crop-Ya9UH2u87R4GU8B_180x130-0.png

Parlament zdecydował o likwidacji WSI i może do tego tematu wrócić, ale konsekwentnie będę mówił: im ciszej w tego rodzaju sprawach, tym lepiej - powiedział w rozmowie z "Faktem" wicepremier Tomasz Siemoniak.

FAKT: Wacław Krzyżanowski, stalinowski prokurator, został pochowany z wojskowymi honorami. Wybuchł skandal, zapadła decyzja o zmianie ceremoniału wojskowego. Czy to oznacza, że jeśli umrze teraz generał Ludowego Wojska Polskiego to będzie chowany bez asysty wojskowej i nie dostanie miejsca na cmentarzu wojskowym na Powązkach?

Tomasz Siemoniak: – Na pewno to drugie. Decyzja dotyczy tego, kto może być chowany na wojskowej części Powązek. W tej pierwszej sprawie decyzję będzie podejmował właściwy dowódca garnizonu. Ma zapisane zalecenie, żeby zasięgnąć opinii różnych organizacji, IPN czy przełożonych, jeśli będzie trzeba. Ponieważ w ciągu roku jest ok. 1200 pochówków z asystą wojskową uznaliśmy, że nie ma sensu w Warszawie tworzyć „departamentu pochówków”.

Zmartwiła Pana informacja o wykryciu w Pańskim departamencie osoby podejrzanej o szpiegostwo? Jaka byłą Pańska reakcja?

– O wykryciu nie. Byłem zadowolony, że służby dobrze działają. Natomiast fakt, że polski oficer sprzeniewierzył się przysiędze i jest podejrzewany o udział w obcym wywiadzie na pewno jest bardzo smutny. Najważniejsze, że zostało to wykryte.

Jak pańskim zdaniem działają wojskowe służby specjalne? Niektórzy twierdzą, że po roku 2006 zostały one obrócone w proch i pył.

– Trzy lata współpracuję z SKW i SWW, czyli ze służbą kontrwywiadowczą i wywiadowczą. Oceniam ich działalność bardzo dobrze. Obydwie działają na poziomie takim, jak inne służby NATO.

A powstanie komisji śledczej mającej na celu wyjaśnienie weryfikacji WSI tym służbom by zaszkodziło?

– Wielokrotnie demonstrowałem swój dystans do pomysłu komisji śledczej jako takiej i w odniesieniu do służb specjalnych. Jest komisja ds. służb specjalnych, która ma przygotowane osoby, ekspertów i gwarancję tajności. Oczywiście jest to decyzja parlamentu, prace nie zostały zamknięte. Parlament zdecydował o likwidacji WSI i może do tego tematu wrócić, ale konsekwentnie będę mówił: im ciszej w tego rodzaju sprawach, tym lepiej.

Od kilku lat docierały od polityków głosy, że Polska jest wolna od rosyjskich szpiegów. Ostatnie wydarzenia pokazują, że to dość naiwne życzenia.

– Nigdy nie było tak, że ktoś odpowiedzialny, mający wiedzę mówi, że jesteśmy bezpieczni. Wszystkie państwa NATO, a Polska jest dość szczególnie położona, są narażone na działalność obcych wywiadów. To jest smutna rutyna. Tak było, jest i będzie. Musimy się z tym liczyć i umieć temu przeciwdziałać. Zdajemy sobie sprawę co może interesować służby obcych państw.

Czy sytuacja na Ukrainie spowodowała zauważalną intensyfikację zainteresowania obcego wywiadu Polską?

– Tak i sądzę, że nie dotyczy to tylko Polski. To jest dość naturalne, że wzrost napięcia, konflikt zbrojny w Europie, wielkie emocje polityczne, wywołują większą aktywność służb specjalnych.

A jeśli chodzi o konflikt na Ukrainie, czy widzi Pan dokąd obecnie zmierza tam sytuacja?

– Najważniejszą rzeczą w perspektywie kilku dni na Ukrainie są wybory. Zobaczymy jakie będą wyniki, kto utworzy rząd i to na pewno będzie już perspektywa kilku miesięcy czy kilku lat w ukraińskiej polityce. Mamy wrześniowe porozumienie z Mińska, niedoskonałe, podważane, także łamane w ostatnich tygodniach ale na pewno jest to jakiś krok do przodu.
Myślę, że sami Ukraińcy wiedzą, co powinni robić. Ja jestem zawsze ostrożny w udzielaniu dobrych rad i mówieniu czy tak być powinno, czy nie powinno. My Ukrainę popieramy. Chcemy, żeby Ukraina była silnym, solidnym państwem i wierzę w to, że prezydent Petro Poroszenko i nowy rząd to będą ci ludzie, którzy w końcu przełamią barierę niemożności Ukrainy, bo wiemy, że te jej problemy to nie jest tylko ostatni rok.

A polski rząd świadomie wyłączył się z jądra negocjacji? Widzieliśmy takie obrazki z ostatniego szczytu w Mediolanie, gdzie wszyscy wielcy siedzieli, ale premiera Polski tam nie było.

– Nie było też np. Stanów Zjednoczonych. Sądzę, że nie powinniśmy przywiązywać nadmiernej wagi do tego czy w każdym spotkaniu bierze udział polska delegacja. Nasza polityka od samego początku była taka, żebyśmy sami z tym kryzysem nie zostali. Wciągaliśmy UE, wciągaliśmy USA i udało się to zrobić. Dla mnie znacznie ważniejsze było to, że premier Ewa Kopacz spotkała się w Mediolanie z prezydentem Poroszenką niż to, by miała siedzieć przy tamtym stole. Zresztą wyobrażam sobie protesty i uwagi w Polsce, że siedzi przy jednym stole z prezydentem Władimirem Putinem.

Został pan wicepremierem. Ma pan więcej obowiązków niż jako szef MON?

– Fotel wicepremiera oznacza – i takie były oczekiwania premier Kopacz – żebym w większym stopniu włączył się w całościową koordynację spraw bezpieczeństwa w rządzie. Stąd moja bliska współpraca z szefem kancelarii premiera, z ministrem spraw wewnętrznych, szefem MSZ. Spotykamy się regularnie, razem pracujemy nad planem wzmocnienia bezpieczeństwa. W listopadzie będziemy chcieli go przedstawić. To są takie obowiązki nowo-stare, bo związane z bezpieczeństwem państwa. Natomiast gabinetu nie zmieniłem, samochodu też nie. Nie mam gabinetu w kancelarii premiera. W sensie funkcjonowania wszystko jest jak było. (...)

Cała rozmowa: fakt.pl

FOTO: PAP


bg Image