rostowski.png

- Uważam, że Radosław Sikorski wyjaśnił sytuację mówiąc, że się zagalopował. Spotkania w cztery oczy w Moskwie nie było, a na spotkaniu szerszym te słowa nie padły - mówi Jacek Rostowski w "Salonie politycznym Trójki".

- Radosław Sikorski powiedział, że się zagalopował, ale naprawdę w ograniczonym znaczeniu, jeżeli mamy do czynienia z tak gigantycznym faktem, jak agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, która zmieniła w fundamentalny sposób relacje w Europie - ocenia Jacek Rostowski.

Gość "Salonu politycznego Trójki" mówi, że nie chciałby żeby mówić, że "Władimir Putin wtedy nie powiedział, że chce rozbiorów Ukrainy". - Te słowa nie padły w Moskwie, ale ogólna atmosfera i ogólny rodzaj stwierdzeń, które szły z Moskwy były publiczne i wiemy o tym. Nie chciałbym, żebyśmy wpadli w pułapkę, bardzo wygodną dla dyplomacji rosyjskiej, polegającą na mówieniu, że to są wszystko bzdury, a Rosja w tym czasie nigdy nie miała złych zamiarów wobec Ukrainy - podkreśla były wicepremier.

- To nie był przypadek. To, co się dzieje teraz, to skutek bardzo złego nastawienia Rosji do swoich sąsiadów, zwłaszcza do Ukrainy. Prezydent Putin, wypowiadając się na różnych forach, insynuował i dawał do zrozumienia, że granice Ukrainy nie są, albo nie powinny być trwałe. To jest skandaliczne zachowanie - mówi Jacek Rostowski.

Opozycja zarzuca Radosławowi Sikorskiemu, że nie poinformował o całej sytuacji prezydenta. - O  faktach, które myślał, że były prawdziwe, a później okazały się być nieprawdziwe? Bez przesady - komentuje były minister finansów. - Byłoby chyba jeszcze gorzej, gdyby myśląc, że nieistniejąca rozmowa miała miejsce, komuś ją powtórzył - zaznacza gość Trójki. - Takiego spotkania nie było, takie stwierdzenia nie padły - dodaje Jacek Rostowski. (...)

Źródło: polskieradio.pl


bg Image