grupinski_min2.png

Można mówić o efekcie sukcesu Tuska. I można się zastanawiać, jak duży wpływ na to ma osoba nowej pani premier. Osobiście uważam, że bardzo duży. W każdym razie nie ma powodu do pesymizmu - mówi przewodniczący Klubu Rafał Grupiński.

"Co przede wszystkim odczuwacie po odejściu Donalda Tuska? Ulgę, że bez niego będzie łatwiej? Czy strach, że bez niego będzie trudniej?

Zadowolenie z jego sukcesu. Ludzie to zauważyli i uznali za docenienie Polski. I satysfakcję z powodu udanego nowego otwarcia. Exposé Ewy Kopacz było konkretne, pokazywało priorytety nie tylko na najbliższy rok.

Jacek Rostowski zapewnia, że Ewa Kopacz będzie równie wybitna jak Donald Tusk.

Zostawiłbym tę ocenę bardziej historii. Nowy rząd dopiero rozpoczął swoją pracę, lecz jestem przekonany, że Ewa Kopacz będzie dobrym premierem.

Nie podpisuje się pan pod oceną Rostowskiego?

Na miejscu Jacka Rostowskiego zaryzykowałbym twierdzenie, że będzie nawet wybitniejszym politykiem niż Tusk.

W czym pan widzi nadzieję?

Długo nie będzie polityka równie skutecznego jak Tusk. Nie tylko w zarządzaniu państwem, lecz również własnym, politycznym zapleczem. Ale jeśli wygramy pod przywództwem Ewy Kopacz wybory parlamentarne za rok, a ja w to wierzę, pojawi się czas na rzeczywiste porównania.

Wygrywaliście poprzednie wybory, grając jedną twarzą: Tuska.

W największym stopniu wybory w roku 2011. W wyborach europejskich było już trochę inaczej. Proszę jednak zauważyć, że przez ostatni rok byliśmy w sondażach za PiS. Teraz to się zaczyna zmieniać. Odzyskaliśmy impet.

To nie jest premia za nowość?

Można mówić o efekcie sukcesu Tuska. I można się zastanawiać, jak duży wpływ na to ma osoba nowej pani premier. Osobiście uważam, że bardzo duży. W każdym razie nie ma powodu do pesymizmu. Także dlatego, że przekonstruowaliśmy wnętrze PO. Platforma za długo zajmowała się sobą. Dziś pod przywództwem Ewy Kopacz uzyskaliśmy wewnętrzną równowagę i możemy walczyć o zwycięstwo.

Pan ma podobno ponieść tego konsekwencje. Mówi się, że na skutek układów schetynowców ze spółdzielnią straci pan posadę szefa klubu.

Cóż, jestem najdłużej urzędującym szefem klubu PO i najczęściej odwoływanym. Zazwyczaj w mediach (śmiech).

Ale to pokazuje mechanizm waszej rządowej układanki. Chodziło o to, aby zadowolić wszystkie grupy w Platformie. Kryterium kompetencji, zainteresowań liczyło się najmniej. Grzegorz Schetyna mówi: nie zmieniajmy ministra spraw zagranicznych. Grzegorz Schetyna natychmiast zmienia zdanie, kiedy zostaje ministrem spraw zagranicznych.

On ma akurat doświadczenie międzynarodowe. Nabywał go jako wicepremier, minister spraw wewnętrznych i jako marszałek Sejmu.

Ale umówmy się: nigdy nie był pasjonatem tego tematu.

Jako szef komisji spraw zagranicznych był bardzo aktywny, choć rzadko zwoływał konferencje prasowe, nie chcąc w kółko odpowiadać na pytania dziennikarzy o różnice między nim a Donaldem Tuskiem.

Teraz odżył?

Na pewno zyskał spokój. Będzie kontynuował politykę Sikorskiego.

To po co było odwoływać Sikorskiego? Po to, żeby nowy minister się uczył?

Nie jestem w tej sprawie obiektywny, bo przyjaźnię się z ministrem Schetyną. Ale znam jego możliwości, jego skuteczność, o ile tylko nie ogranicza mu się możliwości pracy na rzecz państwa.

Tak czy inaczej rząd nie jest dobrany według kryterium kompetencji. Teresa Piotrowska została ministrem, bo jest przyjaciółką pani premier.

To jest rząd autorski premier Kopacz. Rozumiem, że jej decyzje mają mocne podstawy.

Na początku był pan sceptyczny wobec powołania na premiera Ewy Kopacz. Nie jest to eksperymentowanie na żywym ciele państwa?

Po owocach poznacie, ja jestem dziś optymistą. A co do Teresy Piotrowskiej na stanowisku szefa MSW, to posłanka z dużym doświadczeniem politycznym. Nie mniejszym niż wielu spośród jej poprzedników. Denerwuje mnie dokuczanie pani minister Piotrowskiej. Była samorządowcem, wojewodą, wiceszefową centralnej instytucji, nie jest osobą znikąd. Zresztą zmieniła się tylko jedna piąta rządu. Większość ministrów jest ta sama.

I to też nie zawsze dobra wiadomość. Premier Kopacz zostawiła Bartosza Arłukowicza, bo gdyby mianowała kogoś nowego, zobowiązywałaby się do sukcesu. A tak brak sukcesu zrzuci na poprzednika.

Nie zgadzam się. Program Arłukowicza skrócenia kolejek w przychodniach i szpitalach zacznie być realizowany od 1 stycznia. On naprawdę nie mógł być zmodyfi kowany w trakcie zmiany systemu. Czas na pytanie, czy mu się udało, przyjdzie wiosną przyszłego roku.

Rządzicie od siedmiu lat. To, że Arłukowicz zajął się kolejkami w przychodniach leczących nowotwory, gdzie chodzi o ludzkie życie, na rok przed wyborami, obciąża i jego, i was.

Uporządkował sprawę cen leków, wiele potaniało. Wdrożył system elektronicznej obsługi pacjenta, tzw. EWUŚ. Takie zmiany wymagają gigantycznego oprzyrządowania. Kto zmienił więcej?

Za mało, za wolno.

W sprawach pacjentów zawsze jest i będzie za wolno.

Jarosław Gowin po exposé Ewy Kopacz uznał, że to wielki akt oskarżenia wobec jej poprzednika. Tusk był złym premierem?

Tusk był świetnym premierem, a Gowin wszystkie zarzuty politycznie wyolbrzymił. Pani premier mogła zapowiedzieć nową ordynację podatkową czy nowy kodeks budowlany, gdyż prace nad nimi trwają od dłuższego czasu.

Ale zapowiedziała, że zrobi to w rok, a Tusk chciał to zrobić przez trzy lata. Czy taka zapowiedź nie jest manifestacją: jestem lepsza niż poprzednik?

Odrobina dystansu do poprzednika się przydaje. To nie musi oznaczać krytyki.

Pani premier chce odbudowywać społeczne zaufanie? To Tusk je zawiódł?

Na pewno miała na myśli zdarzenia w pewnej restauracji związane z nagraniami czy wcześniejsze wpadki niektórych naszych polityków. Opinia się psuła, choć cała formacja na to nie zasługiwała. AWS spadła po jednej kadencji na 4 proc. SLD spadł do 9 proc. My na tym tle wypadamy nie najgorzej, zwłaszcza wobec światowego kryzysu gospodarczego czy zdarzeń na Ukrainie. Ale trudno uniknąć wrażenia pewnego zużycia. (...)"

Cała rozmowa: "W Sieci" Nr 43 (99), str. 20 - 22


bg Image