crop-7PMK7t1qiiEy62R_180x130-0.png

Jeśli propozycja na najbliższy szczyt klimatyczny będzie jednoznacznie zła i nie da możliwości realizacji założeń pani premier Ewy Kopacz to ją odrzucimy - powiedział w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" wiceminister Rafał Trzaskowski.

„Co pan rekomendował pani premier na szczyt?

Wytrwałość, bo determinacji pani premier nie brakuje.

Będzie porozumienie na tym spotkaniu?

To się okaże. Na razie to, co mamy w formalnych propozycjach, na to nie wskazuje. Cały czas prowadzimy jednak negocjacje. Ale jak będzie, okaże się dopiero na szczycie.

Gdzie są główne punkty sporne?

Każde państwo ma swoje postulaty i cele negocjacyjne. W naszym przypadku to tak naprawdę pytanie o to, w jaki sposób zrekompensować nam reformę polityki klimatycznej. Godzimy się na szybsze redukowanie emisji UE jako całości, ale chcemy, by nam po roku 2020 pozwolono na dokonywanie redukcji emisji CO2 w dotychczasowym tempie – 1,74 proc. rocznie, a nie szybszym, jak proponuje Komisja. Ta różnica ze stanem obecnym musi zostać nam zrekompensowana. Główne pytanie dotyczy tego, na jakich zasadach.

Na ile jesteśmy daleko od kompromisu?

Problem polega na tym, że negocjacje nie znajdują na razie odzwierciedlania w kolejnych oficjalnych dokumentach. Problematyczny pozostaje również nasz wpływ na cenę uprawnień. Jeśli zarys porozumienia będzie gotowy, wtedy możemy dojść do wniosku, że na tym szczycie nie warto o tym rozmawiać. Pani premier dogłębnie zna już materię i sama jest w stanie ocenić, która liczba jest zadowalająca, a która nie. Razem z Angelą Merkel Ewa Kopacz jest jednym z najlepiej przygotowanych do rozmów członków Rady Europejskiej. Mamy zapewnienia z niektórych stolic, że rozumieją nasze argumenty. Pytanie, jak to się odbije na liczbach. Diabeł tkwi w szczegółach i dlatego pewnie decydujące będą ostatnie godziny szczytu.

Czy z naszego punktu widzenia nie wygodniej powiedzieć: dajmy sobie trochę czasu, niech decyzje podejmuje następna Rada pod kierunkiem przewodniczącego Donalda Tuska?

To problem, którego nie rozumie żądająca weta opozycja. Taka strategia może być skuteczna, jeśli np. zmieniając traktaty, chcemy Unii przyznać zupełnie nowe kompetencje do działania. Wtedy można postawić weto i sprawa faktycznie umiera. Tu jest inaczej. Jak nie zrobimy nic, to obecny system redukowania emisji i tak będzie dalej działał, a w 2019 r. skończą się darmowe uprawnienia dla naszego przemysłu. W ostatecznym rachunku domniemane weto nie daje gwarancji skutecznej obrony naszej racji stanu. Jeśli nie będzie porozumienia, szefowie rządów i państw będą musieli się spotkać jeszcze raz, a potem kolejny. W przyszłym roku natomiast pojawi się legislacyjna propozycja Komisji Europejskiej, a decyzja podejmowana będzie już w formule większościowego głosowania i trudniej ją będzie zablokować. Nie znaczy to oczywiście, że zgodzimy się na każdą propozycję, nie będzie zgody za wszelką cenę! Niech nikt jednak nie myśli, że później będzie o wiele łatwiej.

Tusk nie pomoże?

Szef Rady Europejskiej będzie odpowiedzialny za wypracowanie kompromisu wśród wszystkich państw UE. Zadaniem przewodniczącego RE jest rola akuszera kompromisu. Wydaje się, że teraz jest dobry moment na zawarcie porozumienia, bo państwa członkowskie rozumieją nasze argumenty, a czym dalej w las, tym wcale nie będzie łatwiej. Powtórzę: jeśli propozycja na najbliższy szczyt będzie jednoznacznie zła i nie da możliwości realizacji założeń pani premier – a te założenia to brak dodatkowych obciążeń dla polskiej gospodarki, które zwiększą ceny energii – to ją odrzucimy. Problem jednak nie zniknie. (...)"

Cała rozmowa: "Dziennik Gazeta Prawna": Nr 206 (3847 W2), str. A8-A9


bg Image