crop-zo819WDh5RDR83t_180x130-0.png

Państwo wielkości Polski i będące w takim położeniu geograficzno - historycznym powinno dbać o własną obronę i o sojusze, a są one skuteczne jeśli się samemu do nich coś wnosi - mówi wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

Tomasz Siemoniak zwrócił uwagę na zagrożenie ze strony Rosji i przekonywał, że NATO „oparte o USA, to siła, z którą każdy na świecie musi się liczyć”. Dlatego też Polsce zależy na jak największej obecności żołnierzy Sojuszu na swoim terytorium i przeprowadzaniu częstych, wspólnych ćwiczeniach.

- Na szczycie w Newport zostały ustalone trzy formy: ciągła rotacyjna obecność żołnierzy NATO, USA w Polsce, siły natychmiastowego reagowania, czyli „szpica” i wzmocnienie roli korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, który ma stać się organizatorem obrony na wschodniej flance - tłumaczył minister obrony narodowej w "Salonie politycznym Trójki".

Wicepremier mówił w radiowej Trójce, że w lutym przyszłego roku ministrowie obrony NATO mają przesądzić "jak będą wyglądały siły natychmiastowego reagowania". Oddziały "szpicy" nie będą przebywać w jednym miejscu, ale będą „wydzielane przez poszczególne państwa członkowskie”. - "Szpica" będzie tam, gdzie będą zagrożenia, jeśli będą w Polsce, to elementy dowodzenia będą u nas - dodał.

- Państwo wielkości Polski i będące w takim położeniu geograficzno - historycznym powinno dbać o własną obronę i o sojusze, a są one skuteczne jeśli się samemu do nich coś wnosi. Nie możemy sobie powiedzieć, że mamy potężnych sojuszników, w związku z tym nie musimy dbać o własną obronę. Takich państw nikt na świecie nie szanuje - tłumaczył minister Tomasz Siemoniak.

Gość radiowej Trójki mówił też o projekcie wzmocnienia bezpieczeństwa Polski, który przedstawiła w expose premier Ewa Kopacz, o polskiej zbrojeniówce, o zakupie uzbrojenia amerykańskich F 16 i o tym, jak wygląda oferta armii dla ochotników, którzy chcą się przeszkolić.

Źródło: polskieradio.pl
foto: pap


bg Image