczkę kiedy pobrali?

Przed wyjazdem.

Ale dzień przed wyjazdem, dwa dni przed wyjazdem?

Nie wiem, trzeba zapytać biuro Kancelarii Sejmu. Na pewno przed wyjazdem.

Ta informacja zwrotna z sekretariatu Zgromadzenia Parlamentarnego, że oni pojawili się w Madrycie, ale tak naprawdę podpisali listę i wyszli, pojawiła się na pański wniosek.

Tak.

To jest standardowa procedura? Pan zawsze ich tak sprawdza?

Nie, nie pytam w ten sposób biura w Strasburgu, do sekretarza generalnego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy wysłałem to pytanie. To się wiąże już z publikacjami, które miały miejsce po, a więc po powrocie, na początku listopada.

Czyli to był taki pierwszy sygnał, że oni nie za bardzo aktywni są podczas tych spotkań.

Jeszcze raz powiem: jeżeli chodzi o sesje w Strasburgu, to tu jest delegacja duża, jesteśmy w dużej grupie.

Chodzi mi o tę komisję prawną.

Jeżeli chodzi o ten Madryt, 4-osobowa delegacja polska była w Madrycie...

Ale podobne delegacje były wcześniej w Izmirze i w Paryżu.

Były, dlatego zapytałem też o te inne wyjazdowe spotkania komisji prawnej.

I to był pierwszy sygnał pewnych nieprawidłowości podczas posiedzeń, który do pana dotarł.

6 listopada dostałem to pytanie, siódmego otrzymałem odpowiedź.

A z nimi pan na ten temat porozmawiał?

No tak, miałem kontakt z Mariuszem Kamińskim 6 listopada i jeżeli mówimy o tym dokumencie ze Strasburga, natychmiast przekazałem marszałkowi Sejmu. To marszałek Sejmu podejmuje decyzję w pewnym sensie o rozliczeniu tej delegacji. Biuro, kancelaria Sejmu. (…)

 Cała rozmowa: rmf24.pl


bg Image