lewandowski.png

W epoce wojny kultur i religii cywilizacja euroatlantycka musi zwierać szyki - pisze w "Gazecie Wyborczej" europoseł, były europejski komisarz Janusz Lewandowski.

Przyszłość Unii Europejskiej z Polakiem w roli głównej to nie będzie ani jasno narysowana i konsekwentnie realizowana strategia, ani też ciąg niespodziewanych wydarzeń ustawicznie wytrącających Brukselę z obranego kursu. Będzie "pomiędzy" - czyli próba utrzymania kursu wbrew wydarzeniom, których dzisiaj nie sposób przewidzieć. Wiele na ten temat mógłby powiedzieć Herman Van Rompuy, pierwszy szef Rady, który miał wizję sprawowania urzędu i biegle opanowaną niezbędną w Unii sztukę kompromisu. Mógł przewidzieć mordęgę negocjacji budżetowych, ale nie głębię kryzysu gospodarczego czy "arabską wiosnę" budzącą tak wielkie nadzieje w połowie jego mandatu. Kto mógł przypuszczać, że okrutna wojna w Syrii zrodzi agresywny islamski kalifat, który stanie się wylęgarnią terroryzmu u wrót Europy? I że - jeszcze bliżej granic Unii - proeuropejski bunt na kijowskim Majdanie obróci się w wojnę na Ukrainie, demaskującą imperialne oblicze Kremla?

W relacjach zewnętrznych Donald Tusk wkracza na pole minowe, jakim jest kres złudzeń co do przyjaznej geopolityki. Ale nie mniej zaminowane jest wnętrze Unii, zdewastowanej przez kryzys ekonomiczny i eurosceptyczne nastroje. Awaryjne szczyty przywódców skrzykiwane przez Van Rompuya dla ocalenia wspólnej waluty rodziły rozwiązania międzyrządowe kosztem szerszej metody wspólnotowej. To także wyzwanie dla strażnika wspólnoty 28 krajów pochodzącego spoza strefy euro i pamiętającego dawny podział Europy. A sposób sprawowania urzędu rezerwowanego dotąd dla Zachodu będzie miał wpływ nie tylko na Wspólnotę jako taką, ale też na postrzeganie Polski.

Sztorm nas zaskoczył 

Kto ogląda zjednoczoną Europę z perspektywy Brukseli, ten zauważa, że nie jest to tylko obszar wspólnych korzyści, ale także wspólnota problemów. Chcąc nie chcąc, Unia wciąga Portugalię czy Irlandię w kryzys ukraiński, jakże odległy i nieistotny dla mieszkańców tych krajów. Z kolei Włosi chcieliby dzielić z całą Unią problem "boat people", czyli uciekinierów z Afryki obierających kurs na Lampedusę czy Sycylię. Na szczęście Tusk nie będzie musiał rozwiązywać dylematu niepodległej Szkocji - ale już brytyjskie referendum w roku 2017 będzie miało przełomowe znaczenie dla dalszych losów europejskiej wspólnoty. A jest jeszcze wirus ebola...

Dziełem Van Rompuya było przebudowanie strefy euro i całej Unii na gospodarczą niepogodę. Największym wyzwaniem kadencji Tuska wydaje się uzbrojenie Unii na czas niespokojnej sytuacji międzynarodowej. Żegnamy epokę przyjaznej geopolityki, która uśpiła nas po rozpadzie ZSRR. Trzeba przewartościować strategię z tamtych lat, którą można opisać jako optymistyczną wiarę w stabilizowanie sytuacji i upowszechnianie europejskich standardów w otoczeniu Unii.

Pierwszy krąg geopolityczny to kandydaci na członków. Czyli Bałkany i nieśmiertelna Turcja. Rozszerzanie wyszło z mody, ale perspektywa członkostwa potrafi zdziałać cuda, jak choćby dialog Serbii z Kosowem. Jednak ujmując rzecz realistycznie, nie będzie to agenda Rady w najbliższych latach, a komisarz Johannes Hahn zajmie się raczej drugą częścią swego portfela, czyli polityką sąsiedztwa.

Narodziła się ona w optymistycznym roku 2004 i miała za cel tworzenie przyjaznego otoczenia Unii oraz warunkowe wciąganie wybranych krajów do bliższej współpracy poprzez układy stowarzyszeniowe. Jeszcze kilka lat temu rokowało to dobrze, zarówno jeśli chodzi o sąsiadów europejskich na Wschodzie, jak i arabskich po drugiej stronie Morza Śródziemnego.

Ogromne nadzieje łączono z "arabską wiosną" roku 2011 - zwłaszcza że media społecznościowe, przez które skrzykiwały się tysiące ludzi w proteście przeciw skorumpowanym reżimom, wskazywały Europę jako model "dobrego życia". Po trzech latach z owej "wiosny" wynika więcej zagrożeń niż nadziei. Chaos w Libii nasilił gangsterskie przerzuty uciekinierów z czarnej Afryki i zwiększył liczbę tragedii na Morzu Śródziemnym. Wojna w Syrii pochłonęła ponad 120 tysięcy ofiar i spowodowała milionową falę uchodźców. Większość Europejczyków łatwiej nastraszyć bojownikami Państwa Islamskiego niż Putinem. (...)

Cały tekst: wyborcza.pl


bg Image